Witajcie w 3 części testów przewodów USB. W tym wpisie skupiam się na przewodach w standardzie C-C, czyli najpopularniejszym i najmocniejszym (wydajnościowo) standardzie USB.
Gdybyście nie byli w temacie o co chodzi, zapraszam na poprzednie części wpisów poświęcone przewodom microUSB oraz USB A-C (klasyczny przewód USB w standardzie C). I tym razem test zostanie podzielony na 2 części – obciążenie sztuczne przez 2 godziny na maksymalnej deklarowanej wydajności oraz testy praktyczne. Niestety z racji dostępnej ładowarki, obciążenie maksymalne jakie mogę aktualnie sprawdzić to 60W gdyż nie posiadam sprzętów (ładowarki) która będzie w stanie oddać 100W po USB-C z gniazda. Miałem kiedyś ładowarkę Baseusa 120W, lecz nie mogłem z nią dojść do ładu i nie chciała ze mną współpracować. Może felerna sztuka mi się trafiła… nie wiem. W każdym razie tematu nie zamykam i jak nadarzy się okazja, testy zostaną wznowione a wpis uzupełniony.
Nie sugerujcie się kolejnością, jest ona całkowicie przypadkowa
Dla przypomnienia, na końcu wpisu zawsze znajdziecie link do arkusza gdzie są podane parametry w formie tabeli. Pod tym linkiem są arkusze dla każdego typu przewodów:
– microUSB
– USB A-C
– USB C-C
Ich opisy, zdjęcia itp. pewnie już widzieliście przewijając stronę w dół 🙂
Pomiary jakie tutaj znajdziecie, ich procedura testowa oraz legenda do tabeli:
W opisie na blogu umieszczam podstawowe parametry przewodów:
Galeria zdjęć
Waga
Długość
Maksymalne deklarowane obciążenie (i obciążenie jakiemu został poddany kabelek)
Rezystancja (sprawdzana po przyłożeniu natężenia = 1A)Przykro mi, urządzenia pomiarowe które aktualnie posiadam, nie pozwalają mi na wykonanie tego pomiaru albo jeszcze do tego nie doszedłem 🙂
Opis organoleptyczny przewodu, opakowania itp.
Link gdzie możecie zakupić konkretny przewód bądź przestroga aby go nie kupować
Zdjęcie z kamery termowizyjnej po dwugodzinnym obciążeniu przewodu wartością maksymalną. Temperatura w miejscu testów oscyluje w granicy 20 do 23 stopni Celsjusza
W tabeli znajdziecie:
Część z powyższych informacji
Testy na sztucznym obciążeniu (czerwony kolor w tabeli u góry):
Maksymalna moc którą jest w stanie uciągnąć przewód (P-In (W)) oraz moc która jest pobierana z zasilacza sieciowego (P-out (W))
Napięcie na wyjściu z ładowarki sieciowej (V-out) i napięcie na sztucznym obciążeniu (V-in)
Podłączenie przewodów do urządzeń (niebieski kolor w tabeli u góry):
Podłączenie i odczekanie kilku sekund na ustatkowanie napięcia oraz natężenia i zanotowanie:
Napięcie ładowania (V)
Natężenie ładowania (A)
Będą 2 urządzenia testowe na każdy standard przewodu. Z reguły PowerBank oraz smartfon. Staram się aby każde z nich nie było za bardzo naładowane. Celowałem w pojemność ładowanych urządzeń na poziomie 10% a 15%. Do tego testu wybrałem tylko powerbank Baseus 30000mAh 65W. Armor nie wykazywał większej chęci współpracy w związku z czym zmuszony jestem zamówić jakiś miernik na USB-C i ponowić testy na drugim urządzeniu.
Moc 100W dla przewodów też od ręki nie jest do przetestowania z racji ograniczonej wydajności portu USB-C w ładowarce (60W). Kiedyś kupiłem Baseusa 120W, gdzie na USB-C ma na wyjściu 100W, lecz nie dało się jej zmusić do współpracy, podejrzewam że trafił mi się felerny model. Tak więc temat USB-C jest „otwarty”. O aktualizacjach będę Was powiadamiać na FB.
Testy przewodów USB-C (C-C)
Marka: YZK
Model: YK
Opakowanie: Folia z zamknięciem strunowym
Długość: 2m
Waga: 46,29g
Deklarowana moc: 20V/3A
Rezystancja: –
Podsumowanie: Długi przewód w dobrej jakości oplocie. Nawet elastyczny, co ułatwia jego „wywijaniem”. Jest po całej długości identyczny. Wtyczki mają ten sam wzór po obu stronach. Nie uświadczycie na nim żadnych napisów, logo itp. Miejsce łączenia jest przedłużone tworzywem które można minimalnie wygiąć, ale do elastyczności mu daleko. Czarna część, gdzie łapie się za przewód, jest aluminiowa.
Testy zaliczone pozytywnie.
Opakowanie to nieporozumienie. Zero danych co siedzi w środku, gdyby nie naklejka ze śmieszną ilością danych, można tam wkładać co się chce.
Wg. specyfikacji, produkt wyposażony jest w chip zabezpieczający. Informacja ta jest obecna jedynie na grafikach na Ali…
Podsumowanie: W miarę elastyczny przewód, mimo swojej grubości, którego wtyczki są identyczne po obu stronach. Wykonanie dobre, nie ma do czego się doczepić. Przewód jest w standardzie USB-C 3.1.
Testy przeszedł pozytywnie, szkoda tylko że nie ma żadnej deklarowanej wydajności.
Na opakowaniu znajdziecie tylko bardzo podstawowe informacje.
Na przewodzie jest jakaś informacja o 30V, mogę tylko domyślać się że w takim wypadku 60W nie będzie dla niego większym wyzwaniem.
Podsumowanie: Kabelek „zalany” TPE. Dość elastyczny. Na obu końcówkach jest informacja o maksymalnej wydajności 60W w standardzie PD (Power Delivery).
Zadanie swoje spełnia, ładowania bez zarzutu. Test sztucznym obciążeniem przeszedł pozytywnie.
Opakowanie, jak to bywa w przypadku tego producenta, to porażka. Poza logo nie ma żadnej konkretnej informacji. W tym przypadku jedyne co ratuje sytuację to naklejka z modelem przewodu, ale to kompletna loteria czy ona będzie.
Wg. specyfikacji ma on chip zabezpieczający. Ale ta informacja jest jedynie na materiałach reklamowych (grafikach), a te czasem mają „lekkie rozbieżności” 🙂 Aby nie było, ogólnie uważam tą markę za dobrą.
Podsumowanie: Gruby i dość sztywny przewód. Widać od razu że mamy styczność z produktem postawionym na jakość. Oplot miły w dotyku, końcówki aluminiowe, pozłacane wtyki. Zgodny ze standardem USB 3.1 gen2. Jedna z końcówek ma logo Uniteka, a druga napis UNITEK. Widać małe przedłużenie wtyczki w newralgicznych miejscach (łączenie przewodu z wtyczką).
Testy aktualnie nie obciążyły go w 100%, ale jest bardzo dobrze.
Opakowanie bardzo bogate w informacje. Jedyne czego nie ma, to przekroju zastosowanych żył.
Do przewodu dołączony jest rzep który ułatwi nam przechowywanie przewodu. Producent deklaruje wsparcie 4K@60, 100W mocy (20V/5A), transfer na poziomie 10Gbps. Urządzenie posiada też chip zabezpieczający. Bez wątpienia ten kabel to klasa premium.
Podsumowanie: Świetny przewód o niemal identycznych parametrach jak poprzednik. Najważniejsza różnica jest w dwóch rzeczach – inny przewód i końcówki. W tym modelu przewód jest bardziej elastyczny i po pierwszym kontakcie sprawia wrażenia jak by był to modelarski przewód silikonowy. Jest oczywiście mniej elastyczny, ale jego giętkość tutaj to niewątpliwa zaleta dla tych co chcą przewodem nieco powyginać. Druga różnica tyczy się wtyczek, w tym przypadku nie są one pozłacane. Dodatkowo też na obu końcówkach (wykonanych z aluminium) jest logo producenta.
Testy przeszedł pozytywnie.
Opakowanie, jak wcześniej, bogate w wiadomości, lecz zabrakło informacji o zastosowanych żyłach.
Marka: KUULAA (zdjęcia drugiego przewodu będą uzupełnione)
Czarno-niebieski (0,5m)
Czarno – szary (1m)
Model: –
Opakowanie: Folia z zamknięciem strunowym
Długość: 0,5m + 1m
Waga:
16,24g (0,5m)
25,81 (1m)
Deklarowana moc: 60W (oba)
Rezystancja: –
Podsumowanie: Oba przewody są w dobrej jakości oplocie. Są one dość giętkie. Każda wtyczka ma nazwę producenta po obu stronach. Czarna część wtyczki jest z tworzywa sztucznego, natomiast kolorowa to prawdopodobnie aluminium. Widać wyraźne przedłużenie w miejscu łączenia się wtyczki z przewodem, dobry znak.
Testy przewód zaliczył pozytywne.
Opakowanie to folia z logo producenta. Można tam w zasadzie wsadzić wszystko, bo żadnych danych na temat przewodów się nie uświadczy. Jedno z opakowań ma naklejkę z oznaczeniem co jest w środku, ale ogólnie porażka w tym temacie.
USB-C to najpopularniejszy obecnie standard przewodów do ładowania naszych urządzeń. Obsługuje moc która dla microUSB była nie do osiągnięcia. Idąc za ciosem, przedstawiam Wam drugą odsłonę testów przewodów jakie możecie kupić w sieci bądź dostać w sklepach stacjonarnych.
Jeżeli jakimś cudem nie czytaliście poprzedniego wpisu o teście przewodów microUSB, zachęcam do nadrobienia zaległości 🙂 Znajdziecie tutaj dużo kabelków i testy będą w miarę moich możliwości aktualizowane. W stosunku do poprzednika największa różnica będzie w mocy. Z USB-C da się wyciągnąć o wiele więcej niż z micro i tutaj dla sztucznego obciążenia przyjąłem wartość 36W (12V 3A). W przypadku gdy znajdę jedynie zdawkową informację o obciążeniu przewodu max. 2A lub 3A, ale będzie też wzmianka o szybkim ładowaniu, przyjmuję że szybkie ładowanie = quick charge = 12V. Tym sposobem mamy wynik 24W lub 36W jako maksymalne obciążenie 🙂 Co by nie mówić, sztuczne obciążenie jest tutaj jedynie dodatkiem do całości testu, ale jak jakiś przewód na nim padnie, to będzie dawać do myślenia.
Wspomniałem wcześniej że przewody będą co jakiś czas dodawane, ale to nie koniec. Planuję też dodatkowe testy na nich, więc ich dewastacja nie wchodzi w grę. Za jakiś czas pojawi się 3 część wpisu poświęcona przewodom USB-C o standardzie C-C. Na koniec będzie 4 część z przewodami typu AiO (all in one), jednak to już później. W ostatniej części znajdziecie wynalazki 3w1, 2w1 itd. Myślałem aby je połączyć z istniejącymi wpisami, lecz zrobi się straszny chaos. Dla przykładu taki kabelek 3w1 pasuje de facto do 2 już obecnych kategorii, a może być i do 3, stąd nie widzę sensu dodawać go do każdej z nich.
Kolejność przewodów jest aktualnie alfabetyczna, nie ma to jednak wpływu na wyniki testów. Pierwszy przewód nie jest najlepszy a ostatni nie jest najgorszy. Nowe modele będę zamieszczane na samej górze listy.
Pewnie zastanawiacie się co z przewodami które mogą być kojarzone z polskimi sadami 🙂 Ano nic. Może będzie jako część 5, ale to już wyjdzie w praniu. Czemu tak a nie inaczej, opisałem na wstępie w materiale o przewodach microUSB który linkuje wyżej. Jak jesteście ciekawi co pojawi się na kanale YT/blogu to obserwujcie mnie na fejsie. Miłej lektury życzę.
Pomiary jakie tutaj znajdziecie, ich procedura testowa oraz legenda do tabeli:
W opisie na blogu umieszczam podstawowe parametry przewodów:
Galeria zdjęć
Waga
Długość
Maksymalne deklarowane obciążenie (i obciążenie jakiemu został poddany kabelek)
Rezystancja (sprawdzana po przyłożeniu natężenia = 1A)
Opis organoleptyczny przewodu, opakowania itp.
Link lub informacja gdzie możecie zakupić konkretny przewód. Bywają ogólnie i przestrogi aby nie kupować tego produktu
Zdjęcie z kamery termowizyjnej po dwugodzinnym obciążeniu przewodu wartością maksymalną. Temperatura w miejscu testów oscyluje w granicy 20 do 23 stopni Celsjusza
W tabeli znajdziecie:
Część z powyższych informacji
Testy na sztucznym obciążeniu (czerwony kolor w tabeli u góry):
Maksymalna moc którą jest w stanie uciągnąć przewód (P-In (W)) oraz moc która jest pobierana z zasilacza sieciowego (P-out (W))
Napięcie na wyjściu z ładowarki sieciowej (V-out) i napięcie na sztucznym obciążeniu (V-in)
Podłączenie przewodów do urządzeń (niebieski kolor w tabeli u góry):
Podłączenie i odczekanie kilku sekund na ustatkowanie napięcia oraz natężenia i zanotowanie:
Napięcia na wyjściu z ładowarki bez obciążenia (V-idle) i pod obciążeniem (V-act)
Pomiar natężenia prądu jakim jest ładowane urządzenie (A)
Zrezygnowałem z podawania standardu ładowania z racji rozbieżności informacji na miernikach
Zmiana też jest w kolumnie Deklar. moc max wg producenta. Podaję tam tylko i wyłącznie informację którą udostępnia producent oficjalnie. Innymi słowy, jak pisze 3A, to piszę 3A, jeżeli poda 10V 5A, to i jak umieszczę taką informację.
Będą 2 urządzenia testowe. Staram się aby każde z nich nie było za bardzo naładowane. Do tego testu wybrałem:
Telefon Armor 9
Powerbank Baseus 30000 65W
Ładowarka którą dokonywałem pomiarów to ładowarka od smartfona SONY XZ2. Pomiary z napięcia ładowania nie są do końca idealne. Problem polega na tym że w przypadku niektórych przewodów ładowarka dochodziła do wartości które mocno przekraczały jej wydajność i się wyłączała. Niestety nie jestem aktualnie w stanie stwierdzić czy to wina przewodów, urządzeń podłączonych czy może ona sama jest uszkodzona (chociaż wątpię, problem nie występował z każdym przewodem). Tak więc podane dane w tabeli są minimalne jakie udało mi się zmierzyć. Co ciekawe, inne ładowarki zbytnio nie chciały współpracować z Armorem 9, mimo że teoretycznie wspierają Pump Express. Tak więc temat będę drążyć i jak coś będę wiedział to wpis dostanie aktualizację. Jak to mówią, im głębiej w las, tym więcej drzew…
Jeżeli komuś obce są nazwy AWG i nomenklatura z tym związana, polecam zerkną na Wikipedię.
Testy przewodów USB-C (A-C)
Marka: Baseus Halo Data
Model: CATGH-B01
Opakowanie: Folia z zamknięciem strunowym
Długość: 1m
Waga: 25,87g
Deklarowana moc: 5V/3A; 9V/2A
Rezystancja: 0,163Ω
Podsumowanie: Dość elastyczny kabelek w przyjemnym w dotyku oplocie. Miejsca łączenia przewodów z wtyczką mają dłuższe zakończenia, ma to one na celu przedłużenie żywotności produktu przed popularnymi załamaniami w tych miejscach. Na wtyku USB-A znajdziemy logo standardu USB, a na wtyku „ce” jest nazwa marki.
Sztuczne obciążenie było dwukrotnie większe niż deklarowana maksymalna wydajność. Test zakończył się pozytywnie. Praktyczne ładownie też bez zarzutu.
Na opakowaniu, poza modelem, nie znajdziecie żadnych informacji. Co prawda nazwa modelu jest to w formie naklejki, więc w zależności od sprzedającego ilość danych może się różnić, jednak informacja, chociaż o długości, była by mile widziana.
Miłym dodatkiem jest podświetlenie na wtyku typu c, które zmienia co jakiś czas barwę. Coś miłego dla oka. Pełni ono jedynie funkcję dekoracyjną. Dodatkowo na przewodzie jest rzep, dzięki któremu możemy zwinąć przewód i go związać.
Podsumowanie: Kabelek jest dość sztywny i wydaje się nieco cienki na tle reszty. Może to też być spowodowane jego długością, jednak waga, choćby w stosunku do CATGH-B01, wydaje się potwierdzać moją tezę. Na dużej wtyczce jest klasycznie logo standardu USB a na małej logo producenta. Nylonowy oplot nie jest specjalnie przyjemny w dotyku, ale do przytulania polecam kupić misia 😉
Mimo długiego, i niezbyt grubego przewodu, wyniki ładowania są dobre. Sztuczne obciążenie, przekraczające ponad dwukrotnie deklarowane parametry, przewód wytrzymał bez problemu.
Opakowanie to kartonik z dużą ilością informacji – znajdziemy na nim m.in.: model, długość, maksymalną wydajność podaną w formie V i A, informację o szybkim ładowaniu czy wzmiankę o oplocie wysokiej gęstości.
Podsumowanie: Kabel wydaje się cienki i jest niezbyt giętki jak w przypadku CATKLF-CG1. Tak samo jak wcześniej, mamy czarny kabel z niedużym akcentem na wtyczkach. Wcześniej był to szary, tutaj mam czerwony. Nylon też w zasadzie taki sam (charakterystyka serii Cafule?).
Mimo dużej długości, wyniki są imponujące moim zdaniem. Wydajność 2A nie powala, ale patrząc na szybkie ładowanie, może być to 12V, co przy 2A daje już 24W, nie jest źle. Jednak to teoria, brak konkretnych informacji powoduje to że mogę sobie jedynie teoretyzować pod tym względem.
Opakowanie to kartonik z niemal podstawowymi informacjami. Zabrakło informacji o napięciu, co powoduje że możemy sobie tylko gdybać jaka jest maksymalna wydajność wg. producenta.
Podsumowanie: Krótki przewód o oplocie i giętkości jak dwa poprzednie.
Fajne parametry ładowania. Nie ma do czego się doczepić.
Na opakowaniu jest bardzo dużo przydatnych informacji. Znajdziecie tutaj m.in.: model, długość, maksymalne obciążenie, szybkość, oznaczenie o wsparciu dla szybkiego ładowania. W skrócie, całkiem dużo danych, szkoda tylko że nowsze modele przewodów, i ich opakowania na zamknięcia strunowe, nie poszły tym śladem.
Na wtyku „c” znajdziecie małą diodę która zmienia kolor co kilka sekund. Ot, taki miły dla oka bajer. Mimo że przewód ma 0,5m, znalazł się na nim rzep do zawiązania przewodu. Aby było śmieszniej, rzep tutaj jest dłuższy niż ten na przewodzie 3 metrowym 😀
Zakup: Ten kabelek to historia, traktujcie jako ciekawostkę
Marka: Blitzwolf
Model: BW-TC14
Opakowanie: Folia z zamknięciem strunowym
Długość: 1m
Waga: 27,58g
Deklarowana moc: 12V/3A
Rezystancja: 0,151Ω
Podsumowanie: Przewód nie jest zbyt sztywny. Tworzywo PCV z którego jest wykonany nie jest ślizgie i dobrze się trzyma w ręce. Miejsca połączeń przewodu z końcówką są przedłużone aby przewód nie uległ zbyt szybkiemu uszkodzeniu. Na dużej wtyczce jest nazwa producenta, a na małej logo pioruna sygnalizujące prawdopodobnie szybkie ładowanie (wniosek po grafice producenta).
Ładowanie nim to czysta przyjemność 😉
Opakowanie niestety nie powala ilością informacji. Producent, kolor, typ, model, długość i zastosowany materiał to wszystko czego się dowiecie z opakowania. Trochę lepiej jest w sieci.
Z grafik producenta można się dowiedzieć że za transfer odpowiadają przewody 30AWG, a do ładowania użyto przewodów 22AWG. Miło z ich strony, bardzo mało firm podaje te dane. Na przewodzie też jest informacja 4418, ale co ona oznacza, pojęcia nie mam.
Podsumowanie: Przewód jest dość gruby i i nie ma szans aby Wam się zaplątał. Niebieski akcent przy wtyczce sugeruje że mamy styczność z przewodem w standardzie USB 3.0. Jedyne oznaczenie jakie znajdziemy to logo USB z informacją SS na wtyczce USB-A oznaczające że mamy styczność z modelem wspierającym SuperSpeed USB. Moja sztuka miała minimalne defekty, ale nie przeszkadzają one w niczym.
Wyniki ładowania są zadowalające. Szkoda tylko że nigdzie nie ma informacji o tym jaką producent deklaruje wydajność maksymalną.
Opakowanie to duży kartonik z mocno podstawowymi informacjami o produkcie. Widać że producent chce aby te przewody były kojarzone z jakością i wyróżniały się na półkach.
Podsumowanie: Przewód w dość „agresywnym” nylonowym oplocie. I nie chodzi wyłącznie o kolor, ale i o jego budowę. Czerwone nitki są wyczuwalne i całość zdaje się być dość pancerna. Nie jest za bardzo giętki, ale bez problemu da się go zwinąć w koło. Jak poprzednio, i tutaj jedyne oznaczenie jakie znajdziemy to SS USB. Przewód jest w standardzie 3.0.
Przewód ładuje urządzenia bez zarzutu. Test sztucznym obciążeniem przeszedł pozytywnie. Brak danych dotyczącej maksymalnej wydajności przewodu.
Opakowanie to kartonik z podstawowymi informacjami na temat przewodu.
Podsumowanie: Rzekłbym że klasyczny przewód w oplocie. Cały czarny w standardzie USB 2.0. Jedyne oznaczenie jakie na nim znajdziecie to logo USB na wtyczce USB-A.
Ładowanie dobre, nie ma się czego wstydzić 🙂 Test na sztucznym obciążeniu zakończony pozytywnie. Gdybym tylko wiedział ile producent deklaruje wydajności dla tego modelu, było by fajnie 😉
Opakowanie to foliowy woreczek z zamknięciem strunowym. Minimalna ilość informacji na opakowaniu nie zachwyci osób bardziej dociekliwych.
Podsumowanie: Bardzo ładny i mocno czarny kolor nylonowego oplotu świetnie kontrastuje się z pomarańczowymi akcentami na wtyczkach (zdanie prywatne). Miejsca łączenia przewodu z wtyczką są przedłużane dzięki czemu kabelek ma być bardziej odporny na najpopularniejsze uszkodzenia. Końcówka typu C jest okrągła. Nie jest na szczęście na tyle duża, by po podłączeniu wtyczka „podniosła” telefon (test na Sony XZ2 bez etui). Zależnie od podpiętych urządzeń, może być różnie.
Ładowanie bez zarzutu, minimalne wymagania spełnia z dużą rezerwą.
Opakowanie to kompletna bieda. Symbol przewodu jest obecny jedynie na naklejce, a i tutaj różnie bywa. Wiem z praktyki, mam kilka kabli tej marki.
Podsumowanie: W dotyku klasyczny kabel USB jak np. te od drukarki (pomijając końcówkę). Niewątpliwą zaletą jest informacja na przewodzie o zastosowanych żyłach – 28AWG oraz 24AWG. Na wtyku USB-A jest logo standardu USB.
Testy teoretyczne nie wyszły tragicznie, jednak na sztucznym obciążeniu nie udało mi się uzyskać deklarowanych 36W i próba była przeprowadzona na 30W.
Na opakowaniu znajdziemy informację o modelu, podgląd na przekrój przewodu czy informację o maksymalnym obciążeniu.
Podsumowanie: Szaro czarny przewód z aluminiową częścią gdzie łapiemy za wtyk. Miejsce łączenia przewodu z wtyczką jest przedłużone, a owe przedłużenie jest w ładnym wzorku. Na wtyczce USB-A jest logo standardu USB, a na USB-C jest nazwa firmy. Kabelek jest bardzo elastyczny i łatwo nimi wyginać czy go zwijać. Nylonowy oplot jest przyjemny w dotyku.
Ładowanie urządzeń oraz test na sztucznym obciążeniu zaliczony bardzo dobrze.
Opakowanie, poza marką, nie dostarczy nam żadnych informacji o przewodzie.
Zakup: Internet
Marka: Floveme
Model: YXF145721_1
Opakowanie: Folia
Długość: 1m
Waga: 21,24g
Deklarowana moc: Brak danych
Rezystancja: 0,240Ω
Podsumowanie: Oplot ma bardzo głęboką czerń, jak w przypadku Choetech. Przewód nie jest zbyt elastyczny. Końcówki gdzie przewód łączy się z wtykiem są przedłużone. Na wtyku „C” znajdziecie logo producenta, a na wtyku USB-A jest jego nazwa.
Parametry ładowania i są bardzo dobre, a test ze sztucznym obciążeniem przeszedł bez problemu.
Opakowanie to żart. Poza nazwą producenta nie ma ta tam niemal nic o przewodzie.
Końcówka USB-C ma białe podświetlenie które świetnie spisuje się w ciemnościach. Przez jakiś czas nawet używałem tego kabla, super sprawa to światełko 🙂
Zakup: Internet
Marka: GoComma
Model: –
Opakowanie: Kartonik
Długość: 1m
Waga: 28,67g
Deklarowana moc: 3A
Rezystancja: 0,164Ω
Podsumowanie: Miły w dotyku nylonowy oplot i aluminiowe końcówki sprawiają wrażenie że produkt jest dobrej jakości. Jedyne oznaczenie jakie jest na tych przewodach to nazwa producenta na wtyku USB-A. Przewód jest lekko sztywny (wyczuwalny opór przy wyginaniu), ale bez problemu da się go zwinąć.
Imponujący wynik ładowania. Sztuczne obciążenie nie zrobiło na nim wrażenia.
Ładne opakowanie z bardzo podstawowymi informacjami o przewodzie. Miłym dodatkiem jest informacja o zastosowanych żyłach – 22AWG i 28AWG.
Podsumowanie: Przewód jest dość giętki i po ściśnięciu go, nie odkształca się zbytnio. Namacalnie jest wykonany z czegoś podobnego do gumowych osłon od przewodów modelarskich, ale to raczej nie to samo. Konkretnych danych na ten temat brak. Wtyk USB-A ma logo USB po obu stronach a wtyk „ce” na swojej końcówce ma oznaczenie 5A, które prawdopodobnie ma sugerować możliwość ładownia natężeniem 5 Amperów. Biorąc pod uwagę wydajność deklarowaną 40W, to wyszło by że 5A wykorzystamy przy 9V, pytanie tylko która ładowarka i sprzęt pozwoli osiągnąć takie parametry. Fioletowe końcówki we wtyczkach ładnie współgrają z białym kolorem.
Ładowania bez zarzutu. Test sztucznym obciążeniem przeszedł pozytywnie.
Opakowanie to nie raz wspomniana wcześniej „bieda”. Zero danych. Tutaj idziemy na rekord – gdyby nie naklejka, to nawet nazwy producenta przewodu nie ma.
Podsumowanie: Długi i nie za sztywny przewód. Oplot jest miły w dotyku. Miejsca łączenia przewodu z wtykiem są przedłużone. Na większym wtyku znajdziecie napis z nazwą producenta, na mniejszym jedynie jego logo. Przy wtykach niebieska część jest aluminiowa, natomiast czarna z tworzywa sztucznego.
Bardzo dobra wydajność jak na tak długi przewód.
Opakowanie typu „bieda”. Poza nazwą producenta i modelem, próżno szukać jakiś informacji. Na naklejce jedyna dodatkowa informacja to typ przewodu.
Na przewodzie znajduje się rzep który ułatwi nam zwinięcie i przechowywanie kabelka.
Marka: USB-C z wtykiem typu U (ja go ochrzciłem Ranipobo bo gdzieś mi ta nazwa przeleciała kiedyś przed oczami)
Model: –
Opakowanie: OEM (u mnie)
Długość: 1m
Waga: 20,28g
Deklarowana moc: 2,4A
Rezystancja: 0,256Ω
Podsumowanie: Przewód dość charakterystyczny i nietypowy. Dwustronny wtyk USB-A to zaleta, lecz końcówka wtyku typu C, w kształcie litery U to problem. Dla osób posiadających pancerne telefony (u mnie Armor 9) ładowanie go w etui jest niemożliwe. Bez etui trzeba podłączyć go tak, aby przewód był od strony ekranu. Mało wygodne rozwiązanie. W przypadku PB Baseusa, podłączenie przewodu było nie możliwe. Miejcie to na uwadze. Co do przewodu, wydaje się dość cienki. Zalany jest czymś podobnym do gumy. Na końcówce USB-C, widoczne jest logo standardu USB.
Telefon fajnie ładował, test sztucznym obciążeniem przeszedł ale sprawę z podłączeniem PB zawalił całkowicie. Nietypowy wtyk daje o sobie znać.
Opakowanie w moim przypadku to zwykły woreczek strunowy, niestety nie pamiętam w jakim stanie go dostałem.
Podsumowanie: Ładne czarno złote przewody. Oplot jest standardowy, nie jakiś specjalnie miły w dotyku ale też nie ma tragedii. Przewody wydają się bardzo cienkie. Na wtyku USB-A jest logo standardu USB, a na wtyku „c”, jest nazwa producenta. Czarna część wtyku jest aluminiowa a końcówki pozłacane (a przynajmniej tak wyglądają).
Testy praktyczne i na sztucznym obciążeniu przechodzą bez zarzutów.
Zakup: Internet
Marka: TOPK
Model: AN-84
Opakowanie: Folia z zamknięciem strunowym
Długość: 1m
Waga: 20,12g
Deklarowana moc: 3A
Rezystancja: 0,241Ω
Podsumowanie: Świetny w dotyku przewód „zalany” silikonem. Bardzo elastyczny i na pewno wyróżnia się na tle standardowych PCV czy tych w oplocie nylonowym. Żywe kolory są, moim zdaniem, jak najbardziej na plus. Na obu wtykach znajdziemy nazwę producenta. Łączenia przewodu z wtykiem są przedłużone.
Pozytywnie przechodzi test sztucznym obciążeniem oraz testy praktyczne.
Opakowanie to niestety minus, poza nazwą producenta nie ma tam zupełnie żadnych ważnych informacji.
Podsumowanie: Mały ale bardzo fajny przewód. Długie końcówki z ciekawym wzorem zapobiegające załamaniu przewodu. Logo producenta na większej wtyczce i nazwa producenta na mniejszej. Niebieska część jest aluminiowa a czarna z jakiejś mieszanki gumy. Fioletowe akcenty we wtyczkach dopełniają całości bajeru. Oplot powiedziałbym że standardowy.
Wynik ładowania jest bardzo dobry, jednak warto mieć na uwadze że przewód jest wyjątkowo krótki.
Opakowanie poza nazwą producenta nie informuje nas o niczym.
Wtyczka USB-C ma zielone podświetlenie, dodatkowy bajer uzupełniający nietuzinkowy i tak wygląd przewodu.
Zakup: Internet
Marka: Unitek
Model: Y-C474BK
Opakowanie: Kartonik
Długość: 1m
Waga: 32,61g
Deklarowana moc: 2,4A
Rezystancja: 0,125Ω
Podsumowanie: Na oko klasyczny kabelek USB. Niebieskie końcówki sugerują wsparcie USB 3.0, a konkretnie USB 3.1 gen.1 (jeżeli ktoś nie jest w temacie o generacjach itp., to wierzcie mi na słowo, oznaczenia USB po 3.0 są mocno zamieszane). Przewód bez problemu można wyginać. Na obu końcówkach znajdziecie nazwę producenta. Na przewodzie są dodatkowe dane informacyjne, jednak nie znajdziemy tam niestety informacji nt. żył które są w środku przewodu. Z nieoficjalnych informacji powiem Wam że w środku są przewody 32AWG i 24AWG. Do zdjęć, jako bonus, macie przekrój przewodu którego próżno szukać w sieci 🙂
Ładowanie bez zarzutu. Sztuczne obciążenie mocno wyższe niż deklarowana wytrzymałość, ale nie specjalnie się tym przejął 🙂
Na opakowaniu znajdziemy wszystkie podstawowe informacje. Niestety dane o wydajności 2.4A mocno mogą Was zmylić przy zakupie i błędnie ocenicie przewód niżej niż de facto jest on warty.
Nie ma chyba kierowcy, z kilkuletnim stażem za kółkiem, który nie znał by choinki zapachowej WUNDER-BAUM. Namiętnie wieszana na lusterku wstecznym zaraz po płytach CD. Czasy się zmieniają i zamiast „perfumować” wnętrze auta, czas je oczyścić.
Rozwiązań umilających podróż autem jest wiele. Jednym z nich są odświeżacze które, niestety, tylko maskują przykry zapach. Z zamiaru mają one też neutralizować przykrą woń, jednak ja prywatnie nigdy czegoś takiego nie uświadczyłem. Zawsze było to na zasadzie zbyt intensywnego zapachu na początku, a później powrót od normalności. Aby nie było, klimatyzacja w aucie co jakiś czas jest oczyszczana.
Poszukałem co tam w sieci polecają i moją uwagę przykuł produkt marki Baseus. Koszt 50 zł nie wydawał się przesadnie wielki, zaryzykowałem (aktualnie jego cena wacha się w kwotach 45-60 zł + ewentualne koszty wysyłki). Zawartość kartonika to pojemnik z tworzywa sztucznego, który zapinamy na pręty zagłówka z tyłu fotela pasażera, oraz węgiel aktywny w saszetce którą musimy umieścić w tym właśnie pojemniku. Montaż prosty, łatwy i przyjemny.
Zwalcza smog, alergeny, lotne związki organiczne, odór benzyny, amoniaku czy formaldehydu a jego skuteczność sięga 95%
Pojemnik wyposażony jest w 1600 otworów przez które następuje filtrowanie powietrza. Według specyfikacji zwalcza smog, alergeny, lotne związki organiczne, odór benzyny, amoniaku czy formaldehydu a jego skuteczność sięga 95%.
Zamknięcie na magnesy powoduje że wyjmowanie węgla co jakiś czas, do oczyszczenia, będzie całkowicie bezproblemowe. Za ten czas gdy węgiel będzie wygrzewać się na słońcu (czytaj oczyszczać), pojemnik może służyć do przechowywania innych drobiazgów. Nawet może to być jego drugie życie. Co za ekologiczny produkt 🙂
Producent zaleca aby wyjmować saszetkę z węglem, i suszyć na słońcu, przez 1-3 miesiące aby posłużył nam około 2-3 lat. Chociaż tutaj sprawa jest dyskusyjna bo, moim zdaniem, opis tej funkcji jest błędy. W oryginale to brzmi Bask the carbon bag in the sun in every other 1 to 3 months for 2 to 3 years of reuse i ja uważam że należy dosłoneczniać woreczek na słońcu co 1-3 miesiące aby podłużył nam 2-3 lata. Patrząc na fakt wygrzewania go na słońcu, nawet przez miesiąc w naszych warunkach, chyba będzie ciężkie do realizacji. Latem jeszcze ok, ale jesienią czy zimą słońca jak na lekarstwo. Prywatnie przyjmuję moją rację i tego będę się trzymać. Docelowo planuję robić to co 1-2 miesiące i dać mu odpocząć cały dzień, bądź weekend. Zobaczymy jak to w praktyce wyjdzie. Patrząc na skład oczyszczacza, za dużo chyba nie da się w nim uszkodzić 🙂
Jeżeli ktoś zastanawia się co będzie za 2-3 lata to informuję że musi sobie wkład załatwić we własnym zakresie. Woreczków z samym węglem w sprzedaży nie widziałem, ale na szczęście sam węgiel aktywny można dostać, więc jakoś jesteśmy uratowani. Niestety nie wiem czy jest on dokładnie w takiej formie jak w oryginalnym woreczku, ale myślę że to kwestia poszukania. Inna sprawa że robiąc małe przygotowanie do tego wpisu, poczytałem o węglu aktywnym i np. w wentylacjach takie wkłady, przy prawidłowym montażu mogą funkcjonować i kilka lat. Niestety tutaj ciężko stwierdzić jak to będzie i uważam że okres 3 lat eksploatacji to maksimum dla takiego woreczka.
Oczyszczacz BASEUS po 3 tygodniach użytkowania
Od montażu minęły ponad 3 tygodnie. Nie było za ciepło, więc dość często w użyciu była klimatyzacja. I co czuję? Nic. Dosłownie nic. Nie ma żadnych brzydkich zapachów. Po wejściu do auta „zapach” jest neutralny, że tak powiem. To co było niedawno czuć, jest historią.
Jak ma się sprawa z lotnymi paskudztwami które ten produkt miał niwelować, nie wiem. Testów nie robiłem z racji dużych kwot sprzętu pomiarowego.
Moim zdaniem dla większości użytkowników oczyszczacz Baseus zda egzamin. Węgiel aktywny spisuje się wyśmienicie. Niestety nie wiem jak to będzie w dłuższej perspektywie. Najbardziej ciekawi mnie jak będzie działać gdy okna auta będą dość często otwarte, choćby wiosną, ale to już wyjdzie w praniu. Prywatnie ani trochę nie brakuje mi odświeżaczy powietrza opartych na sztucznych zapachach. Jak dalej będzie tak dobrze, to przerzucę się na takie właśnie rozwiązania. Postaram się uzupełnić ten wpis w okolicy wakacji, bądź po, by podzielić się z Wami spostrzeżeniami po dłuższym użytkowaniu tego produktu.
Parafrazując popularne powiedzenie – tania ładowarka jest dobra, bo jest dobra i tania. Chociaż z tą taniością to różnie bywa. Praktyka często pokazuje że co sklep, to inna cena. A wyższa cena nie zmieni przecież parametrów urządzenia.
I tak było w tym przypadku. Chciałem kupić tanią ładowarkę do testów, jak one mają się w praktyce, a po kilku dniach wyszedł prawdziwy rozstrzał cenowy i z tą taniością nie do końca tak jest. Otóż niedługo po zakupie allegro obwieściło mi na stronie głównej proponowane produkty, a w nich ta sama ładowarka którą nabyłem, jednak już kilka złotych taniej u innego sprzedającego. Doliczając do niej koszt wysyłki, był bym już w plecy, więc źle nie jest. Później wchodząc na allegro, znów w propozycjach zakupu ten sam model, ale z ceną wyższą o ponad 100%. W sieci jeszcze doszukałem się tego modelu kosztującego niemal 3x tyle co ja dałem i 4x więcej niż w najtańszym sklepie. Porównałem wszędzie symbol, parametry, zdjęcia. Wypisz, wymaluj to mój sprzęt. Skąd taka różnica w cenie? Domyślam się że hurtownia w której biorą sklepy ma kosmiczne ceny bądź narzut sprzedającego jest konkretny.
Ładowarka którą Wam tutaj przedstawię to naprawdę świetna rzecz. Dotarła do mnie w woreczku z zamknięciem strunowym, co już zapowiada że mamy styczność ze sprzętem „wyższej” klasy. Tak, wiem o standardzie opakowań OEM/Bulk ale powątpiewam aby ta rzecz miała opcję występować w jakimś normalnym opakowaniu, gdzie podpisuje się pod tym jakiś producent. W hurcie znalazłem ją za 0,93 centy (~ 3,5 zł) nie licząc dostawy, cła itp. Przy kontenerze cena ta pewnie by jeszcze zeszła w dół, ale to na marginesie.
Namacalnie nie jest źle, ale bądźmy szczerzy, szału nie ma. Da się „dostrzec” niską cenę końcową produktu. Począwszy od opakowania, poprzez specyfikację która była chyba wymyślana na szybko a skończywszy na diodach led. I to w dużej ilości jak na tak mały produkt. Te ostatnie są namiętnie wciskane do tańszych sprzętów. Chyba mają za zadanie „optycznie” podnieść wartość produktu. Dobra wiadomość jest taka że, w tym przypadku, mają one nawet jakąś funkcjonalność. Przy podłączeniu większego obciążenia na porcie QC (12V / 1,84A), a następnie po podłączeniu dodatkowego obciążenia do jednego z portów, wydajność urządzenia poszła ewidentnie w dół. Diody sygnalizowały mruganiem że coś jest nie halo.
Ale może zacznijmy od początku. Bohater tego odcinka to ładowarka posiadająca 3 gniada USB typu A, charakteryzujące się wydajnością:
2x 5V/2.1A
1x QC3.0 (9V/12V) 3A
jednak zapisane jest to w nieco dziwnej formie
3USB 5V==7A
1USB 9V 12V ==1.8A
I tak opis na urządzeniu swoje i napisy nad portami swoje. Bardzo ciekawe, nie? Poniekąd można powiedzieć że się czepiam, bo każdy kto ma jakieś mgliste pojęcie sobie to ogarnie i pewnie wynik podzieli na 2 lub 3 (Ampery i porty), ale jak ktoś jest zielony niczym trawa na wiosnę, to co ma zrobić? Nabierze się że mamy 3 porty o wydajności aż 7 Amperów. Z drugiej strony, jest napisane nad dwoma 2.1A, ale to i tak nie trzyma się kupy, o czym za chwilę.
Poszperałem po allegro, chińskich sklepach i co sprzedający, to inne parametry tego urządzenia. W skrócie:
Nie podaje się sumy natężeń z 3 portów jako „jeden zapis”. Baaa, jeden z tych portów to QC, więc początkowy napis 5V jest kompletnie nie na miejscu.
Sumując natężenia z opisów:
2.1 + 2.1 + 3 = 7.2, coś mi wcześniej mignęła wartość 7A…
2.1 + 2.1 + 1.8 = 6, coś ta siódemka wyjść nie chce
Dodatkowy napis 1USB 9V 12V == 1.8A oraz 3USB 5V == 7A – możemy to ogólnie odczytać jako stwierdzenie że mamy 4 porty, ale ja w urządzeniu mam 3
U niektórych sprzedających są informacje że ta ładowarka ma 3x 3.1A (bo fantazja, fantazja…)
U naszych braci mieszkających za wielkim murem znajdziemy jeszcze inny ciekawy opis tego produktu. Skąd oni brali te parametry? Pojęcia nie mam
Można by rzec że sprostowanie powinno być na opakowaniu lub w instrukcji, ale pierwsze z nich to żart, a drugie jest jak Yeti. Z innej bajki, kupując w kraju sprzedający MA OBOWIĄZEK dać nam instrukcję do urządzenia. Ale jak wiemy, teoria swoje, praktyka swoje.
Małe info z życia – kilka lat temu w pracy dostałem e-mail od pewnej Pani która żądała od nas instrukcji obsługi do… gumowej zabawki do kąpieli dla dziecka! Autentyk! Program Word + 30 minut = zadowolony klient. Już ładne lata tam nie pracuję i nie mam dostępu do firmowej poczty, a szkoda, z perspektywy czasu chciałbym zobaczyć co ja tam napisałem 🙂
Ładowarka jest dostosowana do napięcia 12V, 24V i 32V (?)
Ten sprzęt działa w gniazdach zapalniczek samochodowych z napięciem 12V (auta osobowe) jak i 24V (auta ciężarowe). Producent też deklaruje że będzie funkcjonować na napięciu 32V. Nie jestem fanem motoryzacji, ale nie znam aut z takim wyjściem na zapalniczkach (ktoś, coś w temacie?). Tak czy siak, szału tutaj nie ma. Z obciążeniem 5V i niecałe 2A na zwykłych portach (wkładając pojedynczo!) jakoś to obciążenie ciągnęło. W przypadku samego portu QC i wymuszenia na nim pracy 12V z natężeniem 2A (na 3 deklarowane!) skończyło się wyłączeniem urządzenia po minucie.. Kolejny bajer w parametrach do kolekcji.
Testy praktyczne
Sztuczne obciążenie 12V i 24V
Podłączyłem pod ładowarkę 2 obciążenia z rezystorami, a w gniazdko z oznaczeniem QC dorzuciłem „na sztywno” 5V/3A. Ładowarka miała wytrzymać 2 godziny takiego katowania, lecz coś nie wyszło. Po upływie około 15 minut ładowarka poddała się. Tzn. poddał się port QC. Wyłączył się, lecz pozostałe dwa działały twardo. Wyjęcie i włożenie obciążenia do portu nic nie dało. Reset ładowarki (odcięcie zasilania i ponowne podłączenie) dopiero „aktywował” port.
Powtarzamy pomiar. Tym razem po 5 minutach port QC znów się odciął od reszty. Zluzowałem śrubę i dalsze testowanie poszło tak:
Port 2.1A: 4,79V – 1,86A
Port 2.1A: 4,77V – 1,68A
Port QC: 4,4V – 2,10A
Jest stabilnie i już dłużej niż wcześniej. No więc teraz czekam nieco ponad moje regulaminowe 2 godziny.
Czas minął, ładowarka dalej działała. Nagrzała się przy tym dość odczuwalnie, ale nie ma co się dziwić, obciążenie troszkę duże jak na taki sprzęt.
Sztuczne obciążenie 32V
Podłączenie sztucznego obciążenia do portu QC i ustawieniu sztucznego obciążenia na 12V i 2A zakończyło się fiaskiem. Działała sobie 2-3 minuty, więc dorzuciłem obciążenie z rezystorem do drugiego portu i coś huknęło. Poszedł smrodek i po zawodach. Ładowarka ni hu hu nie chciała ze mną nawiązać współpracy.
Odczekałem kilku minut i ponowiłem próby. Wróciła do życia. Twarda sztuka 🙂
Obciążenie praktyczne 12V i 24V
Pamiętajcie, poniższe wyniki mogą być lekko przekłamane, po tym, jak coś strzeliło w urządzeniu!
Wybrałem kabelki i podłączyłem wybrane urządzenia kolejno pod każdy port. Poniżej widzicie wynik widziany na mierniku po odczekaniu ~10-20 sekund aby napięcie i natężenie ładowania „ustabilizowało się”. Do testu użyłem, kolejno, tablet Samsung Galaxy S2 oraz telefony Xiaomi RedMi3 oraz Xperia XZ2.
Ładowanie standardowym portem
Ładowanie portem QC
Jeżeli zastanawiacie się czemu nie podłączyłem wszystkich urządzeń na raz do niej to już śpieszę z odpowiedzią. Po tym huku, nie mam do niej kompletnie zaufania. Nie wiem co tam się stało i nie mam zamiaru ryzykować sprzętu. Myślę że w najgorszym wypadku ona sama by poszła na elektrośmieć, jednak gdyby się okazało że uszkodzi się „coś dalej”, to mierniki USB którymi wykonuję testy są więcej warte niż ten sprzęt. Tak więc wiecie…
Podsumowanie
Poniekąd moja obawa o jakość się potwierdziła. Sprzęt ewidentnie dostał jakiejś usterki, jednak wrócił do żywych. Co prawda awaria wystąpiła na napięciu którego raczej nie spotkacie i myślę że mało kto będzie chciał jej używać w takich warunkach. Skoro jednak są deklaracje na urządzeniu, o kompatybilności z napięciem 32V, to rozumiem że produkt jest na to przygotowany. No niestety, nie jest. A przynajmniej nie do końca.
Zastanawia mnie to jak długo ten sprzęt pociągnie u Was na napięciu 12 i 24V oraz co będzie później. W sensie czy nie doczekacie się jakiejś awarii poza ewentualnym uszkodzeniem ładowarki. Niska cena musi gdzieś mieć odzwierciedlenie. Podejrzewam że w tym przypadku jest to jakość podzespołów, jednak nie jestem elektronikiem i nie będę Wam się tutaj wymądrzał na tematy dla mnie lekko obce. Mam tylko nadzieję że osoby które to kupią, i jak urządzenie kiedyś odmówi im posłuszeństwa, to skończy się jedynie na awarii samej ładowarki.
Zrobię za jakiś czas jeszcze recenzję na YT i będzie tam rozłożenie jej, zobaczymy czy będzie widać co tam się stało.
Szanowny przewodzie, nikt się nie dowie, jak dobrze ładujesz, aż się zepsujesz. Chociaż… przewód to przewód, prawda? Podłączam, ładuje, do widzenia. Jak się zepsuje to wezmę i inny i będzie to samo, nie? No nie. A przynajmniej nie do końca. Każdy kabelek jest inny i nierzadko ładowanie pełną mocą naszego urządzenia będzie nie osiągalne. Czasami nawet, mimo standardu, ładowanie wcale się nie rozpocznie!
#KablujZGłowąPopularnie zwanych „kabelków” na rynku jest od groma i jeszcze trochę. I ciut ciut. Wraz z zakupem telefonu, tabletu, lampki rowerowej czy innego gadżetu mającego wbudowany akumulator, jest niemal pewne że dostaniecie do niego przewód do ładowania i opcjonalnie ładowarkę. Chyba że celujecie w nowsze produkty Apple, Samsunga bądź Xiaomi to zawartość Waszego pudełka może być bardziej uboga. Przez długi czas prym wiódł standard microUSB, ale USB-C już sukcesywnie je wypiera gdzie tylko się da. Patrząc na ilość zalet w stosunku do poprzednika, nie powinno to nikogo dziwić. Jednak zanim pożegnamy się na dobre z „mikrusem”, dużo wody jeszcze upłynie i nie ma co stawiać jeszcze nad nim krzyżyka. Ci co myślą inaczej, przypominam że płyty CD/DVD/BD miały już dawno temu zniknąć, jednak przydają się po dziś dzień i znając życie do ich całkowitego zniknięcia z rynku jeszcze trochę wody upłynie. Jednak nie zaprzeczam że widać ich mozolne wycofywanie z rynku. Prywatnie podejrzewam że pierw pożegnamy się ze standardem miniUSB, niż z micro, ale czas pokaże. Prywatnie kompletnie nie rozumiem czemu w XXI w. pchamy się (produkuje się) jeszcze gniazda MINI skoro microUSB jest popularniejsze. Wiem że mam od groma latarek, ale może ktoś mnie oświecić w tym temacie?
Od jakiegoś czasu sukcesywnie powiększam swój pojemnik na kable microUSB oraz USB-C, wszelkich marek, bez względu na cenę, jeżeli ta nie przekracza 10 zł 😉 Ostatnio bywa że szaleję i kupuję kabelki za więcej monet (doceńcie to!). Na start postawiłem bardziej na ilość kabli niż ich jakość jeżeli chodzi o microUSB (z małymi wyjątkami). Skania mnie do tego fakt że to standard w drodze do wymarcia i uważam że lepiej już inwestować w kabelki typu „C”. Jednak z drugiej strony, co by nie pisać, cena zawsze była solidnym motorem sprzedaży i jestem pewien że wielu z Was szybciej kupi tańsze przewody, niż rzuci się gotówką na coś z wyższej półki, stąd też w teście pojawiają się produkty z Aliexpress, sklepów pokroju KIK / Action czy hipermarketów oraz dyskontów. Chociaż jak się popatrzy tak trzeźwym okiem, to zakup przewodów w tych sklepach nie można wcale zaliczyć do najtańszych. W teście znajdą się też i model które dostałem, za co bardzo dziękuję. Wersje z magnesami bądź twory gdzie są 2, 3 czy 4 wtyczki, z jednym wtykiem USB, zakupiłem ze zwykłej ciekawości. Nigdy nie używałem takich kabelków wychodząc z założenia że co jest do wszystkiego… Zobaczymy czy mijam się z prawdą. W niedalekiej przyszłości wybiorę się też na allegro z grubszymi zakupami. Temat tych testów będzie ciągle żywy i wpis będzie uzupełniany w miarę możliwości. Pojawią się też odcinki na YT, więc będzie się działo. Im dłużej robię te testy, tym więcej pokrewnych tematów znajduję które planuję wcielić w życie na nowej tematyce bloga.
może jakieś alternatywne wersje przewodów do produktów dedykowanych dla jabłek KIEDYŚ zagoszczą u mnie
Na chwilę obecną w zestawieniu ogólnym przewodów pomijam standard miniUSB oraz Lightning. Mała popularność tych pierwszych i braku sprzętu do obsługi tych drugich to w zasadzie najważniejsze punkty przemawiające „na nie”. Na upartego z Apple można uciec w adaptery, ale to bez sensu. Nie o to tutaj chodzi. Zresztą fani jabłka mają kasę na takie wypasione telefony, to nie będą przecież kupować tandetnych kabelków z Chin, nie? 😉
O ile z MINI naprawdę nie ma sensu robić jakichkolwiek testów, w ofercie sklepów mało który producent pcha się nawet w ten standard, tak może jakieś alternatywne wersje przewodów do produktów dedykowanych dla jabłek KIEDYŚ zagoszczą u mnie. Aby nie było, wiem że można kupić urządzenia typu powerbank z tym złączem, ale to właśnie testy na telefonach czy tabletach tej marki pokażą ile faktycznie są warte te przewody.
Pewnie dla wielu z Was niektóre marki mogą być kompletnie obce, ale nie martwicie się tym. Osobiście z połowę tych firm pierwszy raz na oczy widzę. Gdyby nie promocje i chęć szukania nowych produktów po sklepach, to pewnie nawet bym nie wiedział o ich istnieniu. W teście pojawią się też przewody które były dołączone do różnych produktów („przydasie”) – tak dla ogólnego porównania i będę je dodawać w międzyczasie.
Wstęp i omówienie procedury testowej
Zapewne tak jak ja teraz, tak i Wy z czasem uzbieracie / uzbieraliście już multum przewodów, różnych wtyczek, końcówek i sami nie wiecie po co. Tzn. wiadomo po co, szkoda wyrzucić, ale po kiego nam aż tyle tego? Tego nie wie nikt. Temat „przydasie” jest wiecznie żywy u majsterkowiczów. No więc uzupełniamy szufladę kabelkami które może się kiedyś przydadzą, a gdy przyjdzie chwila prawdy okazuje się że wiele z nich jest nic nie warte. Czemu? Bo urządzenia które dziś zasilamy są łase na energię i wymagają dobrej jakości przewodu.
Spadek
Tak więc mamy pełno kabli i de facto nic sensownego. Pojedyncze sztuki z zestawów są w wielu przypadkach słabej jakości i to właśnie ich użytkowanie może Wam przysporzyć niezłych nerwów gdy ładowanie będzie ciągnąć się w nieskończoność. Jednak nie zawsze możemy mieć pretensje do kabelka.
Gdy kupujemy lampkę rowerową, z wbudowanym akumulatorem, gdzie standardowe natężenie ładowania to 0.1-0.2A, a my po podłączeniu tego kabelka do telefonu wyciągamy max. 0.5A (z ładowarki 5V/2A), to nie świadczy bezpośrednio o słabej jakości kabla i nie możemy go bezpośrednio obwiniać o wolne ładowanie telefonu. W końcu zadanie do którego go stworzono spełnia. Ładuje prądem maksymalnym urządzenie, w naszym wypadku lampkę, do której go dodano. Dawanie wysokiej jakości przewodów do lampek by pewnie tak podniosło cenę urządzenia że jej zakup byłby nie opłacalny. Mimo iż w hurcie producenci dostali by lepszą cenę niż jako gotowy produkt dla klienta końcowego.
No więc wkurzeni wymieniamy kabelek na jakiś inny z szuflady (nie wywalając tamtego) i tak to się mniej więcej to kończy. Widząc ten obrazek, w pierwszym momencie lekko się zaśmiałem. Jednak później przypomniałem sobie jeden detal. Coś z moich „przydasi” – multum zasilaczy w pudełkach. Po laptopach, modemach, routerach i Bóg jeden wie jaki sprzęt je osierocił. Czekają sobie na lepsze jutro, ale czy nadejdzie? Od kiedy zbudowałem sobie, z gotowych części, zasilacz laboratoryjny, (za)wartość tych pudeł mocno upadła. Nie licząc sentymentu(?) trzymanie tych rzeczy jest już w zasadzie mocno dyskusyjne. Chyba że Wy macie jakieś pomysł co z tym zrobić?
Ten uśmiech to chichot z naiwniaka który kupił ten wynalazek (brawo Ja!)
Wróćmy jednak do głównego tematu. Na oko ciężko dokładnie poznać jaki kabelek jest dobry a jaki nadaje się tylko do utylizacji. Nasi skośnoocy bracia potrafią ładnie opakować nawet największe g*wno, brzydko mówiąc.
Kiedyś felerne przewody miały kilka cech wspólnych jak np. bajerancki wygląd – kolorowe diody po całej długości przewodu czy jakieś podświetlane uśmieszki na wtyczkach co widzicie na obrazku obok. Aktualnie jest to mocne uogólnienie i wrzucanie wszystkich „kolorowych” do jednego worka jest bardzo dużym błędem. Są na rynku dobre kabelki z podświetleniem czy innymi bajerami, co zresztą sami zobaczycie w testach. W związku z tym nasuwa mi się teraz tylko jedno pytanie – dla kogo oni tworzą te cud przewody z uśmieszkami? Chyba dla dzieci – bo świeci, jest kolorowo i ogólnie fajnie. To że jest w nich więcej bajeru niż użyteczności to drugorzędna sprawa.
No dobra, smartfon Wam się rozładował, bierzecie przewód, ładujecie. Pół biedy jak możecie być jakoś poinformowani przez urządzenie / ładowarkę że szybkie ładowanie nie działa bądź natężenie jest podejrzanie niskie (i umiecie to odczytać, bo 5V czy 0,5A za dużo laikowi nie powie). Niestety w większości przypadków sprawa wyjdzie na jaw dopiero gdy podłączycie sprzęt i naładowanie do pełna Waszego sprzętu będzie ciągnąć się w nieskończoność. Niby nie tyczy się to po części osób które zostawiają telefon na noc, ale bywają i kwiaty (w sensie przewody) które ładują chyba od niechcenia i noc jest dla nich za krótka by naładować przeciętny smartfon. Przykład z życia wzięty – telefon XIAOMI RedMi 3 i zasilacz 2A, bodaj od telefonu Huawei. Podłączenie telefonu przed północą do ładowania, stan baterii 15%, a rano bateria naładowana niewiele ponad 80%. Przewód poleciał do kosza, szkoda nerwów i czasu na niego. Nie mam pojęcia skąd był ten „produkt przewodopodobny”, ale z tego co pamiętam to był strasznie długi, i być może tutaj jest pies pogrzebany. Niska jakość w długich kabelkach to zmora. Niestety o testach w tamtym czasie nie pomyślałem a teraz pozostało mi już tylko gdybanie. Długość jednak ma znaczenie! Im krótszym, tym lepszy 😛
Ja mam akurat tą swobodę że dzięki miernikowi USB widzę różnicę w szybkości ładowania i mogę zareagować odpowiednio wcześniej, ale jeżeli Wy nie dysponujecie takim urządzeniem, to różnicę w ładowaniu odczujecie dopiero po dłuższym czasie gdy będziecie nerwowo spoglądali na ładujący się telefon i zastanawiali się czemu jeszcze nie mamy 100%. Jestem pewien że znaczna większość z Was kiedyś się denerwowała czemu jego smartfon, czy inne urządzenie, tak wolno się ładuje mimo podłączenia go do wydajnej ładowarki. Niestety przewód mało kiedy jest obwiniany, a na pierwszy rzut obrywa się głównie ładowarce. Coś w tym też jest, ale to nie jest miejsce na takie porównania. Może kiedyś by się zrobiło o tym wpis, idąc za ciosem z kompendium przewodów które aktualnie czytacie (mówiłem że temat kabelków będzie tylko wierzchołkiem góry lodowej). Na chwilę obecną jednak nie mam tyle ładowarek, odbiorników energii (tablet, telefon)), by zrobić coś sensowniejszego, ale może znajdę jakiś patent na pozyskanie sprzętów. A może ktoś z Was ma jakiś patent na pozyskanie takich urządzeń? Komentarze są Wasze.
Z oczywistych powodów w przyszłości nie planuję testować ładowarek sieciowych które nie wspierają standardów ładowania typu QC czy PD. Trzeba iść do przodu a nie się cofać czy stać w miejscu. Nawet stojąc, będę się cofać, stąd taka decyzja.
Podejrzewam że z czasem pojawią się pytania o to jakie urządzenie polecam, co wybrać by sprawdzać napięcie / natężenie itd. Wychodząc na przeciw temu dodam za jakiś czas konkretną Listę zakupów, czyli linki gdzie znajdziecie polecane mierniki aby sprawdzić podstawowe parametry przewodów w domowym zaciszu. Z czasem dojdą tam pewnie i ładowarki, sztuczne obciążenia czyli tematyka blisko powiązana z tym wpisem.
Kilka słów o zawodnikach i teście
Pamiętajcie że opisy nie są do końca idealne techniczne, ale docelowo chcę aby jak największa grupa odbiorców zrozumiała moje testy i pomiary. Po przejrzeniu tej lektury mają zrozumieć czym kabelki się konkretnie różnią i wybrać świadomie coś dla siebie.
Pokazane tutaj przewody są opisane w całkowicie przypadkowej kolejności. Pierwszy nie jest najlepszy, a ostatni nie jest najgorszy.
Niektóre przewody, głównie z Chin, mają długości 107cm, 113cm, dla ułatwienia uogólniam je i klasyfikuje do przewodów o długości 1m.
W razie niejasności, maksymalne natężenie przyjmuję te z dolnej granicy. Czemu? Bo to przewody z chin, i ich opisy, niejednokrotnie same sobie zaprzeczają.
Niby 0.1A to nie dużo, ale rozstrzał w informacji jest. I to nie jedyny przykład. Patrząc ogółem na cuda tworzone przez naszych braci z Chin, wolę zaokrąglić w dół, lekko wybieli to ich wyniki w testach 😉
WAŻNE! Miejcie na uwadze że wynik pomiarów jest przybliżony! Tak, tutaj przewód nie zawsze gra pierwsze skrzypce gdyż dużo też zależy od ładowarki i poniekąd urządzenia do niej podpiętego. Do tych testów używam ładowarki SONY od telefonu Xperia XZ2 bo dała w małych testach najlepsze wyniki. Serio. Dla porównania, jeden z przewodów na GC PowerSource 75W „wyciągał” 1,6A a po przełożeniu kabelka do SONY mamy wynik 1,8A. Jaki z tego morał? Mam już kolejny temat na wpis.
Niestety nie ma róży bez kolców. PB Xiaomi ewidentnie nie lubi się z ładowarką SONY i gdy tylko przejdzie do ładowania napięciem 12V to po kilku chwilach ładowarka odcina zasilanie. Na starcie myślałem że to wina przewodu UNITEKA który miał jako pierwszy taki problem, jednak później powtórka z rozrywki przy Ugreen-ie i innych przewodach utwierdziła mnie w przekonaniu że to nie wina przewodu.
Cen celowo nie podaję. Dolar szaleje, na Aliexpress, Banggood itd. co chwila jakaś promocja, kody itp. a i na naszym rynku też są możliwe skoki cenowe. Idąc dalej, kwoty podane przeze mnie były by, w wielu przypadkach, nieaktualne już w dniu publikacji tego wpisu. Domyślam się że był by to dla Was jakiś punkt odniesienia, ale duży rozstrzał cenowy który obowiązuje, całkowicie podważa sens takiego przedsięwzięcia. Przykład? Kupiłem jakiś lepszy kabelek microUSB w stacjonarnym sklepie Rtv Euro Agd za ~30zł. Z tydzień później widziałem go na nocnej promocji, czy jakoś tak to się nazywało, i kosztował „aż” 10 zł. I jak tu się nie zdenerwować? 1/3 ceny którą ja zapłaciłem. I jaki jest sens podawania cennika?
Opisy i testy będą rozbudowywane w czasie, więc danych będzie przybywać. Każda aktualizacja będzie oznaczona we wpisie oraz puszczę informację na FB. Za jakiś czas będzie też tabelka by łatwiej było się połapać w tym wszystkim. Dodatkowo w tabeli będą dane nie zamieszczone tutaj. Nie widzę takiego sensu gdyż dane by się dublowały, wpis rozrósł niemiłosiernie a przy tym jego czytelność by mocno ucierpiała (ukłon w stronę osób nietechnicznych).
Pomiary jakie tutaj znajdziecie, ich procedura testowa oraz legenda do tabeli:
W opisie na blogu umieszczam podstawowe parametry przewodów:
Galeria zdjęć do każdego przewodu
Waga
Długość
Maksymalne deklarowane obciążenie
Rezystancja (sprawdzana po przyłożeniu natężenia = 1A)
Opis organoleptyczny przewodu oraz opakowania
Link gdzie możecie zakupić konkretny przewód bądź przestroga aby nie kupować przewodów Esperanzy 😉
Zdjęcie z kamery termowizyjnej po dwugodzinnym obciążeniu przewodu maksymalną deklarowaną mocą. Temperatura w miejscu testów oscyluje w granicy 20 do 23 stopni Celsjusza
W tabeli znajdziecie:
Część z powyższych informacji
Testy na sztucznym obciążeniu (czerwony kolor w tabeli u góry):
Maksymalna moc którą jest w stanie uciągnąć przewód (P-In (W)) oraz moc która jest pobierana z zasilacza sieciowego (P-out (W))
Napięcie na wyjściu z ładowarki sieciowej (V-out) i napięcie na sztucznym obciążeniu (V-in)
Podłączenie przewodów do urządzeń (niebieski kolor w tabeli u góry):
Podłączenie i odczekanie kilku sekund na ustatkowanie napięcia oraz natężenia i zanotowanie:
Napięcia na wyjściu z ładowarki bez obciążenia (V-idle) i pod obciążeniem (V-act)
Pomiar natężenia prądu jakim jest ładowane urządzenie (A)
Wykrytego standardu ładowania
DCP1.5 (Dedicated Charging Port) – najprościej mówiąc, jest to standardowe ładowanie z USB o maksymalnej mocy 1.5A
QC2.0 / QC3.0 (QuickCharge) – metoda szybkiego ładowania urządzeń. Aby była w pełni obsługiwana ładowarka i urządzenie muszą obsługiwać tą technologię
APPLE2.4 – Ładowanie standardowe o natężeniu nie większym niż 2.4A
Samsung – Samsung Adaptive Fast Charging. Co ciekawe, nawet producent miernika nie jest chyba na 100% pewny dokładnego wykrywania tego standardu ładowania 🙂
Będą 2 urządzenia testowe na każdy standard przewodu. Z reguły PowerBank oraz smartfon. Staram się aby każde z nich nie było za bardzo naładowane. Dla PB przyjąłem 1 kropkę na 4 (PB Xiaomi) a dla telefonu pojemność akumulatora wynoszącą między 10% a 15%. Finalnie do testu trafiły urządzenia:
Telefon XIAOMI RedMi Note 3 (microUSB)
Nie obsługuje on standardu QC!
Powerbank XIAOMI 20000mAh YDDP01 (microUSB)
Testy przewodów microUSB
Marka: POFAN
Model: P11
Opakowanie: OEM*
Długość: 1m
Waga: 19,17g
Deklarowana moc: 2A/5V**
Rezystancja: 0,376Ω
Podsumowanie: Przewód wydaje się być względnej jakości. Oplot z którego jest zrobiony wydaje się sensowny i nie widać po nim jakiś braków jakościowych. Wtyczka jest na 10 małych magnesów i gwarantuje mocne przytrzymanie ładowanego urządzenia. Bez problemu dało się za podnieść za kabel smartfona i wytrzymał on bardzo lekkie wstrząsy. Ładowanie jest możliwe bez względu na to jak obrócimy wtyczkę. Niestety mimo iż magnes wydaje się być sensowny, po wyjęciu wtyczki z gniazda, końcówka zostaje w urządzeniu. Na plus że jest złocona, a przynajmniej takie ma sprawiać wrażenie 😉
Ładowanie telefonu odbyło się z względną mocą – prawie 1.4A. Z powerbankiem takiego szczęścia nie miałem. Wręcz przeciwnie. Mimo że miernik wskazywał na tryb QC2.0 ładowanie wcale się nie rozpoczynało. Trzeba było zmienić ładowarkę. I dalej nic. Podłączyłem pod trzecią i dalej nic. Test oblany pod względem ładowania PB.
Miłym dodatkiem jest dyskretna dioda w kolorze zielonym, która informuje nas o tym że przewód jest podłączony do ładowarki. Wtyczki są metalowe, przekłada się to bezpośrednio na ich nagrzewanie.
Zakup: Produkt wycofany ze sprzedaży.
Marka: UNITEK
Model: Y-C451GBK
Opakowanie: Foliowe z zamknięciem strunowym
Długość: 1m
Waga: 33,58g
Deklarowana moc: 2,4A/5V (brak danych dotyczących napięcia maksymalnego, ale jest informacja w sieci że wspiera QC)
Rezystancja: 0,226Ω
Podsumowanie: Klasyczny kabelek o dobrych parametrach i nienagannej jakości wykonania. Tworzywo sztuczne przewodu jest lekko ślizgie, ale nie na tyle że wypada z rąk. Na przewodzie jest opis parametrów kabla, które mówią nam o tym że przewód jest ekranowany oraz jest informacja o tym że w środku znajdują się przewody 28AWG/1P+24AWG/2C. Aktualnie UNITEK jest jedynym producentem który umieścił takie dane.
Ładowania bardzo ładne. Telefon ładował się niemal pełną mocą a PB uzyskał praktycznie maksymalną wartością z tego portu USB (12V/1,5A).
Opakowanie, jeżeli chodzi o wzór jest klasyczne dla tej marki. Biało czerwone barwy z podstawowymi informacjami takimi jak: model, długość, standard USB czy typ przewodu. Szkoda że nie ma na nim informacji o zastosowanych żyłach oraz maksymalnej wydajności przewodu. Pierwsze z nich na szczęście jest na przewodzie, ale informacja na opakowaniu że kabelek wspiera „szybkie ładowanie” może nie być do końca jasna. Prywatnie uważam że dodatkowa informacja (nawet w nawiasie) w postaci wspierania Quick Charge, by o wiele więcej powiedziała kupującemu.
Zakup: Allegro
Marka: USAMS
Model: US-SJ098
Opakowanie: Foliowe z zamknięciem strunowym (sądzę po zdjęciach kupujących)
Długość: 1m
Waga: 17,69g
Deklarowana moc: 1A/5V
Rezystancja: 0,454Ω
Podsumowanie: Ładny biały przewód. Duże i charakterystyczne „U” na większej wtyczce oraz drobny napis USAMS na mniejszej powoduje że widać tutaj jakąś jakość, a w zasadzie próbę dbałości o markę. Niestety organoleptycznie przewód wydaje się dość cienki.
Pomiary wskazują że nie jest tak najgorzej, ale do dobrego wyniku trochę brakuje. Testy na sztucznym obciążeniu, patrząc na rezystancję, nie są najgorsze. W praktyce też nie wyszło tak tragicznie.
Opakowania niestety nie mam, a na Aliexpress gdzie znalazłem opis, jest rozbieżność informacji co do maksymalnej wydajności. Jakie w środku siedzą przewody to już tylko producent wie. Taki więc kupujemy małego kota w worku. Dobrze że nagrzewanie się jest „w normie”.
Zakup: Allegro
Marka: UGREEN
Model: US125
Opakowanie: OEM*
Długość: 1,5m
Waga: 41,89g
Deklarowana moc: 2A
Rezystancja: 0,190Ω
Podsumowanie: Dość solidny przewód o dobrych parametrach. Cechuje się solidną jakością wykonania. Tworzywo z którego jest wykonany jest minimalnie ślizgie. Na obu końcówka jest nazwa producenta i to w zasadzie jedyna informacja jaką znajdziemy na przewodzie. Rzeczą która rzuca się w oczy są pozłacane (?) końcówki, a przynajmniej ma to tak wyglądać.
Ładowanie pod sztucznym obciążeniem i w praktycznym użyciu bez zarzutu. Niska rezystancja jest dodatkowym atutem.
Zakup: Produkt prawdopodobnie nie produkowany. To co jest w sklepach to ostatnie sztuki.
Marka: Old Shark
Model: –
Opakowanie: Foliowe z zamknięciem strunowym (sądzę po zdjęciach kupujących)
Długość: 1,8m
Waga: 32,17g
Deklarowana moc: 1A**
Rezystancja: 0,351Ω
Podsumowanie: Kolejny kabelek gdzie mamy ładne logo z napisem na większej wtyczce i nazwę marki na mniejszej wtyczce. Jakość jak u USAMS-a, przewód wydaje się dość cienki, ale wtyczki usiłują nadgonić wizualnie średnią jakość całości. Niestety test sztucznego obciążenia pokazuje że dalej mamy do czynienia z produktem średniej jakości. Pomiary praktyczne tylko w tym utwierdzają.
Jeżeli wierzyć fotkom opakowania z sieci, to informacji na temat tego kabla za dużo się nie uświadczy. W zasadzie nie ma tam nic. Opakowanie ma tylko ogólne informacje i tak na dobrą sprawę można w nie wrzucić niemal każdy kabel i będzie ok. Porażka i w tym przypadku.
Ładowanie telefonu natężeniem 1A nie powala. Rzekłbym wręcz że to minimum przy dzisiejszych standardach. Podłączenie pod PB pokazało że jest źle. Ładowanie natężeniem 0,7A banku energii o pojemności 20000mAh to naprawdę odwaga. Tylko dla tych co mają bardzo dużo wolnego czasu.
Zakup: Allegro
Marka: Baseus
Model: CAMSW-02
Opakowanie: Kartonik
Długość: 1m
Waga: 24,84g
Deklarowana moc: 2,4A
Rezystancja: 0,184Ω
Podsumowanie: Kabelek na tle poprzedników wydaje się bardziej ślizgi, lecz tragedii nie ma. Końcówki wtyczek są dłuższe niż spotykane w większości przypadków, co pewnie skutkuje lepszą odpornością na wygięcia w tych newralgicznych miejscach. Na przewodzie, jak w przypadku Blitzwolfa, mamy logo producenta (na wtyku micro) i oznaczenie standardu USB na wtyku USB-A.
Do ładowania nie ma co się doczepić, bardzo ładnie ładuje się telefon i powerbank.
Opakowanie to biały i ładny kartonik z podstawowymi informacjami na temat modelu, standardu przewodu, długości oraz maksymalnego natężenia. Dodatkowo są informacje na temat tego z czego jest przewód zrobiony z zewnątrz (TPE), ale jakie przekroje żył siedzą w środku to tylko producent wie.
Zakup: Internet
Marka: Esperanza
Model: EB145
Opakowanie: Foliowe z zamknięciem strunowym
Długość: 2m
Waga: 39,07g
Deklarowana moc: 1A/5V**
Rezystancja: 1,141Ω
Podsumowanie: Długo i tanio, to dewiza tego przewodu. Pomiar sztucznego obciążenia zamiast 5W wyniósł jedynie 3.5W, a obciążenie do rezystancji tez musiałem zmniejszyć z 1A na 0,5A by przewód zechciał współpracować. Jednak sytuacje poniekąd ratuje powerbank, napięcie wskoczyło na 12V, ale przy żenująco niskim natężeniu wynoszącym 0,44A.
Opakowanie to klasyczna torebka strunowa z logo producenta. Znajdziecie na niej informację o standardzie, długości oraz modelu przewodu i tyle. Przekrój żył czy maksymalne obciążenie to za dużo. Każdy z przewodów tej firmy ma taśmę na której są informacje co to za model.
Jak chcecie się pośmiać to zerknijcie na opinie o tym przewodzie gdziekolwiek w google. I jak tutaj wierzyć w komentarze?
Zakup: Odradzam
Marka: Lujie
Model: –
Opakowanie: OEM*
Długość: 1m
Waga: 21,81g
Deklarowana moc: 2A
Rezystancja: 0,252Ω
Podsumowanie: Przewód bardzo dobrze wykonany. Czuć że kabelek jest gruby a o oplocie złego słowa powiedzieć nie mogę. Na małej i dużej wtyczce znajdziemy nazwę producenta. Na dużej w dodatku jest ona po chińsku, przy czym strzelam że to nazwa producenta 🙂 Czerwona część wtyku jest metalowa, ale czarna, znajdująca się dalej, to już jakieś tworzywo sztuczne.
Ładowanie bardzo fajne, telefon i powerbank ładował się prawie pełną parą.
Zakup: Chyba ten produkt też już jest wycofany
Marka: Blitzwolf
Model: BW-CB7
Opakowanie: Kartonik
Długość: 1m
Waga: 30,94g
Deklarowana moc: 12V/2,4A
Rezystancja: 0,100Ω
Podsumowanie: Jeżeli chodzi o jakość wykonania to marce nie można nic zarzucić. Tworzywo sztuczne jest lekko ślizgie, ale bez przesady. Na wtyczkach są oznaczenia – na małej napis i logo producenta, na dużej znak standardu USB.
Bardzo ładne wyniki ładowania i niska rezystancja.
Opakowanie to pewnie klasyczny kartonik z podstawowymi danymi. Niestety moja wersja jest „OEM” i więcej w tym temacie się nie wypowiem, chociaż podejrzewam że ilość informacji będzie taka jak w innym modelu tego producenta czyli bardzo skąpo.
Na przewodzie jest zamontowana opaska na rzep z logo BLITZWOLF-a dzięki której możemy łatwo zwinąć przewód.
Zakup:
Marka: Esperanza
Model: EB173W
Opakowanie: Foliowe z zamknięciem strunowym
Długość: 1,8m
Waga: 33,63g
Deklarowana moc: 5V/1A**
Rezystancja: 5,895Ω
Podsumowanie: Zobaczcie rezystancje. Niemiec by to skwitował krótko – „szajse”.
Opakowanie to folia z widocznym standardem przewodu, logo producenta, modelem oraz długością.
Aby nie było że tylko wieszam na nim psy, udało się na nim podbić napięcie i ładować PB 12V i… osiągnąć natężenie 0,33A. Dobre i tyle ¯\_(ツ)_/¯
Każdy z przewodów tej firmy ma taśmę na której są informacje co to za model.
Zakup: Serio ktoś ma zamiar to kupić?
Marka: Blitzwolf
Model: BW-MC7
Opakowanie: Kartonik
Długość: 1m
Waga: 31,48
Deklarowana moc: 12V/2,4A
Rezystancja: 0,118Ω
Podsumowanie: Widać że jest tutaj jakość jeżeli chodzi o wykonanie i oplot. Kabelek jest odczuwalnie gruby. Czarne wtyki są metalowe i klasycznie mają wzór standardu USB oraz logo producenta. Końcówka wtyku (od strony przewodu) jest już z tworzywa sztucznego, ale nie ma do czego się doczepić jeżeli chodzi o jakość. Końcówki wtyku wyglądają (i są?) jak pozłacane.
Ładowanie bardzo wysokimi wartościami. Widać że niska rezystancja nie bierze się z nikąd.
Opakowanie to mały kartonik z mocno podstawowymi informacjami – mamy model, długość, kolor, standard i informację że można przewodem ładować oraz przesyłać dane. A jakie przekroje przewodów są w środku?
Na przewodzie jest mały rzep dzięki któremu bez problemu zwiniecie kabelek do przechowania.
Deklarowana moc: 5V/1A (wiem że wg. ustaleń 1m miał być testowany 5V/2A, ale nie wyszło. Domyślcie się czemu :))
Rezystancja: 0,982Ω
Podsumowanie: Ogólnie fajny gumowy kabelek. Jest płaski co wygląda nieco niestandardowo, jednak nie ma to odwzorowania w jakości przewodów które są w środku. Na wtyczkach są oznaczenia standardu USB. Widać też na przewodzie pewnie niedociągnięcia, ale przy tej cenie specjalnie mnie to nie dziwi. Oczywiście nie są to wady które by przesądzały jego zakup, czego nie można powiedzieć o jego „wydajności”.
Esperanza trzyma (się) jakoś (błąd celowy). Niska cena idzie w parze z tym co otrzymujecie. Wysoka rezystancja nie jest tutaj przypadkiem, wyniki z tabeli mówią same za siebie. Co by nie pisać, 12V i 0,66A przy PB uzyskałem. Czy to powód do dumy? Nie sądzę.
Opakowanie to woreczek z podstawowymi danymi : marka, standard, długość i model. Ważniejsze dane jak np. wydajność czy zastosowane przewody są pominięte. Przypadek?
Każdy z przewodów tej firmy ma taśmę na której są informacje co to za model.
Zakup: Jak będzie to jedyny kabelek w sklepie, a my będziemy coś potrzebować „na już”, można się pokusić o jego zakup.
Marka: Esperanza
Model: EB143
Opakowanie: OEM*
Długość: 1m
Waga: 33,29g
Deklarowana moc: 5V/2A**
Rezystancja: 0,660Ω
Podsumowanie: Ze wszystkich opisanych tutaj model tej marki, ten wypada najlepiej pod względem wykonania i wyników. Na wtyku jest oznaczenie standardu USB a na przewodzie mamy dużo informacji, szkoda tylko że średnio przydatnych dla większości – mamy napięcie maksymalne 30V, temperaturę 80 stopni i inne, aktualnie mi nic nie mówiące, oznaczenia.
Gruby przewód niestety nie idzie w parze z grubością pojedynczych żył patrząc na tabelkę. Wyniki nie zachwycają, chociaż, od biedy, nie jest tak tragicznie.
Opakowania nie ma ogólnie, jak widziałem po grafikach to jest on zwinięty i wokół niego jest owinięta „taśma” z podstawowymi parametrami, jak to u tej marki bywa. Tyle samo pewnie dowiemy się po naklejce która jest na przewodzie.
Jeżeli dobrze informacje są umieszczone w sieci, to ja mam stary model. Nowsze wersje są płaskie bądź gładkie okrągłe i/lub owinięte nylonem (są z oplotem). Pytanie czy sprzedający tak oznaczają kabelki czy mamy wolną amerykankę i jeden i ten samo model model jest w kilku wariantach.
Każdy z przewodów tej firmy ma taśmę na której są informacje co to za model.
Zakup: Tylko i wyłącznie w ostateczności
Marka: Baseus
Model: CAMMVP-B01
Opakowanie: OEM*
Długość: 2m
Waga: 39,94g
Deklarowana moc: 5V/1,5A
Rezystancja: 0,304Ω
Podsumowanie:
Fajny nylonowy oplot i metalowe końcówki sprawiają wrażenie dobrego produktu. Przewód microUSB jest dwustronny, a co za tym idzie, możemy wkładać go do urządzenia bez sprawdzania, chociaż to rozwiązanie nie jest idealne, o czym można poczytać w sieci. Metalowe końcówki i fajne wzory na nich namalowane dopełniają świetny wygląd przewodu.
Jest on dość długi i finalnie prowadzi to do niezbyt wysokich mocy ładowania, ale nie można mówić że jest źle.
* Pomysł na test zrodził się gdy już miałem trochę przewodów w swoich zasobach. Część z nich opisuję jako OEM z racji faktu że w takim stanie je mam. Nie wykluczam jednak że oryginalnie były w czymś innym, ale patrząc z perspektywy czasu nie jestem w stanie potwierdzić jak to jest z nimi naprawdę. Jeżeli jesteś właścicielem jakiegoś przewodu, bądź masz niezbity dowód że któryś z OEM-ów miał opakowanie, i posiadasz dokładne zdjęcie, proszę podeślij mi je i pomóż budować bazę informacji dla innych.
** W wielu przypadkach nie znalazłem w sieci wiarygodnych informacji na temat maksymalnego obciążenia jakie potrafi „pociągnąć” przewód. W przypadku microUSB, do 1m, przyjmuję że te 2A natężenia nie będą dla niego wyczynem. Dla przewodów powyżej tej długości, ustalam limit 1A. Oczywiście dotyczy to napięcia 5V.
*** Z racji braku współpracy niektórych przewodów z powerbankiem Xiaomi, to testu przewodu ładowanie odbywa się z pomocą ładowarki GC PowerSource 75W.
Pojawiła się okazja do recenzji kamery samochodowej VIOFO 129-G DUO, czyli oczka w głowie na przód i tył naszych 4 kółek, więc czemu by nie skorzystać? Po bliższym przyjrzeniu się jej i sprawdzeniu w praktyce, można wywnioskować jedno – kamera naprawdę jest warta Waszej wagi.
Kamera samochodowa to ogólnie świetna sprawa dla kierowców. Może nam niejednokrotnie pomóc przy dochodzeniu naszych racji w sytuacjach gdy wersja sprawcy „lekko” mija się z naszą bądź ktoś w nas „puknie” i zaraz ucieknie. Patrząc nawet niedaleko w przyszłość, ma wejść przepis o pierwszeństwu pieszych na pasach i, znając życie, znajdzie się duża garść osób która będzie chciała wymuszać z tego tytułu odszkodowania. To co się dzieje na drogach przechodzi niejednokrotnie ludzkie pojęcie, a filmy znajdujące się na platformie YouTube są tego doskonałym przykładem.
Zawartość opakowania VIOFO A129-G DUO
Opisując jednak naszego dzisiejszego bohatera, VIOFO 129 DUO to kamera typu DUAL. Oznacza to że mamy jednoczesne nagrywanie tego co się dzieje przed autem oraz tego co się dzieje za nami (opcjonalnie w aucie, jak macie inną wizję jej instalacji). W skład zestawu wchodzi:
Kamera przednia z wyświetlaczem
Wyświetlacz o przekątnej 2 cali
Przetwornik obrazu SONY STARVIS IMX291, jasność F1.6
Kąt widzenia wynoszący 140 stopni
Moduł GPS
Wbudowany moduł WI-FI (2.4GHz oraz 5 GHz)
Wbudowany moduł Bluetooth
Kamera tylna
Przetwornik obrazu SONY STARVIS IMX291, jasność F1.6
Kąt widzenia wynoszący 140 stopni
Zapasowe taśmy dwustronne do przyklejania kamery
Zaczepy do poprowadzenia przewodu od kamery (również na taśmę dwustronną)
Łopatkę do łatwiejszego schowania przewodu w podsufitce auta
Ładowarkę do zapalniczki samochodowej z dwoma portami USB
Napięcie wejściowe 12V-24V (auta osobowe i ciężarowe)
Napięcie wyjściowe 5V/3,1A
Krótki przewód USB-miniUSB do kamerki -za jego pomocą można podłączyć urządzenie pod komputer i zgrać filmy bądź zdjęcia
Dłuższy, lecz nie za gruby, przewód USB-miniUSB – służy on do podłączenia kamery pod ładowarkę USB którą umieszczamy w gniazdku zapalniki samochodowej
6-cio metrowy przewód USB-miniUSB – gruby, z solidnym ekranem, by podłączyć kamerę przednią i tylną
Instrukcję obsługi
Kilka słów na temat kamery VIOFO A129-G DUO i jej możliwości
Kamera frontowa oraz tylna jest mocowana do szyby auta za pomocą taśmy dwustronnej i zalecam zwrócić uwagę podczas montażu. W przeciwieństwie do przyssawek przyklejenie jest poniekąd permanentne więc późniejsze manipulacje są utrudnione. W najgorszym wypadku, gdyby nie dało się jej odlepić, bądź taśma ucierpiała, mamy dwie zapasowe taśmy w komplecie. Jak to się mówi – do 3 razy sztuka 🙂 Po ich zamontowaniu możemy manewrować „oczkiem” w polu 90 stopni aby dostosować widok z kamery do naszych potrzeb.
Urządzenie nie ma wbudowanego akumulatora, zasilanie dostarczają kondensatory, co przekłada się bezpośrednio na nasze bezpieczeństwo. Podczas uruchamiania auta dodatkowo trzeba odczekać chwilę aby kondensatory się naładowały i kamera się uruchomiła. Ich pojemność jednak w zupełności wystarcza podczas awarii, gdy kamera nagle straci zasilanie, aby zapisać aktualne nagranie i wyłączyć urządzenie. Wadą tego rozwiązania dla niektórych może być fakt że nie da się na niej operować bez podłączonego zasilania, ale mało kiedy pewnie będzie to ktoś robić. Po wstępnym skonfigurowaniu urządzenie będzie działać niemal bezobsługowo.
Filmy i zdjęcia są zapisywane na kartę microSD. A129 DUO obsłuży pamięci o pojemności do 256GB (od siebie polecam Samsung EVO Plus). W zestawie nie ma żadnej, więc trzeba się w nią wyposażyć we własnym zakresie. Dla zobrazowania ile co zajmuje:
15-minutowy film zajmuje na WYSOKIM BITRATE 1,76GB
Film z NISKIEM BITRATE to plik o wadze 1,11GB
Jedno zdjęcie zajmuje średnio 200-400KB
Sama kamera przednia potrafi nagrywać filmy w jakości FHD i szybkości 60 klat/s. W trybie DUAL oferuje nagrywanie też w jakości FHD 1920x1080p, lecz szybkość spada do 30klat./s. To jednak w zupełności wystarcza do nagrań tego co się dzieje na drodze. Do dyspozycji mamy też mniejsze rozdzielczości.
Nasze nagrania możemy odtworzyć na kamerze, mało przyjemne patrząc na ekran o średnicy 2″, poprzez aplikację na telefonie (już lepiej), bądź podłączyć kamerę do TV i oglądać je na dużym ekranie. Podłączenie z TV jest w standardzie analogowym, ale do pokazania filmów w zupełności wystarcza.
Gdyby zaszła potrzeba przegrania filmów na komputer możemy użyć wbudowanego gniazda miniUSB i użyć przewodu znajdującego się w zestawie bądź wyjąć kartę i przekopiować zawartość za pomocą jakiegoś zewnętrznego czytnika kart pamięci bądź adaptera SD. To drugie rozwiązanie polecam dla osób które mają dużo materiału bądź bardzo zależy na czasie. Podłączenie pod PC urządzenia nie gwarantuje za szybkich transferów, mimo użycia szybkiej karty pamięci i gniazda USB 3.0 w komputerze.
Kamerą możemy sterować bezpośrednio z jej menu bądź poprzez telefon i dedykowaną aplikację. Sterowanie poprzez aplikację na telefon wyklucza jednak możliwość zmiany ustawień bezpośrednio w urządzeniu.
Menu kamerki jest bardzo rozbudowane. Do wyboru mamy m.in. wybór wyświetlania tego co ma pokazywać się na ekranie (widok z kamery z przodu, z tyłu, tryb mieszany), zwiększenie bądź zmniejszenie jasności ekranu, WDR, odbicie lustrzane tylnej kamery, ustawienie parametrów które widzimy na nagraniach tj. prędkość, współrzędne, nr. rejestracyjny, model kamery itd. Warto poświęcić trochę czas na zapoznanie się z menu i dostosowanie go do naszych potrzeb. Najważniejsze funkcje są omówione na filmie.
Dzięki modułowi GPS możemy prześledzić naszą trasę krok po kroku i obliczyć jej długość, aktualną prędkość i wiele innych rzeczy dzięki programowani dla systemu Windows Dashcam Viewer. Program jest płatny, ale podstawowa funkcjonalność dla osób chętny zobaczyć jak to wszystko wyglądała w zupełności wystarczy.
Bardzo ciekawą opcją dla tego modelu jest tryb parkingowy który może uchronić nas przed przykrymi konsekwencjami gdy ktoś w nas uderzy i zwieje. Aby jednak ta funkcja działała, wymagany jest adapter dwu lub trzyżyłowy ACC HK3. Takie urządzenie podpięte pod akumulator auta zapewnia zasilanie cały czas. Po wyłączeniu silnika kamera przejdzie w tryb parkingowy dzięki któremu nasze auto jest dodatkowo zabezpieczone. Na szczęście adapter ma zabezpieczenie przed maksymalnym rozładowaniem akumulatora, które uchroni nas przed przykrą niespodzianką i nieplanowanym unieruchomieniem auta.
Jeżeli z jakiegoś powodu nie będziecie chcieli bądź mogli zamontować adapter, możecie pod adapter z gniazda zapalniczki podpiąć powerbank, a do niego kamerkę. Dzięki temu mamy nagrywanie cały czas. Jedyne co Was ogranicza to pojemność przenośnego banku energii. Gdyby ktoś chciał sobie wyliczyć orientacyjne zużycie energii by dobrać powerbank, niżej macie pobór prądu przez kamerę po godzinie pracy z wyłączonym ekranem po 3 minutach.
Ta kamera to mały komputer. Co jakiś czas producent wydaje aktualizacje i zyskujemy nowe funkcjonalności. Instalowanie nowej wersji oprogramowania jest bajecznie proste i wykona je bez problemu nawet osoba nie techniczna. Dodatkowa funkcjonalność za darmo 🙂 Dla przykładu 4 ostatnie aktualizacje, gdzie wprowadzono dość istotne zmiany dla tego modelu.
v2.1
Poprawa zapamiętania wyboru źródła sygnału video na ekranie
Optymalizacja zapętlania w trybie parkingowym dla wolniejszych kart
v1.9
Dodano tryb pamięci masowej przy podłączeniu kamery do komputera
Dodano możliwość ustawienia czułości G-Sensora i detekcji ruchu w trybie parkingowym w aplikacji mobilnej
Naprawiono problem z czułością G-Sensora podczas nagrywania w trybie parkingowym
v1.8
Dodano buforowany tryb parkingowy
Dodano ustawienia czułości detekcji ruchu i czułości G-Sensora dla trybu parkingowego
Zaktualizowane ikony mikrofonu i GPS
v1.5
Nowe rozwiązania trybu parkingowego, wsparcie dla adapterów zasilania VIOFO (ACC 3 żyły, 2 żyły)
Dodano opcje 2FPS, 3FPS dla trybu parkingowego time lapse
Dodano obsługę ustawień w aplikacji: SSID, numer rejestracyjny, tekst na nagraniu
Dodano funkcję odbicia lustrzanego obrazu z tylnej kamery
Dodano strefę czasową -2:30
Dodano możliwość wykonywania zdjęć po zabezpieczeniu nagrania pilotem
Zaktualizowano: naciśnięcie dowolnego przycisku podczas wygaszonego ekranu wybudzi ekran bez aktywowania funkcji przycisku
Zmiana formatu daty z RR/MM/DD na RR-MM-DD
Zmieniono czasu przejścia do trybu parkingowego podczas korzystania z dwużyłowego adaptera z 90 sekund na 5 minut
Jak sami widzicie – dzieje się. Takie podejście bardzo się chwali. Niewielu producentów dba o sprzęt i wydaje nowe wersje oprogramowania co jakiś czas. Przez takie ignoranckie podejście obrywa się tylko nam, kupującym.
Dodatkowe akcesoria do Viofo A129-G DUO
Kamerę możemy rozbudować o dodatkowe akcesoria dzięki którym zyska ona na funkcjonalności. Na szczęście akcesoria nie są specjalnie obowiązkowe i kamera bez nich radzi sobie świetnie.
Filtr CPL do Viofo – nakładamy go na kamerę i ostre refleksy / odbicia są blokowane. Przydatne w ostrym słońcu.
Guzik na BT – dzięki niemu możemy szybko zabezpieczyć nagranie na naszej kamerze. Mocujemy go za pomocą taśmy dwustronnej.
Produkty powiązane
Jeżeli ta kamera Cię nie zainteresuje, zerknij proszę na inne modele rejestratorów samochodowych marki VIOFO.
VIOFO A129-G DUO to świetna kamera. Jakość filmów jest naprawdę dobra patrząc na jej półkę cenową. Mimo braku IR (w tym modelu) filmy z nagrań wieczorem są świetne. Duży wpływ ma na to wysoka jasność obiektywu i świetny sensor SONY. Wiadomo że IR nie zastąpi, ale nie każdy potrzebuje nagrywać w pełnych ciemnościach.
Dzięki modułowi GPS możemy zobaczyć gdzie poruszał się ktoś z domowników naszym autem np. nasza druga połowa która jest nie techniczna i skasowanie danych z kamery to dla niej nie lada zabawa 😉
Po rozbudowie o adapter zasilania mamy dodatkową „ochronę” auta 24/7. Opcjonalnie można użyć PB o którym pisałem wcześniej, dobierając jego pojemność odpowiednio do wymaganego czasu pracy. Ważnym też jest aby podczas jazdy autem nasz bank energii ładował się dość dużym prądem, w przeciwnym wypadku ciężko będzie na nim polegać.
Zapraszam serdecznie do zobaczenia pełnej, filmowej, recenzji która znajduje się na górze wpisu. Gdyby pojawiły się pytania, komentarze są do Waszej dyspozycji.