I mamy kolejne nowości marki Convoy. Tym razem producent wydał modele Convoy T2 oraz Convoy s10. Seria „T” to nowość w ofercie producenta. Natomiast dziesiątka jest praktycznie kompletną nowością jeżeli patrzyć na jej przeznaczenie i wygląd. Oba modele są małymi latarkami i mają teoretycznie ściśle określoną grupę odbiorców, biorąc pod uwagę do kogo skierowana jest reklama. Teoria swoje, a praktyka i tak swoje.
Chiński pakiet 18650 (2s2p ; 7.4V) w praktyce
Kupując lampki z Chin możemy sporo zaoszczędzić. Są produkty które w Chinach kosztują 1/2 czy 1/3 tego co lokalnie i są to dokładnie te same produkty które możemy nabyć w sklepie rowerowym. Oczywiście że różnice są w opakowaniu czy naniesionym logo, jednak to nieistotne detale. Pomijam tutaj też szybkość dostawy czy gwarancję (coś za coś). Często też możemy trafić na tańsze odpowiedniki popularnych lampek które już jakością nie grzeszą. Różnica na niektórych produktach bywa naprawę ogromna, mimo że są na pierwszy rzut oka identyczne. Niestety na dłuższą metę ta oszczędność może się zemścić. I nie chodzi teraz o lampkę, ale o pakiet widoczny na zdjęciu.
Trochę newsów ze świata latarki Convoy II (info)
Witajcie. Tym razem dosłownie kilka słów o latarkach o których wspominałem w I wpisie ogólnych newsów. Przypomnę nie będącym w temacie że do rodziny s2+ dołączyły kolory : Violet, Orange i Cyan i są już jakiś czas w sprzedaży. Dosłownie wczoraj pojawiły się tuby redukujące je do zasilania 18350 (mini Convoy). Możecie je kupić w oficjalnym sklepie na platformie AliExpress. Biorąc pod uwagę aktualny kurs dolara, za taką przejściówkę przyjdzie nam zapłacić ~ 15 zł.
Convoy c8+ – rewolucja, ewolucja czy krok w tył ? +🎥
Marka Convoy nie odpuszcza. Kolejna nowość – Convoy c8+ jest już przetestowana. Było dość dużo zapytań o ten model. Co Was tak do niej ciągnie ? To że jest to nowość na rynku ? Znak „+” daje 10 do mocy ? 🙂 A może liczycie że c8+ jest o wiele lepszą wersją starszego brata czyli Convoya c8 ? Jak by nie patrzeć c8, obok s2+, to najpopularniejszy model tej marki i pewnie stąd ta dociekliwość. Z testów które przeprowadziłem dowiecie się czy warto dopłacać do „plusa” w którym jest faktycznie tylko jedna zmiana nieosiągalna do tej pory przez mody c8.
Nowy kolor latarki Convoy L2 – CAMOUFLAGE GREEN już w sprzedaży (info + kod zniżkowy)
Marka Convoy szaleje. Przez długi czas nie było za dużo zmian, a teraz jedna za drugą. Tym razem mamy do czynienia z latarką Convoy L2 i nowym kolorem camouflage green. W wolnym tłumaczeniu jest to zielony kamuflaż. Czyżby jakieś nawiązanie do wojska ? Jak coś w tym jest, to ja poproszę o latarkę w kolorach moro 🙂 Patrząc na specyfikację, zmiany są praktycznie kosmetyczne.
Trochę newsów ze świata latarki Convoy I (info)
Witajcie. Wpisy te będą telegraficznym skrótem tego co się dzieje w świecie latarek Convoy. Dedykowane są głównie dla tych co interesują się marką, ale nie śledzą w sieci informacji z nią związanych. Będę wrzucać tutaj głównie zdjęcia produktów które mogą się ukazać, są w planach, jak i wersji latarek osób niezwiązanych z marką Convoy. Wszystko uzupełnione kilkoma słowami ode mnie. Na pierwszy rzut piaskowy Convoy L2, kolorowe s2+ oraz s2+ w wersji miedzianej.
Cała prawda o mega pojemnych akumulatorach 18650 – fake 18650 (update 03.2024r)
Nieodłączną częścią latarek jest ich zasilanie. W modelach opartych na diodach Cree, i nie tylko, głównym źródłem energii są ogniwa Li-Ion. Najczęściej spotykany model to 18650, ale nie brakuje też 26650 czy 16340. Skupmy się jednak na tych pierwszych. Przeciętna pojemność 18650 to 2600 – 3500mAh. Ale na rynku nie brakuje też wynalazków o pojemności 6800, 8800 czy nawet 13200mAh! Tak, istnieje ogniwo o deklarowanej pojemności ponad 13000mAh (nawet sobie takie kupiłem, co widać po obrazku :)). Jest to prawie 4x większa pojemność od najbardziej pojemnych, markowych, akumulatorów. Cena? Około 10 zł., czyli połowę mniej niż popularny Panasonic NCR18650B który ma ok. 3350mAh pojemności. Pytacie jak to możliwe? Odpowiedź jest prosta.
Jest to niemożliwe. Przynajmniej na dzień, w którym publikowany jest ten artykuł. Skoro tak się nie da, to skąd takie produkty w sprzedaży, i to w niemałej ilości? Osobiście podejrzewam, że z niewiedzy ludzkiej, chociaż słabe zasoby finansowe wielu osób też pewnie, w jakimś procencie, są temu winne. Dla jednych 20 zł za ogniwo nie jest wydatkiem, a dla innych to dość duża suma na tle hiper mocnej latarki o mocy 10000 lumenów za 50 złotych.
Drobne poprawki
To czym jest akumulator 18650/21700, jakie są najpopularniejsze i najpojemniejsze modele oraz jak się z nim obchodzić dowiecie się z wpisu kompendium o ogniwach Li-Ion 18650, 21700, 26650. Od momentu publikacji tego wpisu, po dziś dzień (03.2024r.) rozbudował się niesamowicie 🙂 Gorąco polecam jego lekturę, gdyż jest świetnym uzupełnieniem tego wpisu.
W sieci nie brakuje tekstów o fałszywych akumulatorach 18650 (fake 18650). Jest ich od groma i ciut ciut. O filmach na YouTube nie wspomnę. Multum z nich, dobitnie, pokazuje jak ogniwo o pojemności 8000 mAh ma faktyczną pojemność rzędu 10 – 15% deklarowanej wartości. Niestety, mimo nagłaśniania sprawy przez wielu internautów, handel tym wynalazkiem nadal kwitnie. Co gorsze, ma się on całkiem dobrze. Aktualnie mam 2024 rok a tutaj zmian nie widać 🙁
W Internecie nie brakuje też żartobliwych (niestety mocno prawdziwych) tekstów na temat prawdziwej pojemności tych „cudów techniki”:
- Akumulator o pojemności 9000 mAh to faktycznie 900 mAh, po prostu jedno zero się dodrukowało więcej
- 9000 mAh to nie pojemność, tylko model ogniwa
- Pojemność tej baterii była mierzona natężeniem 0.01A
Po czym poznać tandetny akumulator 18650?
Poniższe marki akumulatorów 18650 które należy unikać jak ognia:
- Ultra Fire
- TangsFire
- S.S.
- FirePeak
- Bajlong
- Boruit
- TOMO
- GTL
- TR
- EBL
- HG
- Unarm Fire
- Ultra Firc
- BestFire
- X-Balog
- Oulit Fire
I długo by tutaj jeszcze wymieniać. Najpopularniejsze słowo, nawiązujące do badziewnych baterii, to fire i ultra. Chociaż z tą częścią „fire” coś jest na rzeczy. Może to nie przypadek, że tak są nazwane? 🙂
Aby obronić honor nazwy „fire” zdradzę, że można trafić na „normalne” ogniwa z deklarowaną pojemnością, lecz ich poszukiwania to strata czasu. Podczas zakupów zwracajcie uwagę tylko na markowe produkty. Kolejną rzeczą zdradzającą tandetny akumulator jest waga. Utarło się bezsensowne powiedzenie, że 18650 nie powinno być lżejsze niż 40 g. Nie powiem, coś tam w tym jest…
… ale nie ufał bym tej tezie do końca. Zapewne to kwestia czasu, aby nasi skośnoocy przyjaciele dosypali trochę więcej piasku to środka i teza idzie w niepamięć. Już nie raz spotkałem lewe baterie z wagą ponad owe 40 g.

Wcześniej omawiane akumulatorki mimo wszystko miały wkład, który posiada jakiekolwiek zasoby energii, i tylko uzupełnione były pewnie jakimś piaskiem czy proszkiem, więc nie jest źle (jakkolwiek to brzmi). W praktyce niestety bywają i przypadki, gdzie akumulator jest kompletnie pusty w środku, w sensie, że zawiera, tylko i wyłącznie, sproszkowane coś – najczęściej mówi się o drobnym piasku, ale wsypują pewnie co tam mają pod ręką. W praktyce szansa kupna takiego paluszka „na sztuki” (u nas w kraju), wypełnionego tylko piaskiem, jest bardzo mała, bo na ogniwie jakieś napięcie musi być, prawda? A skoro mowa o zakupach w kraju. To przeglądając opisy sprzedawanych ogniw możemy podziwiać tylko fantazję i lenistwo sprzedających. Opisy typu „kopiuj – wklej”, to nie nowość tutaj. Najlepsze jest to, że kopiowane są wpisy z błędami, niejednokrotnie nawet z bykami ortograficznymi.
Jak by tego było mało, można odszukać też informacje, że maksymalne napięcie sprzedawanego ogniwa 18650 wynosi 4.1V (dokładnie to 4.2V, przy LiHV jest to 4.35V), wymiary 63×18 (powinno być 65×18). Niby detale, być może pierdołowate błędy, ale widać jak sprzedający mają pojęcie o oferowanym produkcie. Skoro powierzamy nasze PLN-y komuś, to fajnie by było, gdyby ten ktoś wiedział, chociaż z grubsza, co sprzedaje. Niestety spotkania z rzeczywistością nie są już tak różowe. A tutaj jeden ze znalezionych kwiatuszków.
Oczywiście gdy nie ma podanych parametrów ładowania / rozładowania na ogniwie, należy zobaczyć je w karcie katalogowej ogniwa. W praktyce jednak czołowi producenci nigdy nie umieszczają takich informacji na akumulatorach. Znajdziecie tam co najwyżej informację na temat struktury chemicznej, modelu ogniwa i jego pojemności. Aby dowiedzieć się więcej na temat używanej przez nas baterii, należy wklepać te dane do wyszukiwarki internetowej, bądź pogrzebać na stronie producenta. W przypadku Chińskich cudów taki dokument jak karta katalogowa nawet nie istnieje, więc nie szukajcie. Jego publikacja była by i tak wielką ściemą, bądź przysłowiowym gwoździem do trumny – uznając, że przedstawione tam testy byłyby oczywiście prawdziwe.
Powerbanki z Chin
Nie myślcie, że tylko ogniwa 18650 / 21700 / 26650 są podrabiane. W zamkniętych konstrukcjach typu PB (PowerBank) jest jeszcze większy problem ze sprawdzeniem co tam faktycznie jest w środku. Tyczy się to głównie modeli o pojemności z kosmosu np. 30000 czy 15000mAh za dosłownie kilkanaście złotych. Wielu wyrafinowanych sprzedających nie bawi się już we wrzucanie pustych ogniw do PB, bo po co? Dochodzi tylko roboty przy zgrzewaniu by jakoś to wyglądało. Teraz załatwia się to szybciej.

Pamiętam kiedyś, na jakimś portalu, było głośno o pendrivie z Chin. Niby żadne cudo z kosmosu, ale pojemność jak na tamte czasy była naprawdę imponująca – 128 czy 256 giga. Do kupna zachęcała super cena i względne parametry. Niestety w praktyce była to cwana bestia, nie pendrive. Fizycznie posiadał powiedzmy 16 giga pamięci, ale system wykrywał deklarowane 256. Niestety przy zapisaniu większego pliku i zapchaniu dostępnych 16 giga, ten nadpisywał swoją zawartość od początku. W eksploratorze wyglądało jak normalne kopiowanie… Oczywiście wszystko działo się bez pytania, w końcu on wie lepiej co robić 🙂 I tak ze skopiowanych np. 60 giga, było tam ostatnie 16, czyli de facto uszkodzony plik. Chińczyk potrafi. Przy okazji pisania tego tekstu zerknąłem na popularny portal aukcyjny i cóż mogę powiedzieć… temat z pendrivem, o mega pojemności za grosze, jest wciąż żywy. Tak samo nie spodziewam się rychłej śmieci ogniw o parametrach z czapy.
Wróćmy do PB. Może też zdarzyć się tak, że ogniwa wrzucone do naszego banku energii będą „od nowości” walnięte, lub po przejściach. Ale kto by się przejmował takimi detalami 😉

Innym sposobem jest umieszczanie materiału wielkości ogniwa obok prawdziwych akumulatorów. Robione jest to, aby zachować wagę urządzenia. W końcu powerbank z kilku ogniw 18650 musi coś ważyć.
Przyklejone metalowe części np. śruby, nakrętki itp. też można trafić. Przykłady takie można mnożyć w nieskończoność. W sieci zdjęć nie brakuje. Najpewniej na takie cuda natraficie zamawiając PB bezpośrednio z Chin za kilka groszy. Niestety mega pojemność i niska cena nigdy nie idą w parze, zapamiętajcie to. Nie ma co się tutaj oszukiwać, że „może ten PB jest coś wart”. Nie, nie jest. Gdy wasz portfel jest na diecie, a potrzebujecie PB, to poszukajcie modelu renomowanego producenta o mniejszej, ale realnej, pojemności. Pamiętajcie też, że 10000mAh na PB to nie znaczy, że on Wam tyle „odda”. Jest coś takiego jak konwersja napięcia i straty w elektronice. W zależności od ogniw, modelu itp. tracicie co najmniej 1/4 wartości podanej przez producenta. Więcej na ten temat będzie w aktualizacji wpisu kompendium o ogniwach 18650 które jest w trakcie uzupełniania oraz przy okazji testu obudów do samodzielnego budowania powerbanków – tutaj czekam na części.
Wracając do zakupów w kraju, niektórzy sprzedawcy doskonale zdają sobie sprawę z tego procederu, ale szansa, że ktoś się kapnie jest minimalna. Takie produkty kupują najczęściej osoby nieświadome jakości danej rzeczy. Nawet jeśli jakimś cudem ktoś sprawdzi tą pojemność, odda na reklamację (niezgodność towaru z umową) to dla świętego spokoju zwrócą mu kasę i po zawodach. Kilka sztuk do zwrotu pewnie jest wliczone jest w ryzyko. A reszta osób? A żyje sobie dalej w błogiej nieświadomości, kupując cuda niewarte złamanego grosza. Wielu z nich się cieszy, że kupili dużej pojemności ogniwo czy PB, nie przepłacając dwukrotnie za produkt jak inni „naiwni”.
Wiem, że nie każdego stać na PB za 100 czy 200 złotych, i w ramach oszczędności, prowizorycznej, kupują takie bajery w markecie na wyprzedaży z nadzieją, że się nie natną. No niestety, markety nasze są słynne z tandet – stąd te niskie ceny. Oczywiście nie należy tutaj wrzucać każdego marketu do jednego worka i odgórnie przykleić im etykietkę wciskania kitu w sprzedawanych PB, bo można czasami spotkać naprawdę dobre promocje na tego typu sprzęty. Od każdej reguły znajdą się wyjątki.
Innym dobrym pomysłem może być samodzielne zrobienie PB, pod warunkiem, że posiadamy jakieś ogniwa na stanie. Wystarczy dokupić obudowę i coś tam już jest. Mam zamówione kilka takich obudów. Zrobię testy i zobaczę co z tego wyjdzie. Osobiście podchodzę z dystansem do takich sprzętów, ale może nie będzie tak źle 🙂 Na pewno powstanie z tego jakiś wpis, tak więc cierpliwości.
Zapraszam Was też do wpisu, gdzie zrobiłem test powerbanków, konkretnie obudów typu DIY w których umieszczamy ogniwa 18650 i cieszymy się ich energią w terenie. Konkretnie to tylko częścią och energii…
Chińskie akumulatory w akcji
Ok, było pitu-pitu, czas na konkrety, czyli testy praktyczne. O tytuł badziewia roku walczyć będą:
- UltraFire 3000mAh
- UltraFire TR 18650 4200mAh
- Unarm Fire GH 18650 6800mAh
- Bailong Li-ion 18650 8800mAh
- UltraFire 9800mAh
- GH Li-ion 18650 13200mAh
- Mr.Henry 12000mAh
- Maxday 4000mAh
Wstępnie powiem tylko, że prawie każde z ogniw, które uczestniczy w teście, na stracie miało napięcie w okolicy 4V. Napisałem „prawie”, bo UnarmFire 6800mAh miał napięcie ciut ponad 2V – normalnie ręce opadają.
Jako wyznacznika pojemności użyłem 4 wartości – 1A; 2.1A; 2.8A oraz 1C, lub mniej, zależnie co ogniwo nam pokaże przy niższych prądach.
Dla mniej obeznanych w czytaniu wykresów są tabele.
UltraFire 3000mAh
Ogniwo o wadze 44g. Według plotek powinno być dobrej jakości i pojemności chociaż zbliżonej do deklarowanej. No cóż, coś nie zatrybiło tutaj. Idealny przykład, że mit o wadze 40 gramów akumulatora 18650 jest obalony. Wiem ze jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale i tak nie wierzę w tą markę ogniw. Może kiedyś to się zmieni.

Mówiąc językiem młodzieży – żal.pl Dosłownie szkoda prądu na dalsze testy tego cuda. 1A = 77mAh
UltraFire TR 18650 4200mAh




| Prąd rozładowania (w amperach) | 1A | 2.1A | 2.8A | 1C (4.2A) |
| Pojemność w mAh | 698 | 660 | 686 | 96 |
UnarmFire GH 18650 6800mAh
To jest rekordzista. Od „nowości” miało napięcie 2V. Niektóre z ładowarek nie były w stanie podbić napięcia i naładować na full. Finalnie się to udało. Tylko co mi po tym, jak tydzień późnej spadło do poziomu poniżej 3V. Znów podbicie i naładowanie na full. Wrzucam do testu ładowarką modelarską i błąd. Sprawdzam biegunowość, połączenia i jest ok. Wyjmuję i wkładam ponownie, ładowarka „myśli” i znów byk. Testu z wykresem nie będzie, szrot i porażka w jednym. Aby pokazać cokolwiek, wrzuciłem ogniwo do ładowarki OPUS BT 3100. Tam już kompletne cuda wyszły.
Jakikolwiek komentarz jest tutaj całkowicie zbędny.
Bailong Li-ion 18650 8800mAh




| Prąd rozładowania (w amperach) | 1A | 2.1A | 2.8A | 0.5C (4.4A) |
| Pojemność w mAh | 1103 | 1057 | 951 | 209 |
UltraFire 9800 mAh

Kolejne ogniwo zaliczające wpadkę przy natężeniu 1A. Skutecznie to mnie zniechęciło by dalej ciągnąc test z tym ogniwem. Nieporozumienie to delikatne słowo. 1A = 146mAh.
HG Li-ion 18650 13200mAh
Chińczyki nieustannie „zwiększają” pojemność ogniw i już mamy 13200mAh. Akumulatory dla TESLI to szajs przy tych cudach techniki! 🙂




| Prąd rozładowania (w amperach) | 1A | 2.1A | 2.8A | 0.25C (3.3A) |
| Pojemność w mAh | 546 | 487 | 443 | 495 |
Mr.Henry 12000mAh
Henryk to jest gość. Pojemność większa niż deklarowana przy prądzie 1A! Tylko producentowi na opakowaniu jedno zero za dużo się nadrukowało…



| Prąd rozładowania (w amperach) | 1A | 2.1A | 2.8A |
| Pojemność w mAh | 1355 | 749 | 657 |
Maxday 4000mAh


| Prąd rozładowania (w amperach) | 1A | 2.1A |
| Pojemność w mAh | 288 | 114 |
Jedno jest pewne, Maxday wcale nie wydłuży Wam dnia działając w latarce 😉
XANES 18650 2600 mAh
Ciężko mi jednoznacznie powiedzieć, że te akumulatory są typowymi ogniwami „fake”, ale pomiary nie napawają optymizmem. Czy prąd 1A czy 2.6A (1C) pojemność „lekko” odbiega od deklarowanej.


| Prąd rozładowania (w amperach) | 1A | 2.6A |
| Pojemność w mAh | 1611 | 1617 |
Cóż można powiedzieć po powyższych testach? Nic dobrego. Każde ogniwo pokazało klasę już na dzień dobry. Im wyższy prąd to jest tylko gorzej. Między Bogiem a prawdą, powyższy wynik nie powinien dziwić. To, że takie ogniwa to szroty, maglowane jest do znudzenia.
Dodam jeszcze, że cztery z ogniw do testu kupiłem nowe, i każda sztuka była od innego sprzedawcy. Po zgłoszeniu problemu ŻADEN sprzedawca nie przyznał się, że to co ma to szajs. Najkulturalniejszy przeprosił za „wadliwą sztukę” i zwrócił gotówkę bez gadania. Z dwoma była walka o zwrot za całość, a czwarty nie zwrócił nic, twierdząc, że pierwszy raz spotykają się takimi zarzutami. Jako że szanuję swój czas, i zdrowie psychiczne, doszedłem do wniosku, że użeranie się za kilka złotych jest bez jakiegokolwiek sensu. Kupując je miałem świadomość co to jest i było to celowe, ale WY możecie tego uniknąć. Podsumowując powyższe powiem tylko, że
Kupno takich akumulatorów to WYRZUCANIE PIENIĘDZY W BŁOTO!
Odezwijcie się do mnie w mailu, to podam Wam swój numer konta, będzie lepiej spożytkowana ta kasa 😉
Skąd takie wyniki Chińskich akumulatorów 18650 (fake 18650)?
Zacznijmy od podstaw, czyli ceny. Jak powszechnie wiadomo ta idzie, dość często, w parze z jakością. Wiadomo, że na tym polu są wyjątki, ale skupimy się teraz, tylko i wyłącznie, na akumulatorach 18650. Skoro czołowi producenci na świecie, mający zaawansowane laboratoria, sztaby wykwalifikowanych ludzi i naprawdę duże zasoby gotówki tworzą akumulatory o pojemności ok. 3000 – 3500mAh które później kosztują około 20 zł w detalu. To jakim cudem mniejsze firmy, tworzące te same rodzaje akumulatorów, ale o pojemności nawet 4x większej, a do tego za ułamek ceny markowego ogniwa? Odpowiedź jest prosta, kupujecie szrot z odzysku, tyle, że w nowym opakowaniu! W większości przypadków w środku tych cudów z Chin znajdziecie piach / proszek, uzupełniony mniejszymi akumulatorami – wspominałem o tym wcześniej. Oczywiście jak traficie w środku małe baterie, to będą one już zużyte w znacznym stopniu, ale nie całkowicie. Chodzi o to by później przy połączeniu biegunów z „magicznym wkładem” ogniwo 18650 wykazywało jakiekolwiek napięcie. Jak jesteście ciekawi skąd mają takie ogniwa to zerknijcie na recykling w Chinach…


Oni są zalewani śmieciami. Ten problem dotyczy głównie krajów Trzeciego Świata, ale podejrzewam, że na nich się nie kończy. Często te elektro złomy to towary z naszych reklamacji, które po prostu wracają „do źródła”. Małe rączki przerobią kolejny raz co się da, i część z tych rozmontowanych podzespołów znów do nas przyleci czy przypłynie, tyle, że „w nowym wcieleniu”. I tak w koło…
Jeżeli chociaż kilka osób przekona się do tego, że te ogniwa to złom, i odpuści ich kupno, to już uznaję to za sukces.
Nawodnienie organizmu podczas treningu (podstawy)
Nie samym jedzeniem człowiek żyje, więc dziś poruszymy temat nawodnienia. Michał w tym wpisie wspomniał o roli nawodnienia w życiu człowieka i jakie ilości płynów powinniśmy przyjmować. Wiadomo że nie ma jednej złotej rady dla wszystkich, więc poznacie też łatwy przelicznik aby każdy z Was mógł poznać orientacyjnie zapotrzebowanie swojego organizmu na płyny. Na koniec napisał co nie co na temat dostępnych w sprzedaży rodzajów wód. Wszystko to opisane krótko i przejrzyście. Gdyby jednak było coś nie jasne, piszcie komentarze.
Co warto zabrać do jedzenia na przejażdżkę rowerową (porada)
Jak widać po treści na stronie skupiam się głównie na oświetleniu, nie tylko rowerowym. A przecież rower to nie tylko światło, odblaski itp. Najważniejszą jego częścią jest jego silnik – czyli My i nasza energia. Co prawda aktualna pogoda nie napawa optymizmem, i nie sprzyja dłuższym wypadom, ale wiosna już coraz bliżej. Jak zrobi się ciepło to warto być przygotowanym i wiedzieć co warto zabrać w drogę by szybko uzupełnić braki energii. Kilka słów na ten temat napisał mój gość – Michał Kwiatkowski. Więcej o autorze znajdziecie na końcu wpisu, a teraz już zapraszam wszystkich do lektury i komentarzy.
Wymiana reflektora na kolimator w latarce Convoy s2+
Ten wpis otwiera nowy dział na stronie – DIY (Do It Yourself – zrób to sam). Będą to poradniki opisujące krok po kroku konkretne czynności związane głównie z latarkami. Na start najpopularniejszy temat – kolimator Convoy s2+. Jego wymiana to rzecz z pozoru banalna, a jednak do dziś wielu ma z tym problem. Najczęściej dotyczy to osób które mają pierwszy raz styczność z Convoyem. Ale spokojnie, wszystko jest do zrobienia. A najlepsze w tym jest to, że nie potrzebujemy żadnych specjalistycznych narzędzi do tej czynności.
UWAGA ! Kolimatory 20×60 możecie kupić w oficjalnym sklepie Convoy na Aliexpress (pamiętając o mojej zniżce).
Do odkręcenia piguły z latarki potrzebne nam będą szczypce, najlepiej Segera, ale można to zrobić też cienkimi gwoździami czy dłuższymi, ale wąskimi, śrubkami. Jeżeli macie jakieś twardsze pęsety to też można ich użyć. Widziałem sytuacje gdzie używało się wykałaczki, ale to już musicie mieć naprawdę słabo przykręconą pigułę, bądź musiała by dostać luzów aby dało radę nimi odkręcić. Normalnie to bardzo marna szansa aby ruszyć nimi pigułę. Gotowi ? No to zaczynamy.
Odkręcamy główkę latarki. To ta część po lewej stronie, patrząc na nią na wprost. Gdy Wam to nic nie mówi, polecam odwiedzić wpis o latarce Convoy s2+.
Po odkręceniu naszym oczom przedstawia się taki oto obrazek
Na pierwszy rzut oka może was przestraszyć cyna która jest po bokach. Ale bez obaw, piguła nie jest w żaden sposób przylutowana do latarki. Ta cyna ma za zadanie przymocowanie sterownika do piguły w wypadku latarek fabrycznych. W niektórych modelach możecie znaleźć też ścieżkę z cyny, który odpowiada za konkretny tryb latarki, ale o tym powiem kiedy indziej i w temacie o sterownikach. Tego typu sterownik rzadko kiedy zobaczycie w fabrycznych latarkach, więc nie ma co sobie nim teraz głowy zaprzątać.
Wkładamy nasze szczypce, czy co tam macie, w dziury w pigule i odkręcamy (miejsca zaznaczone strzałkami). Bywają przypadki że dziurki w pigule są zalane cyną, wtedy musicie w jedną z nich włożyć swoje narzędzie i drugą końcówkę o coś zaprzeć (polecam cynę po drugiej stronie piguły). Na szczęście szansa na tak zalutowaną latarkę jest marna. W moim przypadku miałem dwie takie sytuacje, i to nawet nie było w fabrycznych wersjach, ale poprawionych wcześniej przez kogoś.
Po odkręceniu widzimy w obudowie reflektor, a pod nim szybka i uszczelka. Wyjmujemy je obracając główkę latarki. Gdyby były problemy z wyjęciem to wystarczy lekko puknąć w szybkę i wszystko wypadnie. Nic tam nie jest przykręcone, przyklejone itp. Gdyby wypadła ze wszystkim zielona uszczelka, to włóżcie ją na swoje miejsce. Ona uszczelnia nam latarkę, nie polecam pozbywania się jej.
Przejdźmy teraz do piguły. Widzicie diodę z podłożem i podkładkę pod reflektor (to białe do którego przylutowane są przewody i dioda).
Jeżeli już macie rozkręconą latarkę, pomyślcie nad wymianą pasty. Jest to zabieg który polecam każdemu kto kupił latarkę niemodowaną ! Poradnik jak to zrobić, krok po kroku, macie w poście niżej.
Teraz dużo zależy czy macie kolimator z nóżkami, czy bez. Jeżeli są nóżki, to białą podkładkę pod reflektor usuwacie z diody. Wystarczy ją podważyć paznokciem lub czymś płaskim np. ostrzem noża. Uważajcie przy tym manewrze by nie przesadzić z siłą i nie uszkodzić diody. Bez nerwów, to naprawę prosta rzecz. Podkładka jest wciśnięta w diodę, nie jest w żaden sposób przyklejona.
Gdyby się okazało że kupiliście kolimator bez nóżek, to biała podkładka wokół diody zostaje. Jeżeli zapomnicie jej włożyć, po skręceniu będziecie mieli z latarki grzechotkę 🙂


Teraz trzymając pigułę ku górze, wkręcacie ją w główkę latarki. Jest tam tylko uszczelka, ale bez obaw, nie powinna wam wypaść. Przy dokręcaniu proponuję trochę wyczucia. Jak piguła po wkręceniu zacznie powoli stawiać dość duży opór, proponuję przestać. Nie używajcie tutaj żadnej siły, nie ma takiej potrzeby.
Dla ułatwienia przy tym zabiegu proponuję trzymać pigułę za sprężynkę sterownika i powoli ją wkręcać.
Wkręciliście już ? No to Barwo Wy ! 🙂 Gotowe. Dokręćcie teraz resztę latarki, wrzućcie akumulator i przetestujcie sobie jej działanie. Jest to nieinwazyjny zabieg i raczej ciężko coś tutaj sknocić. No chyba że użyjecie naprawdę dużej siły przy dokręcaniu to zgnieciecie kolimator który następnie uszkodzi diodę. W najlepszym wypadku uszkodzicie tylko kolimator.
Powtarzam raz jeszcze, wszystko z wyczuciem, nie potrzeba tutaj naprawdę używać siły. Jako że kolimatory są z tworzywa sztucznego to zwarcia też nie macie jak zrobić. Co innego z reflektorami. Jeżeli założycie reflektor bez podkładki, to będzie on stykał się z przylutowanymi przewodami i robił zwarcie. Efektem tego będzie się Wam wydawać że latarka nawaliła. Dość częsty błąd przy składaniu.
Na koniec kilka uwag :
- Nie ma znaczenia jaki kolimator posiadacie, 20×60 , 30×60, 60, 45 itd. Wszystkie montuje się tak samo. Jedyna różnica to przy kolimatorach poszerzających wiązkę światła (te z „x” np. 20×60 czy 30×60) to musicie wiedzieć że trzeba później prawidłowo ustawić latarkę. Jak zaświecicie ją dla testu, to będziecie wiedzieć o co chodzi 😉
- Na kolimator nie nakładajcie szybki, nawet jak macie te o bardzo wysokiej przepuszczalności. Jest po prostu zbędna. Jak macie jednak ochotę na ten zabieg, nic nie stoi na przeszkodzie. Niestety w przypadku szyb fabrycznych dodatkowo zmniejszycie sobie ilość światła wychodzącego z latarki. Naprawdę nie widzę sensu tego zabiegu i odradzam Wam jego stosowanie.
- Jeżeli macie problem z nakręceniem piguły po założeniu kolimatora możecie wcisnąć pigułę w imadło, kombinerki czy szczypce, i wtedy nałożyć kolimator, a następnie nakręcać główkę latarki
- Gdyby coś nie pasowało, piguła się nie wkręca, a wykręciła się bez problemu, zobaczcie gwinty. Dla świętego spokoju przeczyśćcie listkiem papieru toaletowego czy ściereczką. Gdyby to nie dało efektu sprawdźcie czy coś nie weszło z gwinty, bądź nie są uszkodzone.












