Można by rzec że sezon rowerowy w Łodzi już otwarty. Dziś właśnie wystartował Łódzki Rower Publiczny. Osoby wypożyczające te rowery nie muszą martwić się oświetleniem, lampki są tam zamontowane. A co z resztą ? No cóż, lumenowy szał na oświetlenie trwa w najlepsze. Wiele osób chce mieć super mocne światło na rowerze, nie oceniając realnie swojej potrzeby. W pogoni za lumenami wielu decyduje się na latarki bądź lampki wielodiodowe. Niestety te drugie to nie zawsze słuszny wybór. Więcej nie znaczy lepiej, szczególnie w typowo chińskich lampkach. Dzisiejszy bohater BL70s, z jedną potężną diodą CREE XHP 70.2 i mocą 3000 lumenów, to chyba szczyt zapotrzebowania na światło dla każdego. Ale nie ma róży bez kolców…
Aktualizacja wpisu:
19.10.2020 – dodana modyfikacja wraz ze zdjęciami i linkami od czytelnika Jacka
BL70s – podstawowe informacje
KDLight BL70s to niepozorna lampka o niesamowitej mocy. Najfajniejsze jest to że 3000 lumenów to realny wynik, do osiągnięcia już po wyjęciu z pudełka. Bez modów, poprawek czy jakiś dodatkowych kombinacji. Źródłem takiej ilości światła jest potężna dioda XHP 70.2 znana fanom marki Convoy z modelu L6 (tak dokładnie jest tam wersja XHP 70, ale to mało istotne teraz). Reflektor latarki L6 jest co prawda trochę większy, ale osoby mające już wcześniej styczność z Convoyem L6 mogą już się domyślać co ta lampka rowerowa potrafi.
Convoy L6 po lewo, po prawej BL70s
Nie wiem czy cyfry mają tutaj coś wspólnego, ale BL70s, może być traktowana jak tańszy odpowiednik Nitefighter BT70. Przy produkcie z Chin końcówka „s” to zapewne skrót od „secondary” (drugi ; wtórny). Sądzę tak z jednego powodu, model oparty na diodzie XHP 70 ma oznaczenie BL70, przy zastosowaniu nowszej wersji diody, czyli XHP70.2 dodali do lampki wcześniej wspomniane „s”. Ot ulepszona wersja wcześniejszego modelu. Nie zawracając Wam głowy detalami, druga generacja XHP 70 jest po prostu ciut mocniejsza. Bardziej dociekliwi znajdą więcej informacji na stronie producenta. Ogółem moc obu lampek jest zbliżona, obudowa nieco się różni, ale największa różnica to fakt że BT70 występuje jedynie w opcji z kilkoma diodami, natomiast w BL70(s) dali jedną, ale solidną. Zawartość opakowania to już kompletnie inna sprawa, Nightfighter występuje w wersji na bogato, czyli kupujemy lampkę i mamy wszystko – lampka, akumulator, ładowarka itp. Przekłada się to też na cenę, na start musimy wydać 4x więcej. Niestety z tego co wiem, model ten nie jest produkowany, ale nie jest to potwierdzona informacja.
BL70s ogółem prezentuje się bardzo ładnie. Jest cała z metalu, dzięki czemu ciepło oddawane z diody ma duże pole do rozproszenia. Nie ma też do czego się przyczepić jeżeli chodzi o spasowanie i wykończenie. Jest to naprawdę dobrze wykonana i solidna konstrukcja. Nic nie skrzypi, nie rusza się i nie żadnych luzów. Na pewno nie jest to jakaś tandeta, której na rynku nie brakuje. Guzik który uruchamia „BL-kę” działa dość twardo. Trzeba go nacisnąć z niewielką siłą, jest to zaleta bo przypadkiem nie uruchomi się lampki. Niestety przeskakiwanie między trybami, przy dość szybkiej jeździe bądź wyboistym terenie, nie będzie zbyt proste.
Gumki które są w zestawie pozwalają zamontować ten mały jupiter na każdej kierownicy. Z większą gumką zamontujemy ją bez problemu na kierownicach o średnicy 31.8 mm.
Przydatną funkcją jest zabezpieczenie przed przegrzaniem i w razie solidnego rozgrzania lampki przez diodę, sterownik ogranicza prąd i tym samym zapobiega jej spaleniu. Jaka jest graniczna temperatura tego nie wiem. Brak jakichkolwiek informacji na ten temat w źródle zakupu. Napisałem więc im maila, czekam ciągle na odpowiedź…
Informacja - aktualizacja
Zabezpieczenie włączy się przy temperaturze 85 C
Nie czekając na kontakt, przejdźmy do bohatera tego wpisu i tego co sobą prezentuje. Zestaw fabryczny BL70s jest skromny, ale w zasadzie jest prawie wszystko co potrzeba, bez zbędnych dodatków. W cienkim czarnym kartonowym opakowaniu znajdziemy lampkę i dwie, różnej wielkości, gumki dzięki którym zamocujemy naszą lampkę na różnej grubości kierownicach. Duży plus za solidne zapakowanie samej lampki w folię bąbelkową. Niby nic nadzwyczajnego, w końcu jest tam szkło, ale praktyka pokazuje że różnie tutaj bywa.
W przypadku zakupu w sklepie Kaidomain zawsze możecie liczyć na bonus. Małą ściereczkę z mikrofibry z logo ich sklepu ! Szał ciał normalnie 😉 Dorzucają ją bodaj do każdego zamówienia, no chyba że jest jakiś minimalny limit kwotowy, ale nic mi o takowym nie wiadomo. Gdybyście zastanawiali się co z nią zrobić, to polecam pucowanie szkiełka od naszego światełka 🙂
Wygląd zewnętrzny, zasilanie i parametry
Lampka rowerowa BL70s nie jest najlżejsza ani najmniejsza. Ma to też swoje zalety – dioda XHP 70.2 potrafi się solidnie rozgrzać. Im większa obudowa, tym większa powierzchnia do przyjęcia ciepła z diody. Większa powierzchnia = większy radiator.
Wymiary podane przez producenta względnie się zgadzają. Średnica tutaj podana tyczy się reflektora, na chrapowatej powierzchni tuż za nim, jest kilka mm więcej. Długość też mam ździebko mniejszą, dosłownie kilka dziesiętnych mm, ale to już jako nieistotny margines błędu proponuję traktować. Wspomnę jeszcze tylko o przewodzie, jego długość to około 80 cm.
Zwróćcie jeszcze uwagę że podana waga lampki to waga samej BL70s, bez pakietu. Piszę pakietu gdyż nasze światełko nie zasilicie z jednego ogniwa 18650 czy 26650. Wymagane są minimum dwa, złączone szeregowo, tworząc tym samym jedną baterię o większym napięciu. Dla dwóch ogniw 18650 będzie to napięcie 8.4 V, licząc że są one naładowane na full. O połączeniu równoległym, pakietach itp. napiszę niedługo w kompendium na temat ogniw 18650. Niezbędne sensowne minimum do zasilenia naszego oświetlenia to 4 ogniwa złączone w pakiet 2S2P, ale im więcej akumulatorów, tym lepiej. Nasze światełko nie pogardzi energią, szczególnie w przypadku świecenia w maksymalnym trybie. Przykładowe już pakiety możecie kupić w internecie, i wyglądają one mniej więcej jak te na zdjęciu.
Z oczywistych względów nie polecam używać pakietów z chińskich klonów lampek. Padną wam dość szybko, wiem z praktyki. No chyba że zadowolicie się światłem przez godzinę na najmocniejszym trybie. Bierzcie też pod uwagę że może ja trafiłem taki felerny egzemplarz. Pakiety widoczne na zdjęciu wyżej są z klona SOLARSTORM X2 (po lewo) i jakiejś lampki z biedronki. Ten drugi pakiet jest za słaby dla BL70s. Lampka na takim zasilaniu nie zaświeci nawet w najsłabszym trybie. Ale nie ma się co dziwić, jak wół jest podane napięcie 3.7 V, czyli są tam 4 ogniwa połączone równolegle – sumuje się tylko ich pojemność. No właśnie, sumuje się ich pojemność. W tym przypadku producent deklaruje 4800 mAh, co przy 4 ogniwach które są w pakiecie daje nam 1200 mAh na ogniwo. Nie wiem co za odpadki tam wrzucili, jak sensowne minimum na ogniwie 18650 to 2000 mAh i to przy ogniwach wysokoprądowych. Te, powiedzmy, tradycyjne nie powinny zejść poniżej 2400 – 2600 mAh, a to i tak szału nie ma. Pozostawię niebieski pakiet bez komentarza. Najlepszy przykład CCC – Cena Czyni Cuda…
Jak macie nadwyżkę finansową, to przy zamówieniu lampki z domeny Kaidomain można domówić tez pakiet. Z informacji na stronie wynika że są one oparte o akumulatory NCR18650B, więcej informacji na jego temat znajdziecie pod tym adresem. Jak ten pakiet sprawdza się w praktyce ? Nie wiem, nie miałem z nim styczności. W innym wypadku możecie pokusić się o zakup pakietu od dużych hurtowników którzy handlują głównie akumulatorami. Niestety w dużych firmach stworzenie pakietu trochę kosztuje i w celu oszczędności polecam udać się jednak na popularne portale aukcyjne. Niestety na pakiecie problem się nie kończy, musicie dokupić jeszcze ładowarkę do niego…
Na dziś dzień lampka kosztuje niecałe 40 dolarów, co daje ~ 135 zł w chwili publikacji tego artykułu. Pakiety i ładowarka mają naprawdę rozstrzał i myślę że ceny mogą się wahać w granicach 50-200 zł. Cena oczywiście jest kompletnie orientacyjna z racji wielu czynników :
Ilość baterii w pakiecie
Zastosowana elektronika w nim (BMS)
Zakup i zgrzanie od osoby fizycznej czy firmy
Akumulatory z rozebranych pakietów czy fabrycznie nowe
Ładowarka najprostsza możliwa czy coś bardziej zaawansowanego
Zakup lokalnie czy z dostawą, za którą dodatkowo trzeba zapłacić przewoźnikowi
Tak więc zasilanie może być droższe niż lampka. No niestety, duża moc wymaga sporego zapasu energii aby lampka podziałała jakiś czas. Jeżeli zakupienie gotowego pakietu jest dla Was nie do przełknięcia finansowo, to przykro mi, ale nic z tym się nie da zrobić. Dobrym rozwiązaniem cenowym jest pojemnik SOLARSTORM S2P2. Ten mój akurat pochodzi z Chin, i pewnie z marką SS ma tyle wspólnego co nazwę, ale daje radę. Nie zauważyłem w nim jakiś większych wad, ale rozwiązanie idealne też nie jest. Więcej na ten temat napiszę pod koniec.
Zaletą takiego pojemniczka jest :
Brak zgrzewania pakietu, czyli oszczędzamy na kupnie kolejnych akumulatorów i usłudze zgrzewania
Akumulatory można ładować przez pojemnik, bądź korzystniej – w naszej ładowarce do 18650 co niweluje potrzebę dokupienia ładowarki
Gniazdo do zasilania lampki BL70s, pasuje też do lampek SOLARSTORM X3 itp.
Oprócz powyższego gniazda, jest też dodatkowo port USB dzięki czemu mamy z tego pakietu power bank (na wyjściu USB jest napięcie 5 V i 2A wg. producenta)
Taki BOX to fajna sprawa, zawsze można zabrać ze sobą dodatkowe akumulatory i mamy zapas energii przy wieczorno-nocnych wypadach. Jedyna wada to wymiana po ciemku akumulatorów, jeżeli pomylicie jeden z nich biegunowością (włożycie np. plusem do dołu, zamiast minusem) to zwarcie gotowe. Polecam przy wymianie ogniw poświęcić na to chwilę, by nie popełnić błędu.
Jeszcze zerknijmy ile prądu idzie w diodę w każdym z trybów. Niestety nie ma informacji jaki konkretnie BIN diody jest w tym modelu (o to też pytałem w mailu…) więc do orientacyjnego wyliczenia ilości wypluwanych lumenów z diody wziąłem do wyliczeń BIN P2 i temperaturę 30 C. Pamiętajcie też że wyliczenia te są orientacyjne bo co pakiet, to inna ilość amperów leci. Tutaj użyłem słabszego z posiadanych pakietów (pojemnik SS). Dodatkowo nie uwzględniałem starty na szybce, ewentualnie może wymiana przewodów tez by ciut dała, należy brać pod uwagę granicę błędu w obliczeniach w obie strony i tak oto możemy sobie gdybać w nieskończoność. Metodą kombinacji zyskamy może 50 lumenów jakimś cudem, ale w praktyce Wasze oko i tak nie wychwyci różnicy w jasności podczas jazdy, więc nie popadajmy w skrajności 🙂
Informacja
Dioda którą montuje KD do tego modelu to CREE XHP70.2 P2 5C 4000K.
Tryb najsłabszy – LOW
Tryb średni – MEDIUM
Pełna moc – HIGH
Stroboskop
Urządzenie to jest prostą konstrukcją, jedyne co mamy do dyspozycji to jeden guzik z tyłu. Ma on 3 funkcje :
Służy do włączania i wyłączania urządzenia
Mocne naciśnięcie to włączenie lampki
Aby ją wyłączyć należy nacisnąć mocno guzik i przytrzymać chwilkę
Lekkie przyciśnięcie zmienia tryb
Standardowo jest to przeskok między trybami : słaby – średni – mocny – słaby – średni – …
Dwa naciśnięcia pod rząd uruchamiają stroboskop. Działa on tylko w trybie maksymalnym, bez względu na to na jakim trybie go uruchomimy
Status naładowania akumulatora
Dioda zielona : 100% – 40%
Dioda czerwona : poniżej 40% mocy
Starcie tytanów – Convoy s2+ vs KDLight BL70s
Przeciwnikiem BL70s na filmach jest popularny Convoy s2+, oparty na reflektorze OP (to ten fabryczny), sterownik 2.8 A a latarka została poprawiona w podstawowym zakresie – lepsze przewody, przylutowanie podłoża do piguły itp. Nawet gdyby trochę ją podkręcić i dodać kilka AMC to model z Kaidomain i tak miażdży go bez dwóch zdań. Porównanie jest oczywiście tylko dla zabawy, nawet gdyby zmodować s2+ na diodę XHP 70 (a pewnie że można, i robią tak, ale sensowność tego przedsięwzięcia, i ilość zabawy, to już inna sprawa) to i tak sama różnica w reflektorach dużo daje.
Najnowszy film porównujący BL70s z Convoy c8
Dobra, Diodek szaleje z 4K, to i ta lampka musi być uwieczniona 🙂 Polecam najlepiej oglądać bezpośrednio na YT.
A teraz to co tygryski lubią najbardziej – film. Nagrywane było telefonem, w nocy, więc Bóg wie jakiej jakości się nie spodziewajcie 😉
„
Jeszcze jeden gif z pokazem jak KDLight BL70s świeci. Skupiam się tutaj na najważniejszych 3 trybach. Abyście mieli pogląd na sprawę, niżej ściąga z odległości.
KDlight BL70s od środka
Na start, mamy falstart. Przykrywka przez którą dostajemy się do sterownika nie ma „dedykowanych” dziurek do odkręcenia. Metodą lekkiej kombinacji udaje się ją odkręcić, lecz nie obywa się to bez uszczerbku na jej wyglądzie. Pierwsze rysy gotowe.
Ogółem nie ma co płakać, tak bardzo w oczy się to nie rzuca, a używając tego światła późnym wieczorem nawet nie zauważymy tych rysek.
Później już było z górki, ale nie bez problemu. Sterownik był w kilku miejscach przyklejony do obudowy klejem termoprzewodzącym. Patent dobry, nic nie latała w środku, ale z wyjmowaniem już nie było tak fajnie. Trzeba było chwilkę się pobawić by wyjąć driver. Po jego wyjęciu już mamy lampkę rozebraną na części.
Jak sami widzicie na powyższych zdjęciach, podłoża z diodą nie odrywałem. Jest naprawdę solidnie przytwierdzone do obudowy i nie widzę sensu ingerencji. Kleju termoprzewodzącego ewidentnie nie żałowali. Dioda oczywiście jest osadzona na podłożu z miedzi, które jest nieporównywalnie lepsze od powszechnie stosowanego aluminium. Nie jest to Noctigon czy SinkPad, ale nie ma co płakać. Oddawanie ciepła jest bezproblemowe. Jak ktoś będzie miał ochotę, można oczywiście wymienić podłoże i klej na pastę, ale czy jest sens ? Lampka jest przeznaczona do działania na zewnątrz. Obudowa jest metalowa i cała robi za radiator, dodatkowo wiatr skutecznie ją chłodzi podczas jazdy. Jest to dobra wieść dla osób które chcą mieć gotowy sprzęt prosto z pudełka, bez potrzeby ingerowania w niego, jak to często bywa w przypadku popularnej wersji latarek.
Podsumowanie
Zanim przejdę do właściwego podsumowania, chciałbym wspomnieć jeszcze o pojemniku marki SS na ogniwa 18650. Podczas testu oświetlenia i jego poboru prądu, pakiety już gotowe potrafiły dostarczyć do diody ~3.1 A, natomiast owy BOX, bez względu czy użyjemy ogniw nowych, używanych, wysokoprądowych itp. dostarczy lampce już „tylko” ~ 3 A. Nie jest to duża różnica, dla wielu z Was pewnie nawet nie będzie zauważalna podczas jazdy, jednak warto o tym wspomnieć. Jako że pojemnik przyszedł mi dosłownie kilka dni temu ciężko mi powiedzieć czemu tak jest. Czy to taka sztuka, czy tak ma być. Za jakiś czas przyjdzie drugi egzemplarz. Wtedy będę miał porównanie i dam Wam znać jak to wygląda.
Na koniec tego wpisu powiem że do tej pory poruszałem się z modowanym Convoyem s2+ który jest wyposażony w sterownik 2.8 A lub ~3.5 A z zamontowanym kolimatorem 20×60. W trybie maksymalnym jest to moc która w zupełności wystarczy do jeżdżenia po ciemnym lesie w bardzo późnych godzinach. Ogółem, żaden zakątek nie był mi nie straszny. Po kilku wyjazdach z tym potworkiem i jazdy przez ciemny las, Convoy jakoś tak zbiedniał. Nagle mu mocy ubyło, czy co ? 😉 BL70s jest najpotężniejszą lampką rowerową z jaką przyszło mi jeździć. To prawdziwy potwór. Nie skłamię jak powiem że jest to po prostu reflektor od auta. Światła jest od groma, zasięg bardzo zadowalający, ale jednak boki już nie są tak szeroko doświetlone jak ma to miejsce w Convoy s2+ z kolimatorem 20×60. Chociaż patrząc na moc BL70s, to akurat nie jest problem. Testowałem ją kilkukrotnie, nie było jakiś specjalnych problemów. Na naprawdę solidnych wybojach potrafiła przechylić się do przodu bo gumki które są w zestawie, nie są idealnym mocowaniem na kierownicę. Osobiście też nie jestem fanem tego typu rozwiązań. Montaż i demontaż lampki jest błyskawiczny, ale co z tego jak na wybojach może nam się przechylić ? Piszę oczywiście ze swojej perspektywy i wiadomo że wielu z Was tereny takie omija i wtedy nie macie się już o co martwić. Dodatkowym atutem jest wytrzymałość na niskie temperatury, we wtorek (27.02.2018) podczas godzinnego wypadu w temperaturze ~ -12 stopni, lampka nie szwankowała, nie było żadnych zacięć podczas świecenia a tryby zmieniały się bez problemu. Tak więc mróz jej nie straszny. Pewnie nie jedna osoba się przyczepi że negatywnie nie wspominam nic o pakiecie na który troszkę trzeba się wykosztować, no ale cóż, to nie jest minus. Tak olbrzymią ilość światła jakoś trzeba zasilić. Dużo lumenów = duże zapotrzebowanie na energię. Tego nie da się przeskoczyć, i stąd moja decyzja że dokupienia pakietu nie jest minusem. Liczmy aktualnie że lampka z pakietem to 300 zł. W tej cenie nie znajdziecie w kraju nic co będzie miało chociaż połowę tej mocy. Mówię o typowych lampkach rowerowych, i ich realnych osiągach, nie o tym co znajdziecie w informacjach od sprzedających na popularnych portalach aukcyjnych. W tym starciu wykluczam również typowe latarki. Jak ktoś nie lubi latarek, a chce mieć dużo światła, polecam brać pod uwagę ten produkt. Ostateczna decyzja, i tak należy do Was. W przypadku pytań czy niejasności, zapraszam do komentowania.
Do tych pakietów trzeba dokupić ładowarkę. Najtańsze na znanym portalu kosztują kilka złotych, coś lepszego to już wyższy wydatek. Wątek o ładowarce jest na forum swiatelka.pl Ja do pakietów używam zasilacza laboratoryjnego (DIY) bądź ładowarki modelarskiej. Niestety nic konkretnego nie polecę, stąd link do wątku na forum.
Do tego adaptadora na mostek jest w komplecie uchwyt który nadaje się do convoya i dwie gumki. Za 6euro fajnie sprawa.
Autorem i właścicielem zdjęć jest czytelnik Xara
Mocowanie BL70s wg. pomysłu czytelnika Jacka
Generalnie zaczęło się od tego, że zamówiłem wykonanie małego bagażnika do mocowania torby do kierownicy i razem z wykonawcą (skądinąd bardzo polecam 🙂 Ustaliliśmy, że znajdzie się na nim mocowanie do światła rowerowego. Okazało się, że to był bardzo trafiony pomysł, bo gdy lampa jest zamocowana na kierownicy, z racji szerokiego snopu światła, oświetla dość mocno torbę, co powoduje niekorzystny efekt w postaci zbyt wyświeconego „pierwszego planu” zamiast trasy. Tak, wiec zacząłem zastanawiać się, w jaki sposób przyczepić KDlighta do mocowania bagażnikowego… pierwszy pomysł, to tulejka o średnicy kierownicy, przykręcona do bagażnika (takie mocowania można dostać na ali) coś takiego wydrukował mi w 3D znajomy – jednak nie zdecydowałem na to rozwiązanie, bo nie chciałem mieć żadnego wystającego elementu przy zdjętym oświetleniu. Kolejnym pomysłem było zmienienie mocowania „kierownicowego” w samej lampce, ale z kolei zlikwidowałoby to bezpowrotnie możliwość montażu na kierownicy lub adapterze czołówkowym – coś za coś. Zacząłem szukać w sieci rozwiązań od gopro, ale żeby sobie to zobrazować wziąłem standardowe mocowanie gopro do ręki i okazało się, (to było olśnienie :)) że bez problemu można je scalić przy pomocy gumki do kierownicy 22mm. W ten sposób otrzymujemy możliwość wielorakiego mocowania, bo elementy gopro są jak klocki lego, a jednocześnie zachowujemy stan oryginalny lampki. Samo mocowanie na gumkę jest na tyle stabilne, że nic się nie przekręca i trzyma się mocno nawet na „kocich łbach”.
Początek 2018 roku marka LiitoKala zaczęła od pokazania nowej ładowarki – Lii S1. Jest to jednokanałowa ładowarka mająca docelowo zastąpić znaną już dobrze Lii 100. Niestety owe ulepszenie ich topowego modelu chyba nie poszło do końca po myśli kupujących. W tym wypadku powiedzenie że lepsze jest wrogiem dobrego jest chyba idealnie na miejscu. Ja rozumiem że coś, za coś, ale droga obrana przez następców Lii 100, nie jest najlepsza.
Nowe ogniwo Li-Ion 18650, 21700 itp. z napięciem ~2V
Odwrócona polaryzacja w akumulatorach NiMH i ogniwach Li-Ion
22.03:
Nowy punkt:
Ogniwa 18650/21700 dostosowane do pracy w ujemnej temperaturze
Nowy podpunkt „Napięcie fabryczne nowego ogniwa – różne, zależnie od producenta” w wątku „Najważniejsze informacje związane z ogniwami Li-Ion 14500 / 18650 / 21700 / 26650„
Zaktualizowana lista najpojemniejszych ogniw 18650 dostępnych w sprzedaży
Aktualizacja ostrzeżenia nawiązująca do popularnych akumulatorów Li-Ion AA „Uwaga przy zakupie akumulatora 14500”
Aktualizacja części pt. „Jak zbudować ogniwo z wystającym plusem”
Drobne korekty
Przypominając – zamieszczone informacje starłem się przekazać Wam w możliwie najprostszy sposób. Wiedzę opieram na stronach typu endless-sphere, batteryuniversity, książkach, praktyce oraz weryfikacji niektórych stwierdzeń w zasobach www.
Są różne szkoły, nauki, twierdzenia, stąd możliwa rozbieżność w tym co wiecie, a tym co znajduje się na stronie. Jeżeli znajdziecie jakiś błąd, proszę, poinformujcie mnie. Fraza „bateria”, „paluszek”, „akumulator”, „komórka” oraz „ogniwo” są używane zamiennie w tekście i ten „błąd” jest celowy.
Nazwa ogniwa, na przykładzie „18650”, to po prostu wymiary ogniwa. Dwie pierwsze cyfry to średnica, a później jest długość. Tak oto 18650 należy rozumieć jako
18 mm średnicy
65.0 mm długości
SONY VTC5; źródło: ecigator.com
Identycznie sytuacja wygląda z ogniwem 14500, 21700 czy 26650. Tutaj model też jest wymiarem:
Ogniwo 14500 – 14 mm średnicy i 50 mm długości Ogniwo 21700 – 21 mm średnicy i 70 mm długości Ogniwo 26650 – 26 mm średnicy i 65 mm długości
Podane wartości mają małą tolerancję błędu. Na grafice przedstawiona jest jako +/- 0,2mm, ale w notach katalogowych możecie trafić informację o możliwej różnicy grubości dochodzącej do 0,5mm.
Nieco gorzej wygląda sprawa ze specyficznymi modelami ogniw, niedostępnych w standardowej sprzedaży a dostarczonymi z produktami marki własnej. Niejednokrotnie ich długość potrafi być na tyle duża, że w skrajnych przypadkach, nie możliwe będzie umieszczenie akumulatora w ładowarce. Szczęście, że te czasy odchodzą aktualnie w niepamięć.
Za to teraz, problem „za dużego akumulatora”, sprowadza się w zasadzie do ogniw ładowanych przez wbudowany (dołączony) port microUSB/USB-C. Widoczna niżej LiitoKala T50, na upartego, mieści się w ładowarce MiBoxer C4-12, jednak wkładanie i wyjmowanie jej wiąże się z użyciem dużej siły, co wiąże się z jej uszkodzeniem, a nie na tym rzecz polega. Dla porównania, w LiitoKala Lii600 nie ma opcji, aby zmieścić to ogniwo.
Dla szybkiego zobrazowania – 18650 z portem USB jest wielkości ogniwa 21700. Ogniwo 21700 z wbudowanym portem USB ma długość ~780mm, czyli wychodzi na to, że 21700 = 21780 😉
Najważniejsze informacje związane z ogniwami Li-Ion 14500 / 18650 / 21700 / 26650
To są akumulatory – czyli po rozładowaniu możemy je ponownie naładować. Innymi słowy, są wielokrotnego użytku
Jest tylko kilku największych producentów ogniw. Kupując ich ogniwa, możesz być pewien ich jakości* (kolejność przypadkowa).
LG Chem
Samsung SDI
SONY / Murata
SANYO / Panasonic
Mniej popularne marki ogniw 18650/21700 na naszym rynku, ale które dobrze rokują to m.in. (kolejność przypadkowa):
KTECH
EVE
LISHEN
VAPCELL
MOLICEL
Ogniwa 18650 / 21700 marek własnych tj. firm mających w swoim portfolio produkty o tej samej nazwie co nazwa ogniwa, czyli:
* Uwaga, w sieci są dostępne ogniwa 18650 popularnych producentów z umieszczonymi na nich naklejkami. Na takiej etykiecie znajduje się model, pojemność i opcjonalnie inne dane. Tak czy siak, fabrycznie, żaden z producentów nie nakleja nic na swoje ogniwo. Takie „dodatki” na akumulatorach mogą świadczyć o (prawdopodobnie) transporcie lotniczym, wewnętrznych oznaczeniach sklepu lub podróbach. Niestety, naklejki i ich „sensowność” wyszły przypadkiem i aktualnie (z tych informacji, które posiadam) są one bardziej „kojarzone” z ostatnią opcją. Jednak, na chwilę obecną, mam za mało udokumentowanych przypadków, aby stworzyć z tego wpis i przybliżyć Wam nieco temat oraz dać sensowne podwaliny pod moją tezę. I proszę abyście nie mylili tego z zalążkiem wątku o naklejkach na ogniwach Lii.
Napięcie fabryczne nowego ogniwa – różne, zależnie od producenta
Standardowo, napięcie na nowym ogniwie cylindrycznym 18650/21700 powinno wynosić około 3,6V (~ 50% pojemności)
W przypadku LiitoKala (a przynajmniej zaobserwowałem to tylko u nich) deklarują napięcie początkowe ≥ 3,45V
Brak efektu pamięciowego – można je doładowywać w każdej chwili. Problem, który występował w akumulatorach AA/AAA, został tutaj niemal całkowicie usunięty. Efekt pamięciowy jednak jest w nich obecny, jednak jest on w zasadzie pomijalny.
Samorozładowanie – nie jest całkowicie usunięte, lecz jest w bardzo dużym stopniu ograniczone. Gdy stworzymy im idealne warunki (napięcie przechowywania ~3.6V), mogą sobie tak leżakować przez bardzo długi okres czasu
Pojemność – jest głównie podawana w mAh (miliamperogodzinach). W skrócie, im więcej, tym lepiej (z małymi wyjątkami). Od drugiej połowy 2023 roku, mamy małe zamieszanie w temacie. Ogniwa 18650 i 21700 mają ustanowioną nową, rekordową, pojemność. Modele te zostały bliżej omówione zaraz po tej części wpisu.
14500 – 1250mAh to szczyt. Najczęściej, u nas w kraju, traficie jednak na modele o pojemności 700 – 900mAh
18650 – Maksymalnie na rynku znajdziecie akumulator o pojemności 4000mAh. Aktualnie, w większości przypadków, będziecie mieli styczność z modelami o pojemności 2500 – 3500mAh
21700 – 3700 – 6000mAh to zakres pojemności dla tego typu ogniwa. Znajdziecie w sprzedaży też modele o pojemności 3000mAh, jednak ich zakup jest kompletnie nieopłacalny w 2024 roku (chyba, że cena jest wyjątkowo atrakcyjna)
26650 – tutaj najczęściej zobaczycie widełki z przedziału 4500 – 6200mAh. Powyżej tych parametrów podchodził bym z dużym dystansem
Maksymalny stały prąd rozładowania oraz chwilowy maksymalny prąd rozładowania – Im więcej akumulator jest nam w stanie oddać amperów, tym lepiej. Mając na uwadze duże zapotrzebowanie na energię, kupując sprzęt, sprawdźcie zalecane ogniwa. Zweryfikujcie jakie mają maksymalne natężenie rozładowania i na tej podstawie dobierzcie sobie ogniwo by nie przepłacać za „markowe Li-Iony” będące, de facto, markowymi ogniwami np. od Sony, Panasonic czy Samsunga, tyle że w innej koszulce.
Maksymalny próg rozładowania / maksymalne napięcie rozładowania – mówi nam o tym do jakiego napięcia możemy rozładować konkretny model ogniwa. W znacznej większości przypadków dolna granica to 2,5V – 2,75V. Bywają wyjątki które można rozładować do 2V, jest nim np. LG HB2. Informacje na ten temat zawsze znajdziecie w data sheet konkretnego ogniwa. Jeżeli ogniwo nie posiada takich kart, trzymajcie bezpieczną granicę 3-2,75V. Realnie i tak większość sprzętów odetnie Wam zasilanie, gdy napięcie na ogniwie spadnie do 3V. W przypadku e-palaczy dolna granica to 3,3V, co wiąże się, poniekąd, z dodatkową stratą pojemności
Zabezpieczenia – Są ogniwa niezabezpieczone (unprotected) i zabezpieczone (protected). Znaczna większość z Was będzie kupować te pierwsze. W wielu popularnych latarkach zabezpieczenie przed nadmiernym rozładowaniem ogniwa spoczywa na sterowniku. Na pierwszy rzut oka ogniwo zabezpieczone poznacie po wypukłym biegunie dodatnim. Wystający plus jednak też nie jest gwarancją, że mamy styczność z ogniwem zabezpieczonym. O zabezpieczeniu, różnicach itp. napisałem więcej w dalszej części wpisu
Chemia w ogniwie – Główna różnica to zastosowana chemia (chociaż tutaj mówi się też, że to nie są oznaczenia zastosowanej chemii, lecz ja nie będę tutaj aż tak ingerować). Najważniejsze jednak co powinniście wiedzieć o tych oznaczeniach to:
ICR – Duża pojemność, średnia żywotność cyklu i niezbyt powalająca wydajność prądowa
INR – Duża pojemność i wydajność prądowa oraz duża ilość cykli
IMR – Średnia pojemność, duża wydajność prądowa, lecz niska ilość cykli na tle reszty
NCA – Duża pojemność i żywotność kosztem niezbyt dużej ilości cykli
NCR – Nickel-Cobalt-Rechargeable czyli bateria niklowo kobaltowa wielokrotnego ładowania
NCA – LiHV – akumulator Li-Ion High-Voltage. Pozwala naładować się do napięcia 4.35V (standardowo 4.2V), lecz dla wielu ten produkt to też ciekawostka. Dodatkowo do nich potrzebna jest też specjalna ładowarka. Tak żartem, można powiedzieć, że idealne są tutaj tandetne Chińskie ładowarki, one namiętnie przeładowują ogniwa więc tutaj, paradoksalnie, przydadzą się idealnie ;). Przykładem ogniwa LiHV jest LG E1 3200mAh
Rezystencja wewnętrzna ogniwa (RW) Decyduje o tym jak szybko spadnie nam napięcie na ogniwie po przyłożeniu obciążenia. Im wyższa rezystancja, tym niżej zjedzie nam napięcie. Takie zjawisko świadczy o słabej kondycji akumulatora przy zastosowaniach go w urządzeniach o dużym i ciągłym, poborze mocy. Następstwem szybkiego spadku napięcia może być np. problem z utrzymaniem, a nawet włączeniem, mocniejszych trybów w latarce. Osobiście do pomiarów rezystancji (konkretnie impedancji AC) używam tego sprzętu i mogę go polecić). Na wielu forach też jest często polecany.
Pamiętajcie, że pojemność nie zawsze jest najważniejsza. Przy rozładowaniach dużym prądem, musimy iść na kompromis. Takim przykładem są ogniwa wysokoprądowe. Znajdują one zastosowanie nie tylko w latarkach, ale także e-papierosach czy w elektronarzędziach. Najpopularniejsze modele wysokoprądowe ogniw 18650 mają 2500 – 3000mAh np. SONY VTC5,LG HE2 / HE4 czy bardzo popularny Samsung Q30.
Uwaga przy zakupie akumulatora 14500
Te akumulatory są zbliżone gabarytami do popularnych baterii AA, jednak są to dwa różne światy. Ogniwo 14500 nie jest zamiennikiem dla baterii AA! Są modele latarek, gdzie stosujemy AA i 14500, bo sterownik „przyjmie je” bez problemu. W urządzeniach codziennego użytku np. pilot do TV czy zabawki, taka podmiana może skończyć się ich uszkodzeniem. W odwrotnym przypadku pewnie nic się nie stanie, urządzenie na akumulator 14500 teoretycznie nie powinno się uruchomić po zaserwowaniu mu AA. Na allegro znajdziecie opisy mogące sugerować, że 14500=AA, to nie jest prawda. Pamiętajcie, że AA = 1,5V ; 14500 = 4,2V!
Aktualnie (2024 r.), wraz coraz większą popularnością akumulatorów Li-Ion AA, możemy stosować je zamiennie z akumulatorami NiMH ew. NiCd bądź bateriami alkalicznymi czy cynkowymi. Akumulatory Li-Ion są klasycznymi akumulatorami „paluszkami” które możemy ładować w dedykowanych ładowarkach czy przez wbudowany port USB. Jest to de facto ogniwo Li-ion z układem elektronicznym czuwającym nad procesem ładowania, rozładowania itp. Takie przykładowe ogniwo jest omawiane w jednym z moich filmów. Ta tematyka jest otwarta i pojawi się jeszcze wiele testów z tymi akumulatorami u mnie na blogu czy kanale YT.
Jakie jest najbardziej pojemne ogniwo 14500?
Dla ogniwa 14500, największa pojemność to 1250mAh i jest to wyniki produktu Vapcell F12. Akumulator ten mozecie zakupić tutaj.
Jakie jest najbardziej pojemne ogniwo 18650?
źródło: Alibaba.com
Największa pojemność ogniwa 18650 to 4000mAh i należy do kliku producentów. Pierwszy model to Vapcell INR18650-N40. W stosunku do innych, najbardziej pojemnych modeli 18650, mamy przyrost pojemności aż o 500mAh! Maksymalny, ciągły, prąd rozładowania to 10A. Do kupienia na Aliexpress.
źródło: budgetlightforum.com
Model
N40
Pojemność typowa
4000mAh (0.2C)
Pojemność minimalna
3850mAh (0.2C)
Napięcie nominalne
3,6V
Napięcie końcowe
4,2V
Maksymalne napięcie rozładowania
2,5V
Maksymalny prąd rozładowania (ciągły)
10A
Maksymalny prąd rozładowania
12.5A (z odcięciem termicznym przy 60 °C)
Waga
48g
Impedancja
17mΩ
Standardowe ładowanie
1500mA, 100mA cut-off
Szybkie ładowanie
2500mA
Cykle
Rozładowanie 1C; 70% pojemności; >1000 razy
Drugim modelem chwalącym się pojemnością 4000mAh jest LiitoKala Lii-King4000 do nabycia tutaj.
źródło: Oficjalny sklep LiitoKala na aliexpress.com
Nieco mniejszą pojemność niż rekordziści ma Vapcell INR18650-F38. Poza pojemnością, ma identyczne parametry użytkowe jak N40. Tutaj możecie nabyć to ogniwo.
źródło: Aliexpressźródło: Aliexpress
Model
F38
Pojemność typowa
3800mAh (0.2C)
Pojemność minimalna
3650mAh (0.2C)
Napięcie nominalne
3,6V
Napięcie końcowe
4,2V
Maksymalne napięcie rozładowania
2,5V
Maksymalny prąd rozładowania (ciągły)
10A
Maksymalny prąd rozładowania
12.5A (z odcięciem termicznym przy 60 °C)
Waga
48g
Impedancja
17mΩ
Standardowe ładowanie
1500mA, 100mA cut-off
Szybkie ładowanie
2500mA
Cykle
Rozładowanie 1C; 70% pojemności; >1000 razy
Ogniwa 18650 = 4000mAh - nie daj się naciąć!
Od dawna w sprzedaży jest ogniwo 18650 MECO, deklarujące pojemność 4000mAh. Wygląda ono całkiem „realnie”, jednak to bubel. Deklaracje tak dużej pojemności sięgają 2016 roku, a rekord 4000mAh, został pobity dopiero w 2023 roku (dla 18650)
Jakie jest najbardziej pojemne ogniwo 21700?
Aktualnie, pod względem pojemności dla 21700, prym wiedzie Vapcell z dwoma modelami (w tym jeden ze zintegrowanym portem USB-C!) oraz XTAR.
Vapcell P2160A z USB-C. Pojemność deklarowana to też 6000mAh jak u poprzednika. Wbudowany port USB-C umożliwia ładowanie bez użycia ładowarki dedykowanej. Zakup możliwy na Aliexpress w oficjalnym sklepie.
KeepPower 21700 – 6000mAh – zabezpieczone ogniwo 21700 o konkretnej pojemności. Wg. opinii na Allegro, ogniwo sprawuje się dobrze. Jak chcesz kupić, to śmiało, klikaj🙂
Model
P2160C
Pojemność typowa
6000mAh
Pojemność minimalna
5900mAh
Napięcie nominalne
3,6V
Napięcie końcowe
4,2V
Maksymalne napięcie rozładowania
2,5V
Maksymalny prąd rozładowania (ciągły)
12A
Waga
75g
Impedancja
16mΩ
Standardowe ładowanie / rozładowanie
1,2A / 1,2A
Szybkie ładowanie
3A
Cykle
Ponad 500
Jakie jest najbardziej pojemne ogniwo 26650?
źródło: Aliexpress
Tytuł najbardziej pojemnego ogniwa 26650 należy do marki Vapcell K62. Pojemność jaką się cechuje to 6200mAh. Maksymalny prąd rozładowania, mówimy oczywiście o ciągłym, to 15 amperów. Ten akumulator możecie zakupić tutaj.
Ten model ma lekki rozjazd w danych katalogowych, jednak „alternatywnego opisu” Wam nie przedstawiam, gdyż w jego parametrach ogniwo ma 16MΩ (Megaomów; 1MΩ = 1000000Ω), a przy akumulatorach wyniki mamy w mΩ (miliom). A takie kwiaty nie budzą mojego zaufania. Załączam go jedynie poglądowo.
Model
K62
Pojemność typowa
6200mAh (0.2C)
Pojemność minimalna
6000mAh (0.2C)
Napięcie nominalne
3,6V
Napięcie końcowe
4,2V
Maksymalne napięcie rozładowania
2,5V
Maksymalny prąd rozładowania (ciągły)
15A
Maksymalny prąd rozładowania
–
Waga
93.5 ± 1g
Impedancja
≤ 32mΩ
Standardowe ładowanie
2600mA, prąd odcięcia 50mA (CC-CV)
Szybkie ładowanie
2000mA, prąd odcięcia 50mA (CC-CV)
Cykle
>500 razy
Ogniwa niskoprądowe, średnioprądowe i wysokoprądowe
Ogniwa niskoprądowe to ogniwa które znajdują zastosowanie np. w tanich latarkach czy, w większej ilości, występują często w bateriach do laptopów. Pierwszym przykładem niech będą latarki z Chin czy jakieś Bajlongi itp. Latarki te bywają oparte o diody Cree, lecz ich konstrukcja nie pozwala na prąd większy niż 1-1,5A (uogólniam) w diodę, co niweluje sens używania mocniejszych ogniw. Jeżeli chodzi o laptopy i ich baterie, w komplecie jest ich kilka i obciążenie któremu są poddane, jest podzielone między je wszystkie. Stąd nie zachodzi tam potrzeba używania mocniejszych akumulatorów.
Ogniwa średnioprądowe to ogniwa o wydajności balansującej między 5-10A stałego obciążenia.
Ogniwa wysokoprądowe to modele o wydajności osiągającej nawet 30A. Akumulatory te cechuje duża wydajność, która jest obarczona nieco mniejszą pojemnością niż klasyczne ogniwa. Nie ma akumulatora, który by miał 3500mAh i bardzo duży prąd rozładowania.
Kompromisem dla stosunkowo dużej wydajności i pojemności jest ogniwo 18650 LG MJ1 posiadający pojemność 3450mAh i 10A ciągłego obciążenia.
Informacja
Szczerze mówiąc, nie ma oficjalnej definicji co jest ogniwem niskoprądowym, średnioprądowym a co wysokoprądowym. Tak więc ich definicje, są nieco „rozstrzelone”, mając na uwadze zakres amperów. Innymi słowy, możecie różnie spotkać nazewnictwa w sieci dla tych samych ogniw. Sama definicja ogniwa średnioprądowego też nie jest za bardzo popularna u nas, jednak wspominam o niej dla Waszej informacji, że ogólnie coś takiego jest.
Ogniwa 18650/21700 dostosowane do pracy w ujemnej temperaturze
Ogniwa Li-Ion, jako źródło energii, są niesamowite. Mają dużą wydajność i są stosunkowo tanie. Niestety, gdy nadejdą chłodne dni to nasze akumulatory tracą swoje właściwości i na zimnie ich wydajność energetyczna maleje. LiitoKala stworzyła akumulatory 18650 które są dostosowane do pracy w bardzo niskich temperaturach. Z założenia mogą pracować nawet przy -40C i oddawać prąd o natężeniu aż 35A! Ogniwa o których mowa, to LiitoKala Lii-LT28A.
Niestety, na chwilę publikacji wpisu, nie znalazłem w sieci żadnych testów z wykresami, jednak pobieżne testy praktyczne pokazały wyższość LiiLT42A nad wieloma konkurencyjnymi rozwiązaniami. Aby oddać sprawiedliwość, jednorazowe użycie elektronarzędzia na mrozie ciężko by było jakimś wiarygodnym wyznacznikiem – poza faktem, że akumulator działa. Niestety nie wiadomo jak bardzo spada pojemność wtedy, więc ciężko mi się wypowiedzieć jak to będzie w praktyce z nimi.
Ogniwa bez zabezpieczeń (unprotected) i z zabezpieczeniem (protected). Główne różnice
Aby rozpoznać, czy ogniwo jest zabezpieczone, należy zerknąć na jego biegun dodatni. Wystający „plus” to znak, że mamy (prawdopodobnie) styczność z akumulatorem zabezpieczonym m.in. przed nadmiernym rozładowaniem czy przed zbyt dużym poborem prądu.
Ogniwa zabezpieczone 18650 są zauważalnie wyższe niż tradycyjne ogniwo 18650
Różnica wielkości między ogniwem zabezpieczonym a niezabezpieczonym
W przypadku niektórych producentów, ogniwa zabezpieczone są elegancko zrobione w jednym kolorze np. KeepPower (na dole po prawo). Panasonic, a w zasadzie LiitoKala, już tak „nie dopieścił” koszulki. Widać, że zabezpieczenie jest tutaj dodane trochę „na siłę”.
Taką wypukłość jako zabezpieczenie, przyjmijcie tylko w modelach ogniw markowych, ale i tutaj są wyjątki. Przy firmach krzak jak Bajlong,Ultrafire, XFIRE itp., jest niemal pewne, że nie znajduje się tam żadne zabezpieczenie, a jedynie doklejony jest kapturek mający na celu „podniesienie” plusa ew. jest tak już skonstruowane.
Niżej przykład akumulatora Samsung Q30. Kiedyś model ten, z wystającym plusem, był dostępny tylko w Chinach, a dziś można go kupić w kraju. I nie tyczy się to tylko tej marki. Wiele ogniw możecie dostać w takim stanie jako „fabrycznym”. Użyłem cudzysłów celowo, gdyż nie jestem do końca przekonany, że, są one faktycznie wersjami fabrycznymi, prosto od producenta. Gdyby ktoś miał źródła na poparcie/obalenie tej tezy, proszę, aby dał mi znać.
W przypadku ogniw markowych, nawet te które są „płaskie”, i tak mają jakieś zabezpieczenia. Nie są to co prawda zabezpieczenia chroniące akumulator przed rozładowaniem do zera, przeładowaniem itp., lecz chronią nas przed niekorzystnym działaniem reakcji chemicznej zachodzącej w ogniwie. Tymi bohaterami jest PTC i CID.
PTC (Pressure, Temperature, Current)
Gdy, podczas ładowania, dojdzie do zwarcia bądź przez ogniwo będzie płynąć zbyt wysoki prąd, akumulator znacznie zwiększy swoją temperaturę. Gdy osiągnie ona pewien pułap, uruchomi się to zabezpieczenie ograniczając prąd i nie dopuszcza do dalszego podnoszenia się temperatury ogniwa. Po wszystkim następuje reset. Ogniwo znów jest sprawne.
CID (Current Interrupt Device)
Gdy ciśnienie w ogniwie nadal będzie zbyt wysokie, a powyższe zabezpieczenie zawiedzie, CID rozewrze bieguny akumulatora. Z reguły załącza się to po osiągnięciu przez ogniwo ciśnienia wyższego niż 145 psi (teoretycznie, nie praktykowałem). Dla ogniwa, w którym zadziałało to zabezpieczenie, nie ma ratunku. Nadaje się tylko do utylizacji.
W niektórych przypadkach, podczas łączenia ogniw, zabezpieczenia te (ponoć) mogą nie zadziałać!
A co z ogniwami, które mają wbudowane zabezpieczenia? Tutaj mamy do czynienia z ochroną o nazwie PCM.
PCM (Protection Circuit Module
Jest to, najczęściej, okrągła płytka znajdująca się pod biegunem ujemnym. Połączona jest z każdym z biegunów ogniwa stale go monitorując. Nie dopuszcza do przeładowania, nadmiernego rozładowania ani zbyt dużego obciążenia akumulatora.
Płytki te mogą też być podłużne, ale w praktyce przyjęło się stosowanie okrągłych PCM. Podłużne odczuwalnie zwiększy grubość akumulatora i może to utrudnić, a często uniemożliwić, włożenie go to latarki czy innych urządzeń.
Oczywiście te podłużne są ogółem stosowane, ale umieszcza się je głównie w urządzeniach, gdzie trzeba zabezpieczyć ogniwo, a jego wymiary nie grają istotnej roli. Przykładem, który wpadł mi ostatnio w ręce (lipiec 2023r.) to wentylator przenośny.
Ogniwo, które dodali do zestawu, to szrot rozładowujący się w błyskawicznym tempie. Podmieniłem tutaj ogniwo i produkt dostał nowe życie. Czas pracy poprawił się odczuwalnie. Jak na ironię, ten wentylator to nówka sztuka. Ot, taka typowa chińska myśl techniczna.
Przerobienie ogniwa niezabezpieczonego na zabezpieczone
Zabezpieczenia dla pojedynczego ogniwa można bez problemu dokupić i samemu przerobić ogniwo niezabezpieczone (unprotected) na zabezpieczone (protected). Przeciętna zawartość takiego zestawu to:
Płytka zabezpieczająca
Niklowe lub niklowane taśmy
Kapturek, zaślepka na biegun dodatni i ujemny ogniwa
Koszulka termokurczliwa
Plastikowe kapselki zabezpieczające na elektronikę
Przykładowy film o tym jak zrobić sobie taki zabezpieczony akumulator.
Zwróćcie uwagę, że blaszka do ogniwa jest (na filmie) lutowana. Nie jest to prawidłowy zabieg, powinno się ją zgrzać. Przy lutowaniu ogniw należy zachować szczególną ostrożność!
Jeżeli kogoś bardziej interesują zagadnienia związane z ochroną ogniwa, tutaj jest ciekawy wpis (po angielsku).
Linki do zestawów aby zbudować zabezpieczenia na ogniwa
*Są 4 zestawy do wyboru, zwróćcie uwagę na to jak wygląda biegun ujemny i dodatni w tych kompletach
** Elektronika zabezpieczająca jest podłużna, może być później problem z włożeniem ogniwa (średnica akumulatora po „zabiegu”) jeżeli jest ono robione np. do latarki
Ponadto w sklepie znajdziecie też zabezpieczenia do ogniw 16340, 16650, 18350, 18500
Niestety ten Chiński sklep ma płatną wysyłkę, ale i tak go polecam. Osobiście zaopatruję się tam od dawna i jest to jeden ze sprzedawców którym osobiście ufam. Gdybyście jednak Wy mieli z nimi jakieś przeboje, pamiętajcie, że możecie otworzyć spór w ciągu 15 dni od otrzymania produktu.
Tak czy siak, zawsze polecam czytać opinie. Czasem linki są aktywne, niby ok, a produkt w aukcji nieco się zmieni i dopiero po komentarzach to widać.
Jak zbudować ogniwo z wystającym plusem
Niestety, magnesy i koszulki z metra są z innych sklepów, „moje oferty” są już nieaktualne. Dodatkowo podrzucam inne ciekawe akcesoria do ogniw, które mogą Wam się przydać.
Brak wystającego plusa to bolączka dotykająca niezbyt wielu osób, na tle wszystkich użytkowników ogniw. W przypadku tanich latarek, gdzie dodają ogniwa w komplecie, okazuje się, że te mają wystający biegun dodatni. Kupując 18650 w sklepie, na 95%, traficie sztukę z płaskim plusem. Aby rozwiązać ten problem, mamy kilka wyjść.
2. Dokupić magnesy neodymowe. Ja używamy wersji 5x2mm dla 18650 i sprawują się bez zarzutu. W przypadku ogniw 26650 używam aktualnie magnesów neodymowych 10mm. Metoda szybka i prosta. Małe 5-tki kupicie za grosze na Aliexpress. Opcjonalnie możecie pokusić się o wersję 6mm.
Ogniwa 18650 – Po lewo 5mm, po prawo 10mm
Z tymi małymi (5-tkami) to uważajcie, aby wam nie wpadły do ogniwa, na przykładzie akumulator 26650. Co prawda można je usunąć, ale jak ktoś nie ma cierpliwości z wyjmowaniem, lepiej dmuchać na zimne.
Jeżeli nie chcecie takiej drobnicy, to dobrym rozwiązaniem będzie też magnes 10x2mm. Pasuje on zarówno na 18650, 21700 jak i 26650.
Ogniwa 21700 – po lewo magnes 10mm, po prawo 3x5mmOgniwa 26650 – po lewo 3x5mm magnesy, po prawo 10mm
3. Dokupić kapturek z naklejką, aby „podnieść” biegun dodatni. Najtaniej jak zawsze w Chinach, jednak w znacznej większości musicie kupić 100 szt. takich kapturków + naklejki. Opcjonalnie są w sprzedaży zestawy do zabezpieczenia ogniwa. Można z niego „wyciągnąć” tylko potrzebne części. Niestety nie widziałem w sprzedaży pojedynczych czy mniejszych zestawów do tego zabiegu.
Zestaw „zrób to sam”
Kiedy wygląd to sprawa drugorzędna
Miejcie na uwadze, że powyższy zabieg robi się, w większości przypadków, przy podmianie koszulki, a nie naklejając końcówkę na gotowe już ogniwo, jak ja to zrobiłem na zdjęciu widocznym po prawo.
4. Kapnąć cyną na biegunie dodatnim ogniwa by je zwiększyć permanentnie. Niestety, taki zabieg wymaga dobrego sprzętu i doświadczenia. Lutowanie ogniw nie jest proste ani przyjemne. Także się go nie zaleca. Jeżeli już w to brniecie, warto posilić się kwasem lutownicznym. Na Aliexpress są wynalazki które, ponoć, bardzo pomagają w lutowaniu ogniw, jednak nie wiedząc do końca co to jest, nie polecam kupować tego typu chemii. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby to był właśnie kwas lutowniczy…
Pamiętajcie, że obok „plusa”, na górze ogniwa, jest już jego „minus”, a cyna przewodzi prąd. Jeżeli źle kapniecie cyną, będzie jej za dużo albo nieumiejętnie będziecie manewrować lutownicą, koszulka akumulatora się stopi i macie zwarcie które może być tragiczne w skutkach!
Lutowanie ogniw to nie zabawa. Na YouTube wszystko ładnie wygląda, ale podejmując błędne decyzje, to WY będziecie na tym cierpieć. Przemyślcie proszę 10 razy czy warto się w to bawić. Czasem lepiej zapłacić komuś i niech Wam zgrzeje te ogniwa tak jak być powinno. Niejednokrotnie można już kupić ogniwa ze zgrzanymi blaszkami. Jak widać, jest na to popyt. Film ku przestrodze, mimo że osoba na filmie, chyba, miała pojęcie co robi.
Ogniwa L18650 / 18650L
W sieci możecie spotkać ogniwa z dziwnym oznaczeniem L18650 bądź 18650L, występujące jako pojedyncze ogniwo bądź pakiet 2S1P. Nie są to żadne nowe modele ogniw dostępne w sprzedaży, a jedynie oznaczenie ogniwa.
Fakt, że przyzwyczajeni jesteśmy do pełnej nazwy jak np. NCR18650GA bądź coś w podobnie, tutaj jednak przyjęto nieco niestandardowe oznaczenie, mogące nieco mylić niektórych. Jeżeli potrzebujecie zastąpić jakiś akumulator 18650, z takim oznaczeniem, wybierzcie coś markowego i będzie dobrze. Pamiętajcie też o weryfikacji maksymalnego obciążenia!
Ogniwo 18700
W sklepach, głównie w Chinach, ale i pewnie za jakiś czas zagoszczą u nas, sprzedawane są (chyba) przez nieświadomych sprzedawców, ogniwa 18700. W oficjalnej nomenklaturze są to akumulatory NiMH o napięciu nominalnym 1.2V mające zminimalizowany efekt samorozładowania. Występują też pod nazwą wysokotemperaturowych akumulatorów z racji, iż mogą pracować w temperaturach do 70C.
Niestety nasi bracia, zza wielkiej wody, ochrzcili tak ogniwa 18650 o napięciu nominalnym 3.7V, wprowadzając tym samym małe zamieszanie. Podawanie takiego wymiaru jest spowodowane „podniesieniem plusa” przez elektronikę. Pod tym symbolem na Aliexpress możecie kupić ogniwa 18650 z opcją ładowania ich przez wbudowany port USB.
Przykład 18700 wg. Chińskiej myśli technicznej
Sama ich pojemność wskazuje, jak wół, że mamy styczność z fake 18650. Ale dodatkowo „przywłaszczenie” symbolu 18700 może wprowadzić w błąd. Możliwość naładowania, powyżej 2000 razy jest wisienką na torcie (zbudowanym ze ściemy :)). Nie kupujcie tego!
Daleko nie szukając, LiitoKala NCR18650B (aka Panasonic) z ładowaniem przez port microUSB, też do małych nie należy – ot taki akumulator 18715 😉 Zgodnie jednak z nomenklaturą, jest to dalej ogniwo 18650. Tylko się nie zdziwcie, jeżeli Wasze urządzenie zasilane 18650, nie będzie w stanie go zmieścić.
Ogniwo 18650 o napięciu nominalnym 3,6V / 3,7V / 3,8V / 4,2V – skąd ta różnica?
Z karty katalogowej i/lub opisu produktu. Tak czy siak, to to samo ogniwo. W sprzedaży są różne opisy do tego samego akumulatora Li-Ion 18650. Najczęściej znajdziecie informację o napięciu nominalnym 3,6-3,7V, wersja 3,8V / 4,2V jest, w większości, zarezerwowana dla szrotów typu Mr. Henry,TOMAS, X-BALOG, XFIRE itd., czyli ogniw o pojemnościach z kosmosu – 5000-20000mAh. Więcej o tych wynalazkach znajdziecie we wpisie poświęconym FAKE 18650 który linkuje na początku wpisu.
Wyjątkiem tutaj są napięcia ogniwa wysokoprądowe LiHv. Mają one napięcie nominalne 3,8V – 3,85V, jednak nie występują one (na chwilę obecną) w postaci ogniw cylindrycznych 18650.
Karta (nota) katalogowa ogniw Li-Ion (Datasheet)
Każdy szanujący się producent ma kartę katalogową ogniwa. Owa karta to po angielsku DataSheet. Aby ją odszukać, należy wpisać w wyszukiwarkę frazę: datasheet pdf marka ogniwa, np. datasheet pdf ncr18650b i gotowe. Upewnijcie się tylko czy link, na który klikacie, to plik w formacie pdf, łatwo go poznacie już w wynikach z wyszukiwarki.
Zależnie od przeglądarki czy ustawień, plik w formacie PDF zostanie pobrany lub wyświetlony. Wyniki które widzicie też będą się różnić w zależności od przeglądarki, historii przeglądania, miejsca czy aktualnego algorytmu Google.
Dla przykładu karta katalogowa ogniwa Panasonic NCR18650B. Co ona nam daje? Wbrew pozorom bardzo dużo, a wymienię tylko najważniejsze rzeczy.
Mamy tam informację na temat wymiarów czy dokładnej wagi ogniwa
Znajdziecie zastosowanie ogniwa, czyli do czego producent je zaleca
Dowiemy się jaki jest zalecany prąd ładowania, maksymalny prąd ładowania itd. Niestety to sucha teoria, mało kto będzie miał opcję ładowania ogniwa zalecanym prądem 1,625A, w większości będzie to pewnie 0,5A, 1A bądź 2A. Tym się jednak nie przejmujcie, ładujcie „po swojemu”.
Możecie zobaczyć jak wraz z cyklami zmniejsza się pojemność ogniwa
Dowiemy się z niej jak nas producencie ogniw „oszukują” na pojemności akumulatora
Testy pojemności są dokonywane małym prądem np. 0.2C, w konkretnej temperaturze. Im mniejszy prąd testu to wyciśniemy ciut więcej z ogniwa. Zobaczcie sobie powyższą kartę katalogową ogniwa i zerknijcie na wykres Discharge Characteristics (by rate of discharge). Przy nowym ogniwie nie ma dużych różnic, ale, przy okazji, można zobaczyć, że „reklamowana pojemność” lekko odbiega od realiów. W opisach sklepowych Panasonic NCR18650B widnieje jako ogniwo o pojemności 3400mAh, podczas gdy typowa wartość, deklarowana przez producenta, wynosi 3350mAh
W karcie katalogowej jednak macie informację o pojemności minimalnej, zmierzonej (oszacowanej) czy maksymalnej. Wynik 3400mAh pokrywa się z deklarowaną, ale niegwarantowaną pojemnością maksymalną więc, de facto, nikt nic nie ukrywa. A że o pojemności minimalnej się za dużo nie mówi, nie ma co się dziwić. Duże cyfry są przyjemniejsze w odbiorze, jeżeli mówimy o pojemnościach.
Na marginesie
Niestety, aktualizacje tych dokumentów (not katalogowych) zostały poważnie zaniechane przez producentów ogniw od dawna. Wiele z takich kart ma po 8-10 lat, a nawet więcej.
Do czego dążę, podczas produkcji ogniw zachodzą nieduże zmiany, wydawane są poprawione serie ogniw (Murata i model VTC), co w jakimś stopniu przełoży się na ich parametry końcowe, lecz zmiany te nie są już „przenoszone na papier”. Szkoda, bo wychodzi na to, że mamy ciągle styczność z danymi orientacyjnymi.
Niewiele lepiej ma się rozczytywanie oznaczenia ogniw, aby poznać ich datę produkcji. Wiele, o ile nie każdy, z kalkulatorów do wyliczania danych, jest już w zasadzie bezużyteczny z nowszymi partiami ogniw.
Nie zmienia to jednak faktu, że dokumenty te, są dalej potrzebne i dzięki nim mamy jakieś odniesienie do kondycji ogniwa aktualnie testowanego vs fabrycznie nowego.
Pojemność maksymalnaSANYO NCR18650GA to 3450mAh. W sprzedaży natomiast, namiętnie wręcz, pisze się o pojemności 3500mAh. Ot, drobne zaokrąglenie, które lepiej wygląda w oczach kupującego. W nocie katalogowej pojemność 3500mAh nie występuje w żadnej z pozycji – minimalna, oszacowana czy typowa.
Inny kwiat – LG M36(T). W sieci aż się roi od podawania pojemności 3600mAh (z pewnymi wyjątkami), a nota katalogowa (czyli dane producenta), w żadnym miejscu nie wspominają o takiej pojemności tego akumulatora. Testy w sieci mają maksymalnie w okolicy 3500mAh.
W notach mamy jedynie informację, że z ogniwa wyciągniemy 12,1 – 12,5Wh, co w przeliczeniu daje 3333 – 3443mAh. Moja teoria jest taka, ktoś gdzieś podał pojemność analogicznie do Samsunga – Q30 = 3000mAh, więc tutaj M36 = 3600mAh. Prosty błąd, który rzutuje na innych. A że większa cyfra, w pojemności akumulatora, oferuje potencjalnie lepszą sprzedaż, to wielu zostało przy podawaniu pojemności z czapki i ten trend ma się dobrze po dziś dzień.
WAŻNE
Pojemność ogniw mierzona jest do dolnej, dopuszczalnej, granicy napięcia. Jest to w większości 2.5V, przy czym w praktyce, mało kiedy, zejdzie się tak nisko. Znaczna większość sprzętów odcina zasilanie przy ~3V co wiąże się niejako ze stratą pewnej części pojemności.
Genialną kartę katalogową ma np. Samsung Q30. Jest tam pełno testów, włącznie z testami na zniszczenie ogniwa poprzez potężne uderzenie i wgniecenie ich obudowy.
Karty katalogowe ogniw mogą być mniej bądź bardziej rozbudowane. Zależy od marki czy ogniwa. Jeżeli chodzi o pojemność i „kolorowanie rzeczywistości”, to nie przejmujcie się tym. Tak jest od dawna i nie jest to żadna tajemnica. Walka z tym to powtórka przygód niejakiego Don Kichota…
Jeżeli chodzi o kart katalogowe, z całego serca polecam je przeglądać. Choćby dla poszerzenia własnej wiedzy.
Nowe ogniwo Li-Ion 18650, 21700 itp. z napięciem ~2V
Ot, taki mały niuans jaki mi się trafił na jakiś czas temu. Kupiłem kilka nowych (wg. opisu) ogniw 18650 do swoich testów. Na 6 sztuk, 4 miały napięcie 2V – 2,5V. Zgłosiłem sprzedającemu, że 4 na 6 sztuk, jest felerne. Otrzymałem luźną informację, że „wystarczy je naładować”. Ok, tylko jest małe „ale” do takiej sytuacji, i to nie jedno. Mianowicie:
Takie napięcie jest niedopuszczalne na ogniwie Li-Ion. A w nowych sztukach to już kompletnie nie od pomyślenia
W zależności od czasu jaki upłynął od spadku napięcia do tego poziomu, tracicie nieco na pojemności takiego ogniwa, a to z automatu oznacza stratę części Waszej gotówki
Nie dajcie sobie wcisnąć akumulatorów w takim stanie. Gdy je dostaniecie to reklamujcie / zróbcie zwrot.
Odwrócona polaryzacja w akumulatorach NiMH i ogniwach Li-Ion
Możecie się czasem spotkać z odwrotną polaryzacją w przypadku ogniw Li-Ion (w zasadzie temat tyczy się też akumulatorów NiMH). Taka sytuacja ma miejsce, gdy bieguny zmieniają swoją polaryzację. Mówiąc prościej, podczas pomiarów okaże się, że sprawdzane ogniwo będzie miało „plus” po stronie bieguna ujemnego, a „minus” na biegunie dodatnim. Osobiście nie miałem takiego przypadku, ale znalazłem wątki odnośnie tego zjawiska, więc udostępniam Wam ten temat w małym skrócie.
Zjawisko to może wystąpić w pakiecie, gdzie jedna z komórek była całkowicie rozładowana a reszta sprawna. Komórki, które były sprawne, „zepsuły chemię” w tym najsłabszym ogniwie powodując odwrócenie jej polaryzacji.
Nieco grzebiąc w temacie, spotkałem też informację, z wiarygodnego źródła, że takie felerne baterie są następstwem poboru bardzo dużego pobór prądu z pakietu, w którym zamontowane są ogniwa o dużym rozstrzale rezystancji wewnętrznej.
Ponoć, sytuacja się pogarsza (szansa jej wystąpienia jest większa), gdy w pakiecie jest więcej komórek połączonych szeregowo. Niestety nie doszukałem się żadnych danych, statystyk czy coś więcej niż wypowiedzi. Tak więc tą część informacji, o odwrotnej polaryzacji, traktujcie czysto informacyjnie.
Jedno jest pewne – to nie jest zjawisko pożądane, a takie ogniwa/akumulatory nie nadają się do użytku i należy je bezwzględnie przekazać do utylizacji!
Energia z ogniw Li-Ion
Niezaprzeczalną zaletą ogniw Li-Ion jest gęstość energii. Czym jest owa gęstość? Według Wikipedii jest to
Ilości energii znajdującej się w określonej objętości lub masie. Znaczenie tego terminu zależy od kontekstu, który określa w jaki sposób ta energia może zostać wydobyta – np. przez spalanie czy przeprowadzenie reakcji jądrowej.
Mówiąc prościej – na stosunkowo małej powierzchni pomieścimy dużo energii. Wadą tego rozwiązania jest cena, na tle innych akumulatorów. Jednak na przestrzeni czasu widać wyraźny ich spadek i aktualnie akumulator 21700, jest chyba najbardziej opłacalnym w zakupie akumulatorem. Kilka lat temu pisałem, że 21700 będzie wypierać powoli 18650 – nie myliłem się 😀
Sensowniejszym przelicznikiem, jeżeli chodzi o zmagazynowanie energii w stosunku do ceny, jest watogodzina (Wh). W przypadku ogniw jednak tego nie stosujemy na szerszą skalę, przynajmniej na razie, więc temat ten przemilczę.
Jak ładować akumulator Li-Ion
Pamiętajcie!
Nigdy nie zostawiajcie w domu, bez opieki, ładujących się akumulatorów!
Jak obliczyć czas ładowania ogniw?
Poniższy wzór powie Wam jak wyliczyć orientacyjny czas ładowania akumulatora.
T = 1,4 x C / I
T – czas ładowania w godzinach (h) C – pojemność akumulatora (mAh) I – prąd ładowania (mA)
Dla przykładu ogniwo o pojemności 3000mAh. Prąd ładowania to 1A.
C – pojemność akumulatora -> 3000mAh
I – prąd ładowania -> 1A (1000mA)
T = 1,4 x 3000 / 1000
T = 4,2 h = 4 godziny 12 minut (dla pewności dodał bym +/- 15% tego czasu)
Wyliczenia przyjmowane są pod warunkiem, że:
Zasilacz dostarcza 1A
Przewód USB nie ma strat
Ładowarka trzyma się deklarowanych parametrów
Najczęściej wąskim gardłem podczas ładowania są kable. Wiele z nich jest z bajerami, w bajeranckich oplotach, z kolorowymi diodami i z beznadziejnej jakości przewodami w środku. Idealnym przykładem bubla są twory z jakimś uśmiechniętym pyszczkiem czy świecącym serduszkiem na zakończeniach.
Mam projekt poświęcony kabelkom, zanim dokonasz zakupu, zerknij tam koniecznie -> #KablujZGłową
Stare zdjęcie, paskudne jak te kabelki 😉
Zalety i wady ładowania ogniw do różnych napięć
Ładowanie ogniwa przedstawię tutaj w najprostszej możliwej opcji. Warto wiedzieć, że w zależności od użytej ładowarki, możemy nawet wskrzesić „trupa” (akumulator o napięciu 0V). Jak to zrobić, jest napisane nieco dalej.
Standardowe ładowanie wygląda, mniej więcej, tak:
Test włożonej baterii
Czy jest włożona prawidłowo (polaryzacja „+” do „+” i „-” do „-„).
W sklepach dostępne są już ładowarki, które mogą ładować ogniwo bez względu na polaryzację – przykładem jest np. LiitoKala S1
Czy jest sprawna i nie za głęboko rozładowana
Ładowanie
Przez pewien czas jest stałe, niskie natężenie prądu. Następnie po przekroczeniu ~3V na akumulatorze, natężenie rośnie i następuje ładowanie stałą wartością. I tak do uzyskania napięcia 4.2V na akumulatorze
Napięcie 4.2V zostało osiągnięte. Teraz ładowarka utrzymując napięcie, zmniejsza powoli natężenie
Gdy będzie ono wynosić około 0.01A, następuje odcięcie zasilania i zakończenie ładowania. Możecie też spotkać się z tezą, że jest to wynik 0.1A. Wszystko zależy od sprzętu i trybu ładowania.
Nasze akumulatory mogą osiągać setki cykli. Aby nam służyły jak najdłużej, należy zadbać o nie, chociaż, w podstawowym zakresie tzn. nie przeładowywać, nie narażać na skrajne temperatury a także nie dopuszczać do bardzo głębokiego rozładowania.
Zabiegiem wydłużającym ich żywotność jest też ich niedoładowanie tzn. ładowanie do napięcia np. 4.1V, zamiast 4.2V. Niestety typowe ładowarki Li-Ion nie posiadają takiego ustawienia by kończyć ładowanie wcześniej. Zawsze „tankują pod korek”. Niestety, ładowarek tego typu nie ma w sprzedaży i jedynym chyba wyjściem, aby zmniejszyć napięcie ogniwa, jest użycie zasilacza laboratoryjnego.
W sieci od lat istnieje forum technologiczne Endless sphire, na którym są ludzie z naprawdę ogromną wiedzą na temat akumulatorów i pojazdów elektrycznych. Mieli oni też swoją stronę Wiki na której była solidna dawka wiedzy, lecz jest to już prawdopodobnie historia. Mogliśmy tam odszukać m.in. wpis dotyczący ciekawego testu, w którym brano pod uwagę napięcie ładowania a ilość cykli które możemy wyciągnąć z akumulatora. I tak o ot wyniki są następujące:
Przekroczenie maksymalnego napięcia o 0.1V, czyli 4.3V (dla 18650 maksymalne napięcie to 4.2V), skutkuje zmniejszeniem liczby cykli ładowania o połowę! Zaletą (jeżeli można tak powiedzieć) jest 110% nominalnej pojemności ogniwa
Każde ładowanie ogniwa zakończone napięciem o 0.1V niższym niż zalecane, wydłuża dwukrotnie ilość cyki ładowania
Dla zobrazowania sprawy przedstawiam tabelkę. Przyjmijmy, że ogniwo 18650 ma idealnie 500 cykli żywotności, a jego pojemność to 3000mAh.
Wartości podane w tabeli są wartościami maksymalnymi jakie udało się uzyskać. Zależnie od marki akumulatora, a nawet konkretnej sztuki, wyniki mogą być inne.
Napięcie (V)
Ilość cykli rozładowania
Pojemność po pełnym naładowaniu (mAh)
4.3
250
3300
4.2
500
3000
4.1
1000
2700
4.0
2000
2100
3.9
4000
1500
Poniżej zamieszczam też tabelkę ze strony batteryuniversity. Jest ona lekko skrócona, aby nie robić Wam misz-maszu w głowie.
Napięcie ładowania
Liczba cykli
Pojemność względem pojemności nominalnej
4.30
150–250
110–115%
4.25
200–350
105–110%
4.20
300–500
100%
4.15
400–700
90–95%
4.10
600–1,000
85–90%
4.05
850–1,500
80–85%
4.00
1,200–2,000
70–75%
3.90
2,400–4,000
60–65%
3.80
–
35–40%
3.70
–
30% i mniej
Uważam jednak, że zabawa w osiągnięcie napięcia x na ogniwie, pochłonie więcej waszego czasu i energii niż przyniesie realnego zysku. Szczególnie teraz, przy obecnych cenach ogniw z depakietu.
Nawiązując jeszcze do drugiej tabeli – jeżeli procent pojemności nominalnej ogniwa był mierzony poprzez rozładowanie go do napięcia 2.5V, to znaczna ilość osób będzie dodatkowo „w plecy”. Większość sprzętów odcina zasilanie po osiągnięciu ~3V na ogniwie, a do 2.5V jeszcze trochę tej energii by się „odzyskało”…
Podkreśla to, dodatkowo, bezsensowność tego rozwiązania dla wielu z Was.
W komentarzach pojawiło się pytanie o smartfon i aplikacje, które pozwalają nam „oszczędzić” akumulator poprzez ładowanie go do np. 80%. Uważam, że nie warto sobie tym zawracać głowę. Większość osób zmienia telefony dość często, niektórzy potrafią robić to co 2 lata (umowa i telefon na abonament). W tym czasie nie zajedziecie aż tak baterii (uogólniam), więc jaki jest sens chuchać i dmuchać na akumulator? Na starcie już ograniczacie sobie wydajność i komfort korzystania z nowego telefonu.
Przykładowo, kupujecie sportowe auto, aby jeździć nim po mieście i nie chcecie rozpędzać się dynamicznie, bo będzie „wir w baku”. W tym momencie nie wykorzystujecie jego potencjału i w zasadzie, mogliście oszczędzić sobie wydatków kupując tańsze auto, które również sprosta Waszym wymaganiom.
Może tutaj paść zarzut, że słabszy model telefonu ma gorszy aparat, starszego androida itp. Racja, jednak, jeżeli kupujecie telefon na wypasie to wypadało by się liczyć z jego eksploatacją i mieć na uwadze, że są części, które się zużywają. Co za tym idzie, będzie czekać Was ich wymiana. Niech bateria w tym urządzeniu starczy Wam na 2 lata. Jeżeli wymiana akumulatora będzie oscylować w okolicy 250 zł (z akumulatorem), to macie do odłożenia nieco ponad 10 zł miesięcznie, czyli 35 grosze dziennie, czy to tak dużo? 🙂
Prąd ładowania a żywotność ogniw
Nie bez znaczenia jest prąd ładowania. Im większy, tym bardziej skracamy żywotność naszych akumulatorów. Znaczna większość ładowarek ładuje ogniwa prądem 1A. To jest całkowicie bezpieczna wartość i nie ma co się bać. Nawet 2 Ampery nie powinny zrobić wrażenia na ogniwie. Trochę inaczej już ma się sprawa, gdy dorzucimy prąd 2C bądź 3C. Pojemność takiego ogniwa diametralnie spadnie, co idealnie przedstawia poniższy wykres.
Jeżeli już działacie z takimi prądami, pewnie jesteście już świadomi w co się pchacie. W końcu klasyczne ładowarki dla ogniw 18650 czy 21700 nie osiągają takich wartości. W grę wchodzą tutaj jakieś zasilacze laboratoryjne czy ładowarki modelarskie.
Zwracam uwagę, że chodzi tutaj nie tylko o ładowanie, ale też o taki sam prąd rozładowania. W znacznej większości urządzeń będzie to ciężko zrealizować. Tak więc, jeżeli nie bawicie się w modelarstwie itp., traktujcie poniższe tylko jako informację.
źródło: batteryuniversity.com
Co ciekawe, i warto wiedzieć, markowe ogniwa nawet nie pozwolą się ładować takim wysokim natężeniem. Możecie „dać” takiemu akumulatorowi napięcie 4.2V w parze z kilkoma Amperami z zasilacza, a ten i tak ograniczy się do mniejszej wartości. Wynika to z jego rezystancji. Za jakiś czas pojawi się film na moim kanale z takim właśnie pokazem/testem.
Szybkie ładowanie = mniejsza pojemność ogniwa
Mówiąc łopatologicznie, jest mniejsza pojemność, gdyż elektrony „nie umiały się ułożyć”. Dla zobrazowania, mamy jakieś pudełko i zabawki. Jak wrzucicie je do środka, może się okazać, że zostało między nimi tyle wolnej przestrzeni, że wszystkie się nie zmieściły (to jest szybkie ładowanie).
W przypadku gdy będziecie je w tym pudełku układać (wolne ładowanie), wejdą wam bez problemu wszystkie. Strata na tym polu jest mała, toteż nie popadajmy w skrajności, aby całkowicie wykluczyć szybkie ładowanie. Bardziej traktujcie to jako ciekawostkę.
Cykle akumulatora – co to jest i jak je liczyć
Najprościej mówiąc – 1 cykl to pełne rozładowania i naładowanie akumulatora. W przypadku rozładowania do połowy, i ponownego naładowania liczone jest to jako połowa cyklu. Powtórzenie tych czynności to już możemy policzyć jako pełny cykl.
W przypadku ogniw niezabezpieczonych, pamiętajcie, że ich rozładowanie MUSI być wykonane do akceptowalnego poziomu, w większości jest to okolica 2.5 – 2.75V. Najczęściej jednak „dolna granica” to ~3V.
Próba rozładowania ogniwa do zera (dosłownie – napięcie 0V), następnie jego ożywianie, nie jest liczona jako cykl. Robiąc w ten sposób tylko skracacie znacznie żywotność swojego akumulatora. Wiele ładowarek niestety nie będzie w stanie reanimować tak głęboko rozładowanego ogniwa.
Proces jednego cyklu akumulatora
W ogniwach 18650 / 21700 / 26650 itp. zliczanie ilości cykli jest praktycznie niemożliwe. Z akumulatorami NiMH („paluszki” AA/AAA) działamy na zasadzie:
naładowanie do pełna
rozładowanie do zera
naładowanie do pełna…
Akumulatory Li-Ion doładowujemy w dowolnym momencie. Niejednokrotnie nie rozładowując ich nawet do połowy. Przez brak jakichkolwiek oficjalnych wytycznych czy wzorów, nie mamy możliwości zliczenia tych cykli. Stąd też mierzenie pojemności ogniwa bądź rezystancji/impedancji, jest niejako najlepszym wyznacznikiem jego kondycji. Tutaj jednak wszystko zależy też od przyszłego przeznaczenia ogniwa.
Ilość cykli a żywotność ogniw
Wiele się pisze, że ogniwo o modelu X wytrzyma 500 cykli, a model Y 700 cykli. Aby była jasność, jest to „żywotność teoretyczna”. Chodzi o to, że np. po 500 cyklach, w ogniwie spadnie jedynie część jego pojemność, a nie dokona ono swojego żywota.
Dla przykładu Samsung 30Q. Po 300 cyklach, przy rozładowaniu 15 amperami, mamy nieco ponad 1/4 pojemności mniej.
Jeżeli zwiększymy obciążenie, pojemność ta jeszcze bardziej ucierpi, i to przy mniejszej ilości cykli.
Analogicznie, gdy będziemy używać mniejszych obciążeń, stracimy mniej pojemności. Ile dokładnie? Tego nie wiadomo, zawsze warto spojrzeć w noty katalogowe ogniw. Tam macie orientacyjne dane jak konkretne ogniwo będzie się zachowywać w konkretnych sytuacjach.
Na szczęście (jeżeli można tak powiedzieć), o zbliżającej się „godzinie zero”, dla naszego akumulatora, będzie świadczyć odczuwalny spadek pojemności. Co za tym idzie, czas pracy urządzeń nim zasilanych będzie zauważalnie krótszy. Jednak zanim pożegnacie się z akumulatorkiem, dla pewności, sprawdźcie go jeszcze na innej ładowarce. Być może aktualna robi Wam psikusa i zgłasza naładowanie, mimo, że ogniwo jest naładowane tylko po części.
Jeżeli problem jest na jednym z kilku akumulatorów, sytuacja jest bardziej klarowna, ale uważam, że i tak warto przetestować takie ogniwo np. u znajomego. Szczęście, w ogólnym nieszczęściu, to fakt, że spadek pojemności będzie rozciągnięty w czasie, i powinniście zawczasu zauważyć ten fakt.
Przeglądając Aliexpress pewnie widzieliście ogniwa 18650, gdzie są deklarowane ilości cykli sięgające 1000-2000. I jeszcze deklaracja o zachowaniu 85% deklarowanej pojemności. Nie wierzcie im, to ściema.
źródło: aliexpress
Pierwszy z brzegu przykład, że powyższe to bajka, to wykresy akumulatora Samsung 30Q które umieściłem w tej części wpisu. Czołowi producenci podają ilość cykli w setkach, a oni dają w tysiącach.
Bywają też przypadki, że sprzedający potrafią przekłamywać cykle w ogniwach do których są noty katalogowe, ale tego Aliexpress już nie weryfikuje. Niby można zgłosić delikwenta, ale na jego miejsce zaraz wskoczy pewnie 5-ciu innych. Walka z wiatrakami. Lepiej mieć minimalną wiedzę w temacie i nie kupować wcale takiego chłamu. Oszczędzacie podwójnie – pieniądze i nerwy.
Off-top
Wiem że firma Infinix stworzyła jakiś akumulator i ładowarkę 260W, dzięki której ogniwo, po 1000 cykli, utrzymuje 90% pojemności, ale nie ma co łączyć tych „technologii” razem. Dodam, że to wyniki uzyskane w testach laboratoryjnych, a wiemy doskonale jak takie testy przekładają się na praktykę. Spalanie w autach idealnym przykładem 🙂 Dla zaciekawionych tematem, polecam poczytać o All-Round FastCharge.
Regeneracja ogniw Li-Ion
Wszystkie sposoby na regenerację/poprawę pojemności ogniw, które znajdziecie w sieci są bzdurą. Wsadzanie ich do lodówki czy zamrażalnika to ściema. W sieci widziałem wiele ofert z ogniwami Li-Ion „po regeneracji”, ale co ta definicja kryje, wiedzą tylko sprzedający.
Utrata pojemności ogniw w trakcie eksploatacji /leżakowania jest nieunikniona i nieodwracalna! W niektórych ładowarkach możecie trafić na opcję o nazwie odświeżanie ogniw (refresh), ale ma ona za zadanie kilkukrotnie naładować i rozładować akumulator. Ten program jest dedykowany do akumulatorów NiCd które mają efekt pamięci, przy Li-Ion szkoda prądu (dosłownie i w przenośni).
Ostatnio znalazłem opis, na jednej z aukcji OLX, że ogniwo może nieco zwiększyć swoją pojemność od czasów ostatnich testów w ładowarce Lii.
Co prawda wspomniane jest o „kilkunastu mAh” ale, z reguły, działa to w drugą stronę. Chyba że zrobicie test z rozładowania natężeniem 1A, a później powtórzycie go z wartością 0,5A, wtedy siłą rzeczy dostaniecie „lepszy” wynik.
Prąd 1C, 1A, o co w tym chodzi?
Dla przykładu weźmy ogniwo Samsung INR18650-30Q którego deklarowana pojemność to 3000mAh. Prąd 1C, dla tego akumulatora, będzie równy 3A. Na prąd 1C mówi się też, że jest to prąd jednogodzinny. Gdy obciążymy to ogniwo natężeniem 3A, powinno ono działać w urządzeniu, z pełną mocną, przez godzinę. Mowa oczywiście o ogniwach stosunkowo nowych i w przypadku rozładowania go do napięcia deklarowanego przez producenta, co mija się nieco z tym co bywa w praktyce.
Pamiętajcie też, że każde ogniwo ma lekkie „widełki pojemnościowe” (pojemność minimalna, nominalna i maksymalna) i jest to całkowicie normalne. Tego typu dane znajdziecie w karcie katalogowej ogniwa.
Niżej, raz jeszcze, omówienie, na przykładach, owego magicznego „C”, abyście wiedzieli o co konkretnie chodzi.
Wartość prądu
Samsung 3000 mAh
Panasonic 3400 mAh
SANYO 3500 mAh
2C
6A
6.8A
7A
1C
3A
3.4A
3.5A
0.5C
1.5A
1.7A
1.75A
0.25C
0.75A
0.85A
0.875A
Manipulacja pojemnością ogniwa na przykładzie ładowarki Opus BT-3100 i LiitoKala Lii600
Niżej przedstawiam Wam krótki test, jak możemy być nabici w butelkę na nierzetelnych bądź nie bardzo obeznanych w temacie, sprzedających.
Samsung ICR18650-22E Jest ono już mocno zużyte, ale do testów się nadaje
Samsung ICR18650-22F Też nie najmłodsze, powiedzmy, że jest w średnim stanie
Samsung ICR18650-22B Czas życia, i stan, zbliżony do 22F
Wybór akumulatorów Samsunga jest tutaj całkowicie przypadkowy. Każdy test na rozładowanie, przy każdej wartości prądu, przeprowadzony był 2 razy. Mimo minimalnych różnic między testami, niżej prezentuje najwyższe osiągnięte wyniki przez każde z ogniw. Pod każdym ogniwem przedstawiam (kolejno) wykresy rozładowania prądem 1A i 1C. Każde ogniwo ma pojemność nominalną 2200mAh.
Samsung ICR18650-22E
Samsung ICR18650-22F
Samsung ICR18650-22B
Jak widać, im niższy prąd testowania, tym „większa” pojemność. Dla mniej technicznych, tabelka.
ICR18650-22E
ICR18650-22F
ICR18650-22B
1A
896mAh
1286mAh
1862mAh
1C
256mAh
1264mAh
1726mAh
Ab była jasność – rozładowanie prądem 250mA czy 500mA nie jest złe. Wszystko, de facto, zależy od waszych osobistych potrzeb. W tym opisie skupiam się na tym jak powinien wyglądać ten test dla Was, przy zakupie ogniw z odzysku. Im ogniwo będzie bardziej zużyte, tym rozstrzał, przy różnych prądach, jest większy.
W przypadku aukcji bądź oferty na portalach typu OLX, zobaczycie tylko zrzut ekranu z przykładowej testowanej sztuki, bądź ujrzycie zdjęcie z ekranu ładowarki. A skąd będziecie wiedzieć jakim prądem był dokonany test? Niestety na to sposobu nie ma. Można sprawdzać specyfikację ładowarki, jak wiemy jakim modelem był dokonany test, lecz wiele ładowarek ma różne tryby rozładowania, i bądź tutaj człowieku mądry… Szczęście, że w tym przypadku wiele osób jedzie po najmniejszej linii oporu, i daje największą możliwą wartość, aby test był jak najkrótszy.
W innych przypadkach pozostaje tylko wierzyć na słowo i ewentualnie czytać komentarze dla sprzedającego, jeżeli platforma sprzedażowa, lub forum, posiada taką opcję.
Firmy sprzedające ogniwa z odzysku, nie będą kupować wypasionych maszyn do testowania za kilkanaście tysięcy np. marki Neware, bo jest to nie opłacalne.
źródło: newarelab.com
Wielu sprzedających używa „profesjonalnych” ładowarek typu OPUS-a, NITECORE czy LiitoKala Lii500/Lii600. Profesjonalizm tutaj to, moim zdaniem, mocne słowo. Wiem, że mamy czasy, w których dopisek PRO / EXTRA / SUPER / HIPER dodaje mega mocy produktowi, ale nie dajmy się zwariować. Taki napis, to jedynie „gwarancja” że ogniwa zostało jakkolwiek przetestowane.
Takie sprzęty uważam bardziej za produkty dla hobbystów. Profesjonaliści nie używają takich ładowarek do konkretnych testów. Chyba że do ładowania, jako ładowarki wielokanałowe, ale mówimy aktualnie o teście pojemności.
Nazywanie tych produktów profesjonalnymi ma podkład czysto marketingowy. Co to za profesjonalny sprzęt, jeżeli nie możemy dobrać natężenia ładowania czy końcowego napięcia wg. własnego uznania? Nie ma opcji, aby przetestować ogniwo zgodnie z notą katalogową, w której natężenie rozładowania oscyluje od 0,2C do nawet 30-40A.
O ile wynik podany podczas takich testów można jeszcze zaakceptować, tak często mniej doświadczeni użytkownicy podają pojemność akumulatora sprawdzoną podczas standardowego ładowania! Jest to błąd, gdyż:
Podczas ładowania więcej „wpompujemy” w ogniwo niż ono jest później w stanie oddać.
Gdy ogniwo będzie w fatalnym stanie (wysoka rezystancja wewnętrzna), możemy ładować je „w nieskończoność”, przez co wynik podany na wyświetlaczu będzie mocno mijał się z prawdą.
Jeżeli ktoś sprzedaje ogniwa, w zależności od pojemności, możemy tutaj być dodatkowo finansowo w plecy. Dla przykładu – LiitoKala Lii500 ma maksymalną wartość rozładowania 500mA, następca, czyli Lii600, osiąga maksymalnie 750mA. Dla używanych ogniw, odzyskanych z laptopów, demontaży itp. to i tak dalej za mała wartość.
Dla zobrazowania Wam sprawy przetestowałem dwa ogniwa. Natężenie prądu 1C (ładowarka modelarska) oraz 500mAh (Lii500).
Niestety, takie są realia. Ładowarki modelarskie są lepsze do sprawdzania ogniw pod dużym obciążeniem niż ładowarki wielokanałowe. Kupując tak testowane ogniwa, nie liczcie na ich sensowne użycie pod jakimś większym obciążeniem. Przy czym „większym”, mam na myśli chociaż 1C, będące dla wysokoprądowych ogniw, obciążeniem w zasadzie śmiesznym.
Sam testuję innym ogniwa i powiem Wam, że nie trafiłem na dużo odpadów. Największe kwiaty są właśnie z ogniwami z odzysku. Kosztują grosze, testów solidnych sprzedawcy nie zrobią i bierze klientów później zdziwienie, że taki Convoy ze sterownikiem 2.1A, na maksymalnej mocy, świeci 15 minut.
Jaka ładowarka do ogniw Li-Ion 18650 / 21700 / 26650
Na start powiem czego NIE KUPOWAĆ (dosłownie i w przenośni) – wynalazków dodawanych do zestawów latarek np. Convoy, Bajlong, Ultrafire. Przestrzegam też przed aukcjami, gdzie nie jest wyraźnie napisany model dodawanej ładowarki. W takim przypadku jest duża szansa, że kupicie jakiś elektrośmieć.
Idąc po najmniejszej linii oporu, i patrząc na koszty, kupcie sobie moduł TP4056 i koszyk na ogniwo 18650. Będzie tanio i przyzwoicie. Moduł ten jest bardzo dobry, popularny i tani, co czyni go łakomym kąskiem dla osób z ograniczonym budżetem. Może też służyć jako ładowarka tymczasowa, gdy np. odkładamy pieniądze na jakiś lepszy model.
Z modułu TP4056 wielu robi ładowarki wielokanałowe na naprawdę szeroką skalę – nawet kilkanaście podłączonych jednocześnie. Jest tam oczywiście trochę zabawy przy tym. Prywatnie bardzo mnie to cieszy, bo takie majsterkowanie świadczy o tym, że idea „zrób to sam” jest ciągle żywa.
TP4056 najtaniej znajdziecie na Aliexpress. Do wyboru jest wersja PROTECT i NO PROTECT. Polecam kupować tą pierwszą. Ta płytka jest nieznacznie większa, nieco droższa, ale dodatkowa ochrona Wam się przyda.
Jeżeli zależy Wam na czasie, to najszybciej chyba będzie dokonać zakupu na Allegro. Polecam Wam kupować moduły z gniazdem USB-C, gdyż ten typ złącza USB będzie standardem, i chyba nie warto pchać się już w nieco przestarzałe microUSB, chyba że nie macie kabelków typu C. Koszyki 18650 najtaniej wyjdą na Aliexpress. Jeżeli znów czas gra najważniejszą rolę, to znany portal się kłania 🙂
W opisach do ładowarek zamieściłem jedynie najważniejsze informacje, pełna specyfikacja jest dostępna pod linkiem. Gdyby coś było nie jasne, proszę pisać komentarz pod wpisem. Wybór modeli padł po kontem ładowania Li-Ion, NiMH to opcja.
Z tańszych modeli ładowarek, o stosunkowo prostej konstrukcji, warto wspomnieć o nieśmiertelnej marce LiitoKala. Znajdziecie w jej ofercie proste modele dla każdego oraz bardziej wypasione i popularne jak model 500 czy 600.
Opcjonalnie są dostępne modele XTAR SC1 oraz XTAR SC2 (nowsze i mocniejsze modele XTAR MC1 i MC2).
Na koniec małe potworki które ładują, sprawdzają pojemność, odświeżają akumulatory NiCd, mają łączność przez BT i inne takie. Możliwości oczywiście zależą od modelu.
MiBoxer c4-12 (to jest tylko ładowarka, prosty model z wieloma natężeniami ładowania do wyboru – jeżeli szukasz czegoś wyłącznie do ładowania to polecam)
Aktualnie używam ładowarki MiBoxer C4-12 i OPUS BT3100 + LiitoKala Lii600. Więcej do ładowania 18650 / 21700 / 26650 mi nie potrzeba. Faworyzuję pierwszą z nich, ze względu na szybkie ładowanie (3A) i brak wentylatora, który w OPUS-ie nie należy do najcichszych. Można to modować, ale prawdę mówiąc, poza sprawdzeniem pojemności „na szybko”, OPUS nie ma u mnie specjalnie pracy. Do rozładowania, i testów ogniw, najczęściej używam wartości ~1C, a dla tych sprzętów, to za wysokie progi.
Jeżeli szukacie jakiegoś konkretnego urządzenia do testu akumulatorów, polecam EBD-A20H. Gdyby wykresy były zbędne, cena nieco za wysoka, a oczekujecie jedynie wyników z testów pojemności, to nieśmiertelne ładowarki modelarskie są do waszej dyspozycji:
Jaki akumulator Li-Ion 18650 kupić? Co warto wybrać z ogniw 21700 / 26650?
Gdzie tanio kupić dobrej jakości akumulatory
Fora internetowe / Grupy dyskusyjne (FB)
Zanim jednak dokonacie zakupu, upewnijcie się czy Wasz kontrahent jest godny zaufania. Najszybciej zrobicie to wyszukując jego posty na forum (czy sprzedawał wcześniej, jeżeli tak to co i w jakiej ilości). Warto zwrócić też uwagę na jego staż na forum i ilość postów. Jak jest „nowy” to ryzyk-fizyk. Kiedyś jeszcze miało sens pisanie próśb wystawiania produktu na allegro, ale od ~2019 roku to tak szaleją z prowizjami, że taka oferta robi się mało atrakcyjna.
Na grupach dyskusyjnych możecie trafić na oferty osób, które mają naprawdę duże zasoby ogniw. Cenowo to niestety loteria, ten sam model ogniwa potrafi mieć rozjazd 3-5 zł/szt.. Przy małych zamówieniach, dosłownie kilku sztuk, koszt dostawy psuje sens całej zabawy. Jednak przy konkretnej już ilości, liczonej w dziesiątki, a nawet setki, można zrobić dobry interes.
Zauważyłem, że wiele osób z takich grup ma te same ogłoszenia na OLX. Treści pokrywają się w 90-100%. Zdjęcia są też te same, dzięki temu łatwiej będzie Wam poznać te oferty.
Allegro / OLX
Allegro, jako zaletę, ma ochronę kupujących. Ale aby odzyskać kasę, musicie płacić przez PayU + złożyć doniesienie na policji o popełnieniu przestępstwa – droga przez mękę, jeżeli chcecie odzyskać kilka złotych. Drobni sprzedawcy prywatni, są już zepchnięci do Allegro Lokalnie, aby tam finalizować swoją sprzedaż.
OLX na początku był fajną alternatywą dla Allegro. Niestety, z czasem i tam doszły opłaty za „usługi serwisowe”. Jak na złość, dodają oni co chwilę nowe zasady ochrony kupujących, zwiększając przy tym swoje prowizje. Aktualnie jako zaletę, macie 24h na sprawdzenie przesyłki, od momentu odebrania, zanim sprzedający uzyska pieniądze. Jak działa taka ochrona, niestety nie wiem. Nie miałem sytuacji, aby wykorzystać ją jako kupujący, ani nikt nie użył jej „przeciwko mnie”.
ERLI
Mało znana alternatywa dla Allegro, działający sobie spokojnie „w jego cieniu”. Możecie trafić tam tych samych sprzedawców co na allegro, jednak mających jednak nieco niższe ceny z racji, prawdopodobnie, niższej prowizji. Wysyłki są za darmo od 49 zł bez żadnych pakietów itp. Jeżeli się nie mylę, trzeba się tylko zarejestrować. Warto tam zerknąć.
Aliexpress / Alibaba
Od dawna, w celu oszczędzenia kilku złotówek, kierujemy się do naszych przyjaciół zza wielkiej wody. Głównie wybieramy Aliexpress, ale nie są oni jedyny wyborem, choć trzeba przyznać, że największym. Niestety bardzo łatwo tam się naciąć, o czym napisałem w innym wpisie, do którego serdecznie zachęcam.
Alibaba to taka hurtownia w stosunku do Aliexpress. Możecie kupić kilka sztuk, a możecie nabyć i cały kontener. Jak chcecie jakiś rebrand, proszę bardzo, znajdziecie tutaj to czego dusza zapragnie i, jak sypniecie groszem, dostosują towar do Waszego „widzimisię”.
Banggood (BG)
Bardzo popularny niegdyś sklep, wysyłający naprawdę pokaźne ilości paczek do naszego kraju, dziś jest nieco na uboczu. Od czasów rozprzestrzenienia się pandemii Covid19, dostał nieco po kieszeni. Ceny wywindowały też niesamowicie z racji doliczanego VAT-u. Ostatnio jednak widzę, że wraca do gry. Jednak tylko z elektroniką (i dobrymi kodami), na dobrą cenę ogniw tam nie liczcie.
AMAZON
Duży wybór ogniw i dziwnie wysokie ceny. Akumulatory 18650 mają czasem tak absurdalnie wysokie ceny, że na bank ich nie kupicie. A najlepsze jest to, że chore ceny tyczą się głównie ogniw o wątpliwej reputacji. Wisienką na torcie są modele 18650 osadzone w dziale z bateriami jednorazowymi. Tak więc trzeba się nieco „postarać”, aby kupić tam jakieś lewe ogniwo.
źródło: Amazon
EBay
Zakup ogniwa w tym miejscu to ostateczna ostateczność. Szansa na podróbkę jest bardzo duża. Na wielu portalach zagranicznych padają stwierdzenia, że EBay, nie jest wartym miejscem na tego typu zakupy (zaraz obok Aliexpress :)). I ciężko temu zaprzeczyć, tutaj nawet nie ma co się sugerować ocenami i stażem sprzedającego – są one kompletnie nic nie warte. Badziewie jest wciskane równo.
źródło: EBay
Są jeszcze inne portale sprzedażowe, choćby wszystko.pl, ale on dopiero raczkuje po baaaaardzo długich i zamkniętych testach, tak więc i oferta, którą ma aktualnie, nie powala. Nie ma nic na wzór SMART-a czy Prime. Poczekamy na rozwój sytuacji.
Zakup ogniwa 18650 / 21700 / 26650 – jakie powinno być jego napięcie?
Zaraz po zakupie ogniwa Li-Ion są gotowe do użytku. Powinny one być naładowane tylko częściowo i mieć napięcie ~3,5V – 3,6V. Jeżeli nie planujecie ich używać od ręki bądź w najbliższym czasie, zostawcie je z takim napięciem. Jest to napięcie tzw. storage, czyli idealne do przechowywania.
Gdyby okazało się, że planujecie je użyć w niedalekiej przyszłości, podładujcie je sobie w ładowarce, będzie „gotowe do akcji” w razie potrzeby.
Mimo wszystko, zawsze polecam przetestować zakupione ogniwa multimetrem. Nie musi być to wypasiony sprzęt, najtańsze modele sprawdzą się idealnie. Gdyby jednak ktoś chciał coś taniego, ale względnie „pewnego”, od lat takim modelem jest UT33. Jeżeli nieco majsterkujecie, proponuję dorzucić 10 zł do modelu z pomiarem temperatury. Przydatna sprawa dla fanów dłubania.
Jeżeli akumulator jest faktycznie nowy, jego napięcie powinno być w zakresie 3,6V – 3,65V. Gdyby jednak okazało się, że napięcie jest inne to:
W przypadku zakupów przez Internet, od firmy, macie 14 dni na zwrot. W uzasadnieniu nie musicie podawać powodów zwrotu. Oddajecie i już. Warunkiem jednak jest zakup na osobę fizyczną ORAZ zakup ogniw luzem. Gdybyście zażyczyli sobie budowę z nich np. pakietu, to zwrot Wam nie przysługuje.
Gdy zakup był od osoby fizycznej, napiszcie do niej. Może pomyliła zamówienia lub produkty. Jeżeli Was będzie ignorować, lub zbywać, możecie zgłosić to na policję jako przestępstwo. Jednak poniżej pewnej kwoty sprawa pewnie rozejdzie się po kościach.
Od biedy, możecie pierw zrobić zamówienie „demo”, czyli 1-3 sztuki ściągnąć, aby mieć pogląd na sprawę. Niestety z racji rosnących cen wysyłek, może być to nieekonomiczne. Jednak w razie wpadki, nie utopicie za dużo kasy. Gdyby i przy takim małym zamówieniu wyszedł kwiat, zignorujcie sprzedającego. Nerwy więcej Was będą kosztować niż to warte. Opcjonalnie przed zakupem poszukajcie w sieci informacji o tym sprzedającym, Google z reguły chętnie pomaga.
Zanim jednak zaczniecie jakikolwiek spór, zobaczcie raz jeszcze ogłoszenie. Być może to Wy się pomyliliście bądź nie doczytaliście wszystkiego. Ostatnio widzę różne ogłoszenia, gdzie sprzedający „w trosce” o kupującego testuje każde ogniwo przed wysyłką bla bla bla… Wybaczcie, ale ja nie kupuję tego typu treści. Podejrzewam, że te akumulatory to używki i ot co. Mogę się oczywiście mylić, gdyż prawdę zna jedynie sprzedający. Nie wytykając palcem, opisy wielu produktów w sieci, już od dawna czytam z przymrużeniem oka. Marketing osiąga, co rusz, nowe poziomy wciskania kitów.
Gdyby jednak rozjazd na napięciu był dość duży, ale wygląd fizyczny ogniwa nie budził żadnych zastrzeżeń, chyba będzie lepiej odpuścić temat i żyć dalej. Ogniwo ma, co najmniej, 500 cykli życia. Jeżeli stracicie kilka z nich, to i tak jestem pewien, że nie zauważycie tego.
Sam kupowałem ostatnio (2023r.) nowe ogniwa (kilkanaście różnych modeli) które miały napięcie początkowe wahające się od 3,45 – 3,6V. Przetestowałem i dane pokrywały się z notą. Zostawiłem je. Nie szukajmy problemów na siłę i nie liczmy na zawsze idealne wyniki napięcia, ideały nie istnieją a popadanie w skrajności nie jest wskazane.
Zaoszczędziłem kupując ogniwa „z odzysku”. Jak je sprawdzić?
Popularna LiitoKala Lii 600 najszybciej określi Ci ich orientacyjną kondycję. Jeżeli nie masz takich sprzętów, to naładuj ogniwo i zostaw na jakieś 2-3 dni. Jeżeli napięcie poleci mocno w dół, znaczy, że ma za duży upływ energii (mówiąc prościej, coś jest nie halo). Prawidłowo odchył powinien być nieznaczny ~ 0.02-0.04V. Niestety to tylko proteza i nie ma jednoznacznego opisu „o ile napięcie powinno spaść” na ogniwie, w ciągu x dni, aby uznać je za dobre.
Mimo wszystko, idąc po taniości, najlepiej będzie Wam zainwestować w taki sprzęt do pomiaru pojemności ogniwa z Aliexpress i będziecie wiedzieć na czym stoicie, bez zbędnego czekania. Ponadto, przemawia za nim duży zakres wyboru obciążenia, dzięki czemu może służyć nie tylko do Li-Ion, ale do innych akumulatorów. Należy pamiętać jedynie, aby dokupić odpowiedni koszyk. Linki są w dalszej części wpisu. Gdyby jednak były pytania, piszcie komentarze.
Opcjonalnie uśmiechnijcie się do jakiś znajomych z prośbą o testy. Jeżeli macie większą ilość ogniw, siłą rzeczy pomyślcie o czymś pokroju Lii600 aby na szybko zweryfikować ogniwa.
Dobre ogniwo nie powinno mieć dużej straty przy testach prądem 1C i na takim właśnie polecam robić testy ogniw z odzysku. Urządzenia pokroju LiitoKala Lii600 itp. przekłamią wynik. Jeżeli byście chcieli użyć takie używane ogniwa, choćby w nowoczesnych latarkach, gdzie sterownik pobiera co najmniej 3-5 amperów, to rzeczywistość szybko Was sprowadzi na ziemię i przekonacie się o tym, że LiitoKala to nie sprzęt do takich pomiarów. Więcej o tym pisałem chwilę wcześniej.
Tutaj raczej będziecie sugerować się ceną, później pewnie pojemnością. A klasycznie skończy się wybraniem odpowiedniego stosunku pojemności do ceny. Niestety nie przerabiam za bardzo tych ogniw, więc tutaj nie polecę nic konkretnego.
Tutaj odniosę się do fatalnych biegunów dodatnich tych ogniw (potwierdzone praktyką). Przy twardszych sprężynach „plus” potrafi się nieco wgnieść. Miałem tak kilka przypadków 2-3 lata temu i słyszałem pojedyncze głosy o tym. Jako że kilka uszkodzonych sztuk nie jest miarodajnym wynikiem, aby móc jednoznacznie stwierdzić wadę fabryczną, i tak odpuściłem ten model. Ostatnio na blogu padły komentarze o nich potwierdzające, że defekt dalej jest widoczny. Niby pojedyncze przypadki, ale jednak dalej są. Treść ta jest wyłącznie informacją poboczną. Nie traktujcie tego jako nie polecanie produktu.
Opcjonalnie kupcie ogniwo, które zaleca producent, ale z praktyki wiem, że te mają cenę (nawet!) 3 cyfrową, bądź przebicie w stosunku do innych marek jest bardzo wysokie a różnią się, od większości ogniw zabezpieczonych, głównie koszulką. Przeciętny użytkownik nie zauważy różnicy.
LiitoKala (często są to ogniwa marki Panasonic, SAMSUNG czy LG, opakowane w koszulkę Lii, albo z dodaną ich naklejką)
Patrzcie na modele LG czy Samsunga i możecie już szukać „tych samych” modeli z naklejką LiitoKala, jednak prywatnie jestem „na nie” z nimi.
XTAR (w środku ponoć jest Panasonic, wcześniej były to SONY). Oni są raczej niszą, ale jak traficie w dobrej cenie, myślę, że warto się pokusić. Zaletą tych ogniw jest stosunkowo dobra cena za modele z PCB (zabezpieczone).
Wierzcie mi, wymienione tutaj ogniwa 18650 to wierzchołek góry lodowej. Tych akumulatorów jest bardzo dużo. Jeżeli miałbym wymieniać warte uwagi, to można by było na upartego wymienić niemal każdy model największych producentów.
Nie mając zbytnio pojęcia o tematyce ogniw, to najważniejsze co musicie wiedzieć przed zakupem to czy potrzebujecie ogniwa wysokoprądowego czy nie. W przypadku latarek, w znacznej większości wystarczały standardowe akumulatory, niestety nowsze modele wymagają więcej prądu i wskazane są ogniwa wysokoprądowe. Jeżeli budujecie pakiet do elektronarzędzi, odkurzacza itp., ewentualnie chcecie zasilić e-papierosa, to już wchodzą w grę wyłącznie ogniwa wysokoprądowe. I to jest kolejny temat, który doczeka się rozbudowy w osobnym wpisie. Nie można tak łatwo poradzić coś w kilku zadaniach, za dużo „pobocznych” możliwości. Plany udostępnienia tego wpisu to wrzesień-październik 2023r.
Gdyby ktoś szukał ognia zabezpieczonego 21700, klasycznie polecam zerknąć w stronę KeepPower-a jako tańszą alternatywę dla ogniw „latarkowych firm”.
Chwalą też, choć osobiście nie miałem styczności
iJOY
Efest
Mamy to samo co przy 18650, można by jeszcze modeli trochę wymienić, ale wymienianie każdego modelu mija się z celem (moim zdaniem). Przy zakupie akumulatora uwzględnijcie przede wszystkim pojemność. Zakup ogniwa 21700 / 20700 o pojemności 3000 – 3500mAh jest lekko chybiony i tutaj bym się wstrzymał z takim zakupem. Na pewno znajdziecie niewiele drożej 21700 z pojemnością 4000-5000mAh za niewiele więcej.
Ogniwa 21700 dla E-palaczy odsyłam na zaprzyjaźnione forum. Ja tej tematyki nie obserwuję i nie wiem co tam warto kupić do tych urządzeń. Zawsze lepiej zapytać praktyków niż teoretyka. Wiem, że Wam tam dobrze doradzą, bo jestem tam co jakiś czas aktywny i pełen podziwu jakie to niezdrowe cuda tam tworzą 😉
Polecane akumulatory 26650:
Keeppower (są zabezpieczone)
P2665C
UH2655C – 5500mA
UH2655 – 5500mAh
Panasonic
26650A
Shockli
26650 5500B
26650 5000mAh (Black)
26650 5250mAh (Green)
LiitoKala
Lii 50A
Lii 51S
Lii 53S („następca” Lii51) -> 26700!
26650-55A 5100 mAh
Można by jeszcze wymieniać, ale nie robię listy ogniw, a jedynie wymieniam, moim zdaniem, najpopularniejsze.
Osobiście polecam trzymać się „elity” – Samsung, LG, Sony czy Panasonic/SANYO (kolejność przypadkowa). I są one pewnymi markami, a nie rebrandami.
Markowe ogniwa 18650/21700 LiitoKala (z naklejką) – sprawa mocno dyskusyjna
Ogniwa z naklejką/koszulką Lii są powodem do dyskusji na wielu frontach. Zdania na ich temat są podzielone i ta dyskusja toczy się od lat bez jednoznacznej racji żadnej ze stron (brak solidnych testów na naprawdę szeroką skalę). Jednak czas, kolejne testy różnych użytkowników tych ogniw, przechyla powoli szalę zwycięstwa na stronę osób stwierdzających, że ogniwa Lii, z naklejką, to fake.
Rozchodzi się o podejrzenia, że LiitoKala wypuszcza ogniwa LG, czy innych producentów, będące faktycznymi „odpadami” z taśm produkcyjnych. Odpad to może nieco mocne słowo, ale chodzi mi o to, że są to akumulatory jakiejś większej firmy (LG / SAMSUNG), które nie przeszły jakiś wewnętrznych testów i poszły do sprzedaży jako ogniwa II kategorii – mowa TYLKO o modelach z naklejką Lii.
źródło: Aliexpress
Oczywiście twardych dowodów na to nie ma, jednak jak wytłumaczyć fakt, że ogniwo bezpośrednio od producenta kosztuje 2x więcej niż „takie samo ogniwo”, ale z naklejką LiitoKala? Nawet traficie modele z gotowymi zgrzanymi blaszkami, gdzie żaden czołowy producent tego nie ma w ofercie dla sprzedaży detalicznej.
W sieci są testy z rozładowania, gdzie „Kala” trzyma się wyniku zgodnego pojemnością z oryginałem, lecz więcej znajdzie się danych które temu zaprzeczają. Dla przykładu HG2 z, bodaj, kilkunastoma cyklami.
źródło: salonrozchmurzonych
Niuans, w tym przypadku, tkwi w tym na jakim sprzęcie był przeprowadzony test. Ładowarka wielokanałowa nie powie Wam całej prawdy. Pragnę jednak podkreślić, po raz n-ty, że Lii600 (i inne tego pokroju) robią test pojemności „z grubsza”. Prąd rozładowania tam jest mały i w przypadku nowych ogniw, nie ma to większego znaczenia. Chyba że traficie na chamską podróbkę, jak na zdjęciu.
Jeżeli jednak kupicie akumulatory używane, to można się grubo przejechać na takim teście (idealnym przykładem wpis o darmowych ogniwach 18650). I nie chodzi tutaj o ogniwa LiitoKala, ale ogółem. W dalszej części wpisu też o tym się przekonacie. Opinie, na wielu portalach, takie akumulatory z odzysku mogą mieć dobre, wręcz idealne, ale wiele osób wystawia komentarz do zakupu na podstawie tego, że coś działa albo że dotarło w całości i już. Miarodajność takiej opinii jest zerowa.
Na deser dodam, że nadruki na koszulkach ogniw „markowych” z naklejką Lii, niejednokrotnie, mają inne czcionki niż w oryginałach. Ich rezystancja wewnętrzna bywa na tyle duża, że modele wysokoprądowe „padały na pysk” po dodaniu dużego obciążenia, gdzie oryginał działa bez problemu.
Dla małego zobrazowania sytuacji, wykres z rozładowania oryginalnego LG HG2 vs akumulator marki LiitoKala (ten z naklejką Lii). Ponad 3 minuty wystarczyły, aby ogniwo „Kali” osiągnęło tragiczną temperaturę pracy.
źródło: pepper
Oryginalne ogniwo 18650 LG HG2, przy tym samym natężeniu prądu, działało bez zarzutu.
źródło: pepper
Jeżeli chodzi o i ich akumulatory, z naklejką, to uważam, że możecie je używać, ale pod jednym warunkiem. Będą służyć Wam jedynie jako zasilanie „luzem” i do natężeń kilku amperów. Co do luzu, rozchodzi mi o zasilanie nimi urządzeń jako pojedyncze ogniwa 18650/21700, a nie robienie z nich wydajnego pakietu, który później zgrzewacie i dodajecie mu balanser. Siedzę na wielu krajowych forach i nie spotkałem osobnika, który by budował tego typu pakiet z ogniw marki Lii.
Wyjątkiem jest YouTube, gdzie znajdzie się nie jeden taki film, ale ja do nich podchodzę z dużym dystansem. Może kluczem tutaj jest właśnie balanser, którzy czuwa nad rozładowaniem ogniw oraz ich temperaturą? Wyszłoby, że tak „chronione LiitoKale” są bezpieczniejsze w użytku, ale to tylko domysły. Wcześniej zastanawiałem się czy, poza kamerą, takie pakiety nie są później rozbrajane, ale doszedłem do wniosku, że to nie ma sensu, i pomyślałem wtedy właśnie nad tym balanserem. Może jednak coś w tym jest…?
Pakiety z ogniw Li-ion
Pakiety jakie znamy, z kabelkami i BMS-em, nie są popularne przy latarkach. Częściej spotkamy modele zasilane na kilka ogniw „w pakiecie” jako wkładanych pojedynczo, np. bestia Astrolux MF01S. Klasyczne pakiety będą stosowane do lampek rowerowych, gdzie oświetlenie idzie w tysiącach lumenów, jak ma to miejsce w modelu KDLight BL70s.
W tej części wpisu skupimy się jednak na pakietach „tradycyjnych” z ogniw 18650 (jak dla BL70s). Analogicznie możecie zrobić je z akumulatorów 21700 które, w niektórych przypadkach, wypierają 18650.
Co to jest pakiet ogniw i jak jest zbudowany
Pakiet to połączenie (z reguły) 2-óch lub więcej ogniw, w celu zwiększenia ich pojemności i/lub napięcia. Ogniwo pojedyncze, z płytką zabezpieczającą, też jest pakietem – jest to pakiet 1S.
Bardzo ważne jest też podłączenie BMS-a w takich pakietach, przykłady znajdziecie niżej.
źródło: himaxelectronics.com
Budowa pakietu Li-Ion (w skrócie)
Dobór ogniw do pakietu nie można zostawić przypadkowi. Każde ogniwo musi być sprawdzone pod kontem napięcia, impedancji/rezystancji oraz pojemności. Ogniwa najlepiej dobierać tego samego producenta i ten sam model. Zalecania do budowy pakietu są dość podobne i różnice na ogniwach nie powinny przekraczać:
Dla napięcia (V) – 10-20mV
Impedancji (Ω) – 5mΩ
Pojemności – (mA) – 20mA
Aby przygotować ogniwa do pakietu musicie sprawdzić każde z nich. Po teście powinny one poleżeć co najmniej 2-3 dni i zostać ponownie sprawdzone, czy wyniki które otrzymaliśmy wcześniej są stabilne. Jeżeli na jakimś ogniwie wynik jest wyraźnie niższy niż powinien, ogniwo ma upływność napięcia i nie nadaje się do pakietu. Będzie tutaj, dosłownie i w przenośni, słabym ogniwem.
Jeżeli macie już naszykowane akumulatory, kolejnym krokiem jest ich zgrzanie. Po taniości robi się to taśmą niklowaną, jeżeli macie większy budżet, zaleca się użycie niklowej.
Oszczędności widoczne gołym okiem na taśmach do zgrzewania (tanie pakiety z Chin)
Jeżeli już zgrzejecie wszystko, musicie teraz podłączyć BMS czyli Battery Management System.
Co to jest BMS?
BMS to elektronika, która czuwa nad tym, aby za głęboko nie rozładować/przeładować ogniw. Chroni one je dodatkowo przed zbytnim przeciążeniem, ograniczając maksymalny prąd poboru z ogniwa. BMS występuje on w wersji z balanserem (balancerem) bądź bez.
W pierwszym przypadku taki BMS jest tańszy, lecz nie kontroluje naszych ogniw. Ładowanie wtedy jest takie samo dla całego pakietu. Jeżeli trafi Wam się w pakiecie jakieś felerne ogniwo, to BMS tego „nie zauważy” i będzie ładować cały pakiet takim samym natężeniem. Skutkiem tego jedno z ogniw może być niedoładowane, a inne przeładowane.
W przypadku wersji z balanserem, ogniwa które są już naładowane nie będą doładowywane, bo balanser „przyjmie na siebie” ich energię, wytrącając ją poprzez rezystor (w postaci ciepła). I tak do momentu aż ogniwo z najniższym napięciem osiągnie 4.2V. Niestety, w tanich balanserach prąd balansujący jest tak mały, że wręcz pomijalny.
Nie ma róży bez kolców. Mimo że BMS z balancerem pomaga nam w ogólnym utrzymaniu kondycji pakietu, to jaki by prąd balansujący nie był, jest on marnowany w postaci ciepła. Są płytki bardziej zaawansowane, które mają opcję „przelewania” energii między akumulatorami (active cell balancing), co sprzyja ekologii/ekonomii, jednak nie zagłębiałem tego tematu aż tak. Wychodzi on grubo poza kompendium, gdzie ma być wszystko prosto i łatwo opisane.
Kolejnym krokiem jest podłączeni wtyku do ładowania/rozładowania pakietu, naklejenia zabezpieczeń i na pakiet
Przykładowy pakiet 2S (od środka) możecie zobaczyć w tym wpisie.
Rodzaje połączeń w pakietach
Połączenie równoległe
Napięcie pakietu pozostaje bez zmian, zwiększa się jedynie pojemność
Oznacza się je literą „P” z języka angielskiego parralel
Najprościej mówiąc – łączymy „plus” ogniwa z innym „plusem” i „minus” ogniwa z innym „minusem”
Połączenie równoległe ogniw 18650 ; źródło: batteryuniversity.com
Pojemność akumulatorów w takim pakiecie będzie się sumować jedynie pod warunkiem, że każde będzie miało taką samą pojemność. Jeżeli trafi się jedno ogniwo, o mniejszej pojemności niż reszta, będzie ono wąskim gardłem. Stracicie na pojemności całkowitej. Ponadto, taka sztuka będzie podczas ładowania się nie doładowywać, a inne przeładowywać. Przy rozładowaniu pakietu, może ono zejść z napięciem nawet do 0V. BMS w takim przypadku będzie miał dużo pracy.
Dla przykładu – 4 ogniwa 18650 o różnych pojemnościach – 3x 3400mAh i jedno 1700mAh da nam w sumie jedynie 11900mAh pojemności.
Połączenie równoległe ogniw 18650 ; źródło: himaxelectronics.com
Połączenie szeregowe
Zwiększa się napięcie, pojemność pozostaje bez zmian
Oznacza się je literą „S” z języka angielskiego series
Łączymy „minus” ogniwa z „plusem” następnego ogniwa
Połączenie szeregowe ogniw 18650 ; źródło: batteryuniversity.com
Tak samo jak w przypadku połączenia równoległego, taki i tutaj musimy starannie dobierać ogniwa w pakiety. W przypadku gdy jedno z ogniw będzie miało niższe napięcie niż pozostałe, uszkodzenie pakietu to kwestia niedługiego czasu.
Połączenie szeregowe ogniw 18650 z źle dobranym ogniwem ; źródło: himaxelectronics.com
Warto dodać, że ogniwa które łączycie w pakiet mają różne oznaczenia np. 2S, 2P czy 2S2P bądź 10S3P. Jak wspominałem wcześniej, owe „S” i „P” to oznaczenia ogniw połączonych w szeregu bądź równolegle.
Aby to jakoś zobrazować, przyjmijmy, że łączymy w pakiet ogniw 18650 Samsung Q30 które mają napięcie nominalne 3,6V oraz pojemność 3000mAh.
2P – dwa ogniwa połączone równolegle; 3,6V i 6000mAh pojemności
2S – dwa ogniwa połączone szeregowo; 7,2V i 3000mAh pojemności
2S2P – po dwa ogniwa połączone szeregowo i dwa równolegle; 7,2V i 6000mAh pojemności (bardzo popularne pakiety dla lampek rowerowych z racji pojemności do wagi i gabarytów)
10S3P – 10 ogniw połączonych szeregowo i 3 równolegle; 36V i 9000mAh pojemności (popularne w hulajnogach)
Aby najprościej Wam było zapamiętać które to „S” a które „P”, to skojarzcie połączenie „S” (series) jako Szeregowe. Wtedy innego wyjścia nie ma jak to, że „P” jest połączeniem równoległym.
Wymiar ręka termokurczliwego do budowy pakietu z ogniw 18650
Wielu z Was pewnie chciałoby zbudować pakiet z ogniw Li-Ion. Jednym z największych wyzwań jest dobór odpowiedniego rękawa i jego wymiarów. Na szczęście na Ali znalazłem małą poglądową ściągę. Rękawy ze zdjęcia, możecie kupić w tym sklepie.
źródło: sklep Aliexpress, link nad grafiką
Wymiary pakietów po zbudowaniu
Kolejna ściąga która, orientacyjnie, powie Wam jakiej wielkości będzie zbudowany pakiet z ogniw 18650. Poniższe nie uwzględnia kabli czy BMS-ów.
źródło: himaxelectronics.com
Alternatywa dla budowy pakietów z ogniw Li-Ion
Gdy nie mamy zgrzewarki, weny, chęci, umiejętności, czasu (niepotrzebne skreślić), ale mamy trochę ogniw i chcemy mieć pakiet, z pomocą przychodzą Wam BOX-y. Można je spotkać w kilku odmianach – na 2 ogniwa, na 4 i na 6. Może coś się jeszcze znajdzie, ale aż tak nie zagłębiałem się w temat. Zresztą większe niż na 6 ogniw będą już dość duże i tutaj polecam zrobić pakiet taki jak być powinien.
Wszystkie takie pojemniki są w trybie 2SxP, czyli mamy zwiększone napięcie do 7,2V nominalnie (8.4V po naładowaniu) i pojemność pakietu rośnie wraz z wielkością pojemnika. Możecie je dostać u naszych skośnookich braci.
Tym „nalotem” na sprężynkach się nie sugerujcie. Podejrzewam, że jest to fekt jakiegoś zwarcia, lecz zdążyłem zareagować w porę i sprężynki „nie skuliły się” (spłaszczyły).
Niewątpliwą zaletą takich pojemników jest szybka wymiana akumulatorów i możliwość jazdy z ich zapasem, bez obaw, że zastanie nas ciemność. Łyżką dziegciu jest fakt, że są czułe na pomyłki i błędnie włożony akumulator spowoduje zwarcie. Co za tym idzie, nici ze świecenia. Tak więc jeżeli byście mieli takie cudo (samo używam), to podczas podmiany akumulatorów zachowajcie szczególną ostrożność!
Po powrocie z trasy należy odkręcić wieczko, aby pojemniczek nie był w stanie „czuwania”. Mimo bezczynności, potrafi konsumować energię z akumulatorów. Nie jest to bardzo dużo, jednak ziarnko do ziarnka i nici z przejazdu jak po kilku dniach wybierzecie się w trasę.
Na pociechę dodam, że te pojemniki mogą też robić za powerbank. Mają wyjście USB i można do nich podłączyć np. telefon by ładować go w trasie (przewód do telefonu musicie mieć swój). Niestety nie wiem jak z ich wydajnością, ale chyba gorzej niż z chińskimi obudowani do powerbanków nie będzie. Tak czy siak, na wyżej niż klasyczne 5V nie liczcie.
Strefa testów 18650
Markowe akumulatory w akcji. Test po roku użytkowania
Do testu markowych ogniw wybrałem 2 modele które są u mnie najczęściej w użyciu. Ładowanie mają średnio co trzy, może cztery, dni. A pod lupę idzie:
Panasonic NCR18650B (użytkowany ponad rok, ładowany różnymi prądami, nie oszczędzany)
Sanyo NCR18650GA (służy mi ponad rok, ładowany maksymalnie 1A)
Do testu użyłem wartości:
2.1A
2.8A
1C
Pierwsze dwie wartości wybrane zostały z powodu najczęstszego zastosowania w latarkach, a trzecia, aby sprawdzić, jak wygląda prawdziwa (moim zdaniem) pojemność akumulatora, w stosunku do tego co producent naklepał na etykiecie. Wyniki które są na wykresach lekko przekłamują rzeczywistość użytkową, gdyż rozładowanie robiłem do napięcia 2,5V. Realnie, większość sprzętów wyłączy się, gdy napięcie spadnie do ~3V.
Panasonic NCR18650B
Sanyo NCR18650GA
Teraz wiecie czemu warto inwestować w ogniwa markowe, a nie cuda z Chin zwane popularnie Fake 18650.
Markowe akumulatory w akcji. Test po ~2 latach gdy były odłożone w pełni naładowane
Mały (nieplanowany) test akumulatorów które były nieco błędnie „przechowywane”. Tak de facto zostały naładowane w celach użytkowych, do późniejszego użycia. Jednak życie swoje i finalnie przeleżakowały dłużej niż było to docelowo przewidziane.
Dla przypomnienia, napięcie storage, to 3,6 – 3,7V dla Li-Ion. Te miały 4,2V. Ogniwa omawiane tutaj, mają w okolicy 3 lat na chwilę obecną (06.2023r.).
Na pierwszy rzut, test ładowarką LiitoKala Lii600. Aby, z grubsza, zerknąć, jak ma się ich kondycja po takim długim czasie bezczynności.
I mamy piękny widok. Pojemność miód malina. Wyniki wyższe niż pierwotne (pomijam natężenie). Ale te ładowarki potrafią „pokazywać to, co nasze oczy chcą ujrzeć”. Czas więc zweryfikować pojemność zgodnie z ich etykietą – czyli 3.3A i „zjazd” do 3V.
Wyniki to kompletna loteria. Jedne są względne, inne tragiczne.
Przemyśl sobie!
Jeżeli ogniwa mające 3 lata, niezbyt często eksploatowane, mają takie dobre wyniki w popularnych ładowarkach, to pomyślcie sobie, ile jest wart taki test dla ogniw używanych cały czas, np. w baterii laptopa, po 2-4 latach, albo i więcej, codziennej eksploatacji. A wy szukacie ogniw do obciążeń 2-3A./su_box]
Tym oto prostym sposobem widać, że ogniwa używane, najlepiej testować większym natężeniem, aby pokazała się ich faktyczna kondycja. Te akumulatory nie nadają się już do poważniejszej pracy, chyba że potrzebujecie do jakiś lamp solarnych czy innych takich, gdzie wymagany jest bardzo mały pobór energii. Niestety, dla znacznej większości osób, takie ogniwa to odpad (te z baterii laptopów, ale to udowodnię w innym wpisie :)).
Naprawa ogniw 18650. Uszkodzenia fizyczne i chemiczne
Naprawa ogniwa ze spadającym napięciem (ingerencja mechaniczna)
Na YouTube można znaleźć multum poradników. Wiele z nich jest naprawdę ciekawych, inne rzecz gustu, ale są i takie które nie wiem jakim cudem nie zostały jeszcze zdjęte. Przykład, tego ostatniego, macie w tym filmie.
W skrócie. Jest fatalnie. Ogniwo ma bardzo niskie napięcie. Trochę kombinowania, małe zwarcie biegunów i operacja udana. Ale czy aby na pewno? Taka "naprawa" to czysta głupota. Jeżeli ogniwo odmówiło współpracy, to jakiś widocznie powód był. Na filmie, który widzimy wszystko działa, jednak nie wiadomo co było później. Ogniwa z depakietu to koszt ~10 zł. Czy warto ryzykować zdrowie za takie pieniądze? Nie sądzę.
Reaktywacja ogniwa z napięciem 0V
Gdy wasze ogniwo ma 0V, możecie pokusić się o jego odratowanie. Polecam kupić jaką tanią ładowarkę marki XTAR. Ma ona opcję ratowania ogniw. Podkreślam jednak, że to OPCJA, nie gwarancja. Miałem okazję ratować ogniwa modem MC1, a ostatnio, testować modele SC1 i SC2 na "pacjentach zero". Egzamin zaliczyły.
Jeżeli dysponujecie zasilaczem laboratoryjnym bądź czymś podobnym, możecie go użyć do podbicia napięcia na akumulatorze. Ustawiacie prąd 0.1A i napięcie 4.2V. Podłączcie pacjenta pod "respirator" i niech się kuruje. Jak długo? Nie wiem, wszystko zależy od przypadku.
Gdy reaktywacja nie przynosi żadnego skutku (ogniwo z napięciem 0V)
Próbowaliście z ładowarką, zasilaczem laboratoryjnym i dalej nic? Obawiam się, że zadziałało zabezpieczenie np. CID. Mówiąc krótko - po zawodach. Akumulator jest uszkodzony od środka i nie podlega to jakiejkolwiek możliwości naprawy.
Zanim będziecie wyzywać producenta, że zaczął tworzyć buble, powiem Wam, że macie farta. Ogniwo popełniając "harakiri", oszczędziło Wam problemów. Na temat zabezpieczenia CID pisałem nieco wcześniej w tym wpisie.
Stukanie / grzechotanie ogniwa 18650
Jakiś czas temu, na forum swiatelka.pl, poruszony został temat o stukaniu, które można było usłyszeć w ogniwie 18650. Padło na Samsunga. Dla zobrazowania film, który wstawił admin (autor wątku).
Nie jest to nowy temat, można było o tym usłyszeć wcześniej
Niby tylko stukanie, ale ono właśnie podzieliło nas (dyskusyjnie), na to czy jest to bezpieczne czy nie. Moim zdaniem nie jest to normalne, w końcu nie ma o tym słowa w żadnych z katalogów ogniw, a przynajmniej ja nie widziałem. Akumulator 18650 w roli grzechotki jakoś mi się nie widzi. Przez moje ręce przeszły setki ogniw, nigdy nie miałem takiego przypadku i nie trafiłem na ten feler. To nie jest przecież zabawka i może wyrządzić dużą krzywdę. Moim zdaniem, stukanie świadczy o wadzie produktu i osobiście nigdy bym takiego ogniwa nie użył. Dla pewności zapytałem kogoś z BTO czy aby nie jestem w błędzie i co oni o tym sądzą. W odpowiedzi dostałem taką informację
Dzień dobry. Według naszej wiedzy w przypadku ogniw Li-ION nie powinno być słychać żadnych stuków przy potrząsaniu. W przypadku wstąpienia opisanych objawów, uznalibyśmy akumulator z uszkodzony i przeznaczyli go do utylizacji. Korzystnie z niego byłoby bowiem bardzo ryzykownie, mogłoby zakończyć się wybuchem i pożarem.
Idąc za ciosem admin forum skontaktował się z osobą, od której dostałem powyższą odpowiedź i po małej wymianie zdań, dostał taką informację:
Wczoraj sprawdziłem naszą dostawę dokładnie. Faktycznie na 100/szt z pudełka jakieś 5szt ma ten objaw. Po konsultacji uzyskałem odpowiedź, że jest to normlany objaw tak jak to opisaliście na forum. Takie zachowanie ustępuje po kliku-kilkunastu ładowaniach.
Jak stwierdził jeden z forumowiczów
Okładziny nasiąkają elektrolitem, delikatnie puchną i rurka nie ma już luzu.
I mamy dylemat co robić. Ja osobiście przytaję przy swoim (i zdaniu jednego z pracowników BTO). Skoro nie ma słowa o takim zachowaniu w kartach katalogowych i nie spotyka się tego przy ogniwach innych producentów, to nie jest normalne zachowanie. Zwracałbym takie ogniwa do sprzedawcy bez jakiegokolwiek gadania.
Przechowywanie ogniw (akumulatorów) Li-Ion
Im więcej sprzętu, tym więcej ogniw. Co za tym idzie, trzeb je jakoś przechować. Jeżeli liczba ogniw będzie oscylować do -nastu sztuk, to kupcie niedrogie plastikowe pudełeczka i po sprawie. Doskonale też sprawdzą gumowe etui, jednak ich cena nie jest najlepsza przy większej ilości i o wiele taniej wyjdą Wam wspomniane wcześniej plastikowe pudełka. W obu przypadkach macie wybór koloru czy ilości ogniw, które jednocześnie włożycie.
Przy dużych ilościach ogniw trzeba pomyśleć lekko do przodu. Kupno małych boxów jest nieekonomiczne. Osoby mające drukarkę 3D mogą pomyśleć, aby samemu coś wydrukować, jednak ceny filamentów nie są małe i finansowo nie opłaca się drukować takich rzeczy na większą skalę.
Osobiście używałem kiedyś pojemników dla majsterkowiczów, które bardzo fajnie się piętrowały. Niestety to dawne produkty z Castoramy, nie dostępne aktualnie w ich ofercie.
Ekonomicznie patrząc, pojemnik po płatkach mydlanych DZIDZIUŚ też sprawdza się też doskonale. I nie jest to już tylko moja opinia 😉
Najważniejsze, aby pamiętać, że akumulatory należy trzymać z dala od bezpośrednich źródeł ciepła, chronić przed wilgocią oraz zabezpieczyć je przed przemieszczaniem się w pudełku. Chodzi o ewentualną możliwość przewrócenia się akumulatorów i zwarcia biegunów.
Gdy mamy dużą ilość ogniw z odzysku, pamiętajcie, aby co jakiś czas sprawdzać ich napięcie. Gdyby okazało się, że spadło ono poniżej 2.5V, warto próbować je odratować i podładować. Niestety, nie jest to dobry sygnał o ich kondycji. Powtórzyłbym bym przechowywanie i jak sytuacja będzie podobna, pozbyłbym się takiego ogniwa. Nic z niego już nie będzie, a tylko zajmuje Wam miejsce.
Słownik pojęć związany z technologią litową
Pasywacja - jest procesem, w którym udział bierze chlorek litu (LiCl). Tworzy on film na powierzchni anody litowej chroniący ogniwo przed samorozładowaniem. Jego "cechą charakterystyczną" jest wysoka rezystancja, która podczas pomiarów, może wprowadzić w błąd i sugerować, że ogniwo jest rozładowane. Aby ją zniwelować, należy zrobić depasywację.
Co ciekawe, taki film może powrócić w przypadku, gdy pobór prądu jest niemal znikomy i, jak doczytałem, w niektórych przypadkach "pobudza się" taki akumulator. Jest to celowy zabieg obudzenia go większym prądem przez krótki okres, aby nie wystąpiło zjawisko niepożądane, czyli powstanie owego filmu i ponowne "uśpienie" baterii.
Częściowe rozładowanie takiego ogniwa i brak obciążenia w czasie, wpływa na szybkość pasywacji. Innymi słowy, im bateria jest bardziej rozładowana, tym szybciej później "usypia" po zdjęciu obciążenia.
Przykładowy akumulator do sterowników SIEMENS
Na temat pasywacji, jest ciekawy film na YouTube stworzony przez producenta ogniw - marki SAFT. Jest to firma z ponad 100-letnią tradycją i ich produkty cieszą się dużym zaufaniem.
Depasywacja - jest to "wybudzanie" ogniw litowych, głównie pierwotnych (nieładowalnych, jak klasyczne baterie), ale nie tylko. Ogniwa mają długi czas żywotności ~ 10 lat i bardzo mały stopień rozładowania, oscylujący w okolicy 1% pojemności rocznie. Taka bateria potrafi "zasnąć", powodując nieznaczny spadek napięcia. Aby zaczęła działać w niektórych urządzeniach musi mieć napięcie 3,65V, jednak podczas "hibernacji", może ono spaść do 3,6-3,55V. Aby wybudzić taką baterię należy włożyć ją do urządzenia i odczekać krótki czas. Pobór prądu zrobi swoje.
W przypadku niektórych urządzeń, jak czujniki, włożenie takiej baterii będzie powodowało pikanie/sygnał dźwiękowy będący informacją o rozładowanym zasilaniu. Wystarczy, w większości przypadków, poczekać jakiś czas a ogniwo "wybudzi się" i będzie podawać prawidłowe napięcie. Wtedy sygnał o rozładowanej baterii minie. Mając jednak na uwadze ogromne znaczenie zasilania dla maszyn przemysłowych (niskie napięcie - bateria "nie działa" - jest zanik zasilania - dane z pamięci podtrzymującej/ustawienia maszyny/sterownika giną bezpowrotnie), należy wcześniej "obudzić" taką baterię np. rezystorem.
Dla przykładu, czołowi producenci np. firma SIEMENS, mają w swoich instrukcjach, czy FAQ na stronie www, informację o tym fakcie. W przemyśle to naprawdę poważna sprawa i nie należy jej bagatelizować.
Strony warte uwagi
Niżej przedstawiam Wam kilka stron, które warto znać bądź chociaż odwiedzić, jeżeli interesujecie się akumulatorami Li-Ion.
Battery University - solidne źródło wiedzy o akumulatorach. Informacji od groma i jeszcze trochę. Niestety nie ma polskiej wersji tej strony
Endless Sphere - jak wyżej, jedynie w formie forum. Niestety po polsku sobie nie pogadacie
AllDataSheet - potężna baza not katalogowych, instrukcji i nie tylko
Forum Arbiter - polskie forum o pojazdach elektrycznych. Nie rzadko toczą się też rozmowy o akumulatorach i tematach z nimi powiązanych
Second life storage - wpis z pokaźną ilością informacji na temat ogniw 18650, 20650, 26700. Znajdziecie tam podstawowe informacje o ogniwie, jego zdjęcia oraz link do specyfikacji (Datasheet). Wyszukiwać akumulatory można po słowach kluczowych, marce, rozmiarze, pojemności czy modelu. Niestety nie zawsze wszystkie dane są dostępne, ale i tak jest to naprawdę pokaźny zbiór danych. Ponadto, jest tam też forum anglojęzyczne
Z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia pragnę złożyć wszystkim serdeczne życzenia. Z najważniejszych spraw to : dużo, dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności, pieniędzy i aby wszystko co chcecie, i planujecie, się spełniło. Ze spraw techniczno-latarkowych życzę mniej pogoni za lumenami, więcej energii w ogniwach i ciągłego oświecenia 🙂 Czysto prywatnie wszystkim fanom dwóch kółek życzę jak najwięcej bezawaryjnych kilometrów.
Korzystając z okazji, Szczęśliwego Nowego Roku 2018 !
LiitoKala Lii 100 już była przeze mnie omawiana i testowana w tym wpisie. Teoretycznie nowszy model, z dodatkiem „B”, powinien być w jakiś sposób ulepszony w stosunku do poprzednika. Przynajmniej tak jest z większością produktów. Niestety, w tym wypadku jest kompletnie inaczej. Nie wiedzieć czemu producent wydał model który jest, moim zdaniem, krokiem w tył dla modelu Lii 100.
Każdy kto spotkał się z Convoy s2+, usłyszał i o modelu Convoy c8. W skrócie, c8 jest typowym szperaczem. Idealnie sprawdzi się w miejscach gdzie potrzeba względnie małej latarki z dobrym reflektorem i naprawdę sensownym zasięgiem. Dodając do tego atrakcyjną cenę, jak na te możliwości, mamy popularność murowaną. Przy użyciu słabszych trybów mocy nadaje się też jako EDC. Często przewija się też jako propozycja lampki rowerowej, mając za sobą tylu samo zwolenników co przeciwników. Skoro jest taka fajna, to gdzie tkwi jej sekret ? Jak jest zbudowana ? W której roli sprawdzi się najlepiej ?
Czas na drugą lampkę która rozświetli nam drogę przed kołami. Wielu się pewnie ucieszy z testu bo jest to lampka typowo rowerowa, nie latarka 🙂 Z tym modelem wiązałem jakieś nadzieje. Gdzieś w sieci znalazłem jej opis że naprawdę fajna sztuka, dobra cena, ładnie i daleko świeci bo diody LED COB itd.. No to bach, wchodzę na ali, odszukałem, kupiłem, dostałem. No i mam co chciałem…
Niewiele firm na rynku, może pochwalić się takim powodzeniem z jakim spotkała się LiitoKala. Jej ładowarka Lii 100 jest mała, poręczna, posiada opcję power banku, a ilość modeli ładowanych baterii jest naprawdę imponująca. To wszystko za dosłownie kilkanaście złotych. Jedyna jej „wada”, to jedno miejsce na akumulator. Oczywiście wada, to pojęcie względne. Wszystko zależy co komu potrzeba. W tym wypadku, dla bardziej wymagających wydano model Lii 202. Czym różni się od poprzednika ?
Zastanawiałem się czy ten test rozbić na kilka części – w końcu mam kilka lampek do sprawdzenia. Lecz finalnie doszedłem do wniosku że mija się to z celem. Te produkty są tak bardzo podobne do siebie, że dzielenie ich na kilka wpisów jest bez sensu. Tak więc część czwarta, krótkich testów, będzie poświęcona kilku modelom najpopularniejszych tylnych lampek rowerowych z marketów. Ich ceny, w większości przypadków, nie przekraczają 5 złotych. Zobaczmy co za tą cenę otrzymamy.
Nie od dziś wiadomo że od przybytku głowa nie boli (z pewnymi wyjątkami). W końcu cyfry zawsze odgrywały dużą rolę w naszym życiu, ale największą z nich to chyba odgrywają w marketingu, niestety działając na naszą niekorzyść. W cenach produktów występuje magiczna liczba „9”, pensje pracodawca zawsze podaje brutto, a w świecie latarek toczy się walka o lumeny bądź luxy, z dużym naciskiem na to pierwsze. O ile chęć posiadania większej ilość światła jest w pewnym sensie uzasadniona, tak zabawne jest jak wiele osób przez ten detal wpada w pułapkę marketingu. Naprawdę masa osób kupuje cuda na kiju, będąc święcie przekonanym o swoim słusznym wyborze, nie wiedząc nawet jak bardzo się mylą.
Na początek informuję iż nie chodzi mi w tym tekście aby kogokolwiek urazić, zniechęcić do zakupu, psioczyć na firmę / osobą X czy Y albo stwierdzić że każdy sprzedawca kłamie. Zdaję sobie sprawę że wielu sprzedających bezmyślnie klepie opis na aukcję, czy do sklepu www, z hurtowni nie sprawdziwszy wcześniej nawet czy ma to jakiś sens, ale cóż, liczy się ilość i krótki czas dodania nowego produktu. Ogólnie to w świetle prawa wprowadzanie w błąd jest karane, tylko że nikt nic z tego nie robi. Nie ma co się dziwić, brak mocy przerobowej urzędów i niska szkodliwość czynu robi swoje. Pozostaje jedynie świadomość przy zakupie, ale jak jej wymagać ? W końcu nie możemy znać się na wszystkim…
Spokojnie, świata zbawiać nie będę, pragnę tylko niektórych oświecić przed zakupem latarki 😉
Ślepa pogoń za liczbami (lumenami)
Nie rozumiem pędu za czymś czego nie znamy, a chcemy mieć to możliwie jak największe, najmocniejsze i to jak najniższym kosztem. To ostanie jest chyba największym hitem, ale o tym za chwilę. Fora internetowe od dawana są zalewane pytaniami „jaka latarka do tego, czy tego ?”. Oczywiście uogólniam tutaj fora o tematyce latarkowej, ale temat dotyczy chyba każdej dziedziny. Najpopularniejsze tematy, moim zdaniem, to :
Komputer – kiedyś walka toczyła się o cyferkę przy ilości MHz, aktualnie patrzy się na ilość „rdzenióf”, które to często nie mają faktycznego przełożenia na wydajność w niektórych przypadkach. Dużo osób chce super wydajność i szukają wtedy sprzętu z procesorem i7 / i9 na pokładzie. W gazetkach bardzo często podkreślają że laptop ma procesor i7, ale szczegół że jest to wersja „u” lub „y” jest niejednokrotnie pomijany. Niewtajemniczonym w skrócie powiem że procesory z tej serii mają bardzo niski pobór energii czego następstwem jest mało powalająca wydajność. Ale nalepka i7 będzie na budzie, i to się liczy.
Rower – wiele osób chce kupić FULL-a za 2000 zł, bądź rower do DH za 3000. Oczywiście musi być nowy, bo kto by kupował używkę… Na portalach jest mnóstwo ofert z rowerami o chwytliwych nazwach „downhill”, „enduro” itp. Niestety na nazwach się kończy. Uprawianie takich sportów na tych rowerach to proszenie się o guzy, i to solidne. Osoby z mniej wypchanym portfelem zaglądają do marketów, a tam rower z pełnym „zawieszeniem” za 700 zł, nic tylko brać ! To że skok na takim rowerze może być wykonany tylko raz, już przemilczymy. Przy okazji takich właśnie dylematów polecam bardzo stary wpis z portalu Joe Monster o rowerach z marketu. Co prawda od tego czasu wiele się zmieniło, ale nadal gdzieś można trafić na niezłe produkty roweropodobne ważące tonę. I wierzcie mi, im cięższy rower to nie znaczy że jest lepszy, wręcz przeciwnie. Ja rozumiem że kogoś nie stać na rower z wyższej półki, bądź używał go raz na ruski rok, ale w takim wypadku lepiej kupić używkę z wyższej półki, niż nowy z wielu marketów spożywczo-elektro-sportowych. Jeden plus że jakość rowerów z tych właśnie sklepów, poszła nieco w górę i jest aktualnie o wiele lepiej niż kilka lat temu.
Wracając jednak do wątku, na pytanie które napisałem na początku, dość często padają stwierdzenia „bierz model Y”, zaraz później ktoś inny doda, „nie kupuj tego, weź markę X bo ma 1200 lm, a Y ma tylko 1000 lm”. Czemu tak często decyzją wyboru latarki, czy lampki rowerowej, są cyfry a nie faktyczna potrzeba ? Z czego to wynika ? Podejrzewam że pierwsze skrzypce gra niewiedza. W końcu pytamy, bo się nie znamy. Później mamy naiwność, ktoś się zna i podpowie coś od serca. Szkoda tylko że wielu z Was jak zakupi latarkę z Chin o mocy 1000 lm (w specyfikacji) będzie mieć faktycznie ich z 800-850 na wyjściu za szybą (realny przykład fabrycznego Convoya s2+ z Chin), wiele typowych Chińskich latarek nie osiąga nawet połowy deklarowanego wyniku. Baaa, są twory co nie osiągają nawet 1/1000 deklarowanych mocy. Chyba że ktoś naprawdę naiwnie wierzy w 10000 lumenów z lampki wielkości dłoni. Gdyby jednak dalej ktoś mi nie wierzył, wujek Google pewnie pomoże sprowadzić niektórych na ziemię, bo Diodek może kita chce Wam wcisnąć. Ale nie chce, wierzcie mi. W przykładzie takich latarek marketing doskonale zrobił swoje, i ile osób się już nabrało na tą ilość lumenów to głowa mała. W zasadzie to może nie do końca marketing, bo np. Ali po włączeniu polskiej wersji kole w oczy niemiłosiernie. Tutaj dużą rolę odgrywają zdjęcia latarek niczym mieczy świetlnych z gwiezdnych wojen. Co tutaj dużo gadać, zobaczcie sami na przykład 80000 lumenów zasilanych 1 aku. 18650 / 18350.
Pewnie większość nawet nie zauważyła że fabrycznie s2+ jest słabszy niż deklarowane ilości lumenów, bo latarka, mimo swoich małych gabarytów, potrafi pokazać pazur. Inna sprawa że wielu nie ma, bądź nie wie, jak takie coś zweryfikować. Jak ktoś ma w ogóle pierwszy raz styczność z Convoyem s2+ to doznaje efektu „wow !”. Liczba lumenów już jest nie istotna. I nie mówię tutaj o wersji 2.8 A, czy bardziej wyżyłowanych. Dla niewtajemniczonych wystarczy włączyć „skromne” 2.1 A na maksa. Podziw jak taka mała latarka daje taką moc jest gwarantowany.
Osobiście na co dzień mam 3 latarki, Convoy L6 do miejsc gdzie jest bardzo ciemno i potrzeba oświetlić większy teren. Manker U11 jako EDC i Nitecore Tube. Ta ostatnia wypluwa maksymalnie 45 lumenów wg. producenta. Szał, Convoy s2+ ma jakieś 18x więcej, nawet dla ładniejszej matematyki niech będzie 15x. I co ? Myślicie że brakuje mi jasności ? A skąd. Latarka (Nitecore Tube) ma 2 tryby ciągłego świecenie, słaby i mocny (strobo nie używam). W większości przypadków ten najsłabszy daje radę. Baaa, ten najmocniejszy w zupełności wystarczy aby polatać po komórce czy ciemnych zakamarkach.
Wciskanie kitu jak się da
Cały czas w ofercie popularnych portali sprzedażowych są latarki o niewyobrażalnej mocy, za śmieszne pieniądze. Opis elegancki, ilość lumenów podkreślona i pogrubiona, a najlepiej jak jeszcze jest zaznaczona na jakiś rzucający się w oczy kolor. Super, wiadomo że warto podkreślić cechy sprzedawanego produktu, ale niestety w wielu przypadkach mijają się one z prawdą. Parametry często podawane w aukcjach są brane z kosmosu (konkretniej z opakowania/opisu hurtowni, ale skąd tamci jeszcze go biorą, to tylko Bóg jeden wie). Bo jak inaczej wytłumaczyć latarkę o mocy 20000W ? Lumeny, i ich ilość, też powala – ponad 50000 i to na jednym ogniwie 18650 ! A to wszystko za ~ 100 złotych !
Inne beznadziejne przypadki które możecie spotkać w opisach to :
„XPG CREE XM-L T6” – no to w końcu jak to idzie ? Jest to dioda XP-G czy XM-L ? Bo jak by nie patrzeć to dwie różne diody. Bywają i przypadki z diodami XPE XM-L. Takie tam combo którego nawet producent diody nie przewidział.
„Akumulator 18650 xxxx mAh” – pisałem o tym przy kompendium 18650 oraz fake 18650 i powtórzę raz jeszcze, NA DZIŚ DZIEŃ NIE ISTNIEJĄ ogniwa o realnej pojemności większej niż 3600 mAh, a w praktyce spotkacie się modelami 3300 – 3500 mAh. Sprzedawcy mogą sobie pisać że akumulator ma powyżej 4000 mAh bo jest wykonany w najnowszym procesie technologicznym, zastosowano w nim najnowszą technologię (chyba z NASA) czy inne takie. Co by nie było, to wszystko to bajka.
Latarka o mocy 20000W ? 50000 lumenów z jednej diody ? Nie ma problemu. A to wszystko zasilane jednym paluszkiem 18650 (wiem, powtarzam się). Technologicznie to nawet wspomniana wcześniej NASA jest w plecy przy tych cudach techniki. Ale czego to amerykańcy naukowcy nie wymyślą 😉
Zasięg ponad kilometra w latarce za 30 zł to chleb powszedni. Szperacz pełną gębą. Nie ma co przepłacać za markowy sprzęt.
Nazewnictwo typu „Police” czy „SWAT” całkowicie przemilczę. Z tymi grupami te latarki mają tyle wspólnego co moja zawartość mojego bloga z baletem.
Zastosowanie diody XM-L3 bądź XM-L4. Zakup obowiązkowy, będziemy w posiadaniu diody która jeszcze nie istnieje. Na dzień publikacji tego wpisu producent sprzedaje najnowszą XM-L-kę w wersji 2, czyli XM-L2. A powyższe modele są w sprzedaży od dawna.
Podejrzewam że tych bzdur jest więcej, dużo dużo więcej, ale szkoda nawet to maglować. Jest to niekończąca się historia, a papier wszystko przyjmie.
Modowane latarki Convoy
Po drugiej stronie barykady stoją osoby modyfikujące latarki. Są to ludzie lubiący się nimi bawić i bardziej wtajemniczeni w ich działanie, części etc. niż sprzedawcy którzy lecą z produktami na ilość. Zaglądając do sklepu czy ofert maniaków takich przeróbek, widzimy ten sam model latarki z ceną wyższą 2x, a nawet 3x. A najgorsze gdy ta modowana sztuka posiada mniejszą, bądź zbliżoną, ilością lumenów niż w sklepie. Pewnie nie jeden z Was wtedy pomyśli że to kompletne zdzierstwo, jak można tak naciągać ludzi ? Nie można, i nikt tutaj tego nie robi. Jest to niestety smutna prawda którą tak wiele osób nie akceptuje. Ślepo wierzą w etykietę sprzedawcy. W końcu sprzedający wie co pisze, nie ? Nie. Wytłumaczenie tego faktu jest proste i wspominałem o tym wcześniej. Osoby sprzedające sprzęt i traktujące go jako jeden z towarów do sprzedaży, działają metodą „kopiuj – wklej” z opisu hurtowni. Ktoś kupi, to fajnie, jak nie to trudno. Wciśnie się innej osobie. Często sprzedający nie są nawet świadomi że piszą bzdury (przynajmniej taką mam nadzieję). Osoby obeznane w temacie wiedzą że wydajność końcową w liczbie lumenów można orientacyjnie wyliczyć bez kupna mega drogiego sprzętu. Składa się na to m. in. :
temperatura jaką dioda osiąga podczas pracy
barwa diody
bin diody
wydajność sterownika
przepuszczalność szybki
Nawiązując do pierwszego podpunktu, musicie wiedzieć że ilość lumenów w latarce nie jest stała. Wraz z rosnącą temperaturą ich ilość maleje. Jest to raczej nie zauważalne dla ludzkiego oka, ale zjawisko to występuje naprawdę i jest całkowicie normalne. Nie świadczy w żaden sposób o wadzie latarki czy diody. Prosty przykład z kalkulatora.
Na start mamy 849 lumenów
A po nagrzaniu się, już „tylko” 796 lumenów
Za sprawą coraz większej popularności latarek Convoy można zaobserwować pewne błędne przekonanie o ilości potrzebnego światła. Najpopularniejszy model – s2+ ze sterownikiem 2.8 A ma, teoretycznie, 996 lm. Wiele osób z którymi rozmawiałem na temat latarek, i padło słowo „Convoy” koniecznie chcą mieć te 1000 lumenów. Bo to dużo światła, może służyć do samoobrony jako miecz świetlny i w same ochy i achy. Szkoda tylko że chyba niewielu pamięta stare latarki milicyjne za czasów PRL.
Nikt wtedy nie płakał że mała, słaba, nie ma opcji wciśnięcia akumulatora etc.
A dziś ? Wiele osób chce więcej i więcej. Osobiście już dawno odpuściłem gonitwę za światłem, pomijająć BL70s na rower, i modele z wyższej półki świetlnej traktuję raczej jako ciekawostkę. Bo po co komu kilka tysięcy lumenów skoro światło podziała nam kilka minut ? Po nagrzaniu się sterownik zaraz włączy ochronę i będzie zbijać ilość światła by nie doszło do przegrzania. Wiadomo że znajdą się nieliczni którym to się przyda, ale znaczna większość korzystająca z latarek w domu, ogrodzie czy piwnicy nie potrzebuje takich cudów. Chociaż teraz już widać że coraz więcej latarek ma zaimplementowane takie zabezpieczenie (przed przegrzaniem), które do tej pory były zarezerwowane dla moderów. Daleko nie ma co szukać :
Astrolux FT01
Astrolux FT03
Convoy s11
Oczywiście to tylko kropla w morzu. Warto pamiętać że ilość światła które da latarka jest odwrotna do czasu pracy urządzenia na akumulatorze. Widziałem Convoy c8 żyłowany do 9 A, ale to nie jest latarka a mały grzejnik. Poświeci troszkę i nie będzie się dało jej utrzymać w ręce. Na co to komu ? Do przyświecenia ok, dla szpanu, zawsze jakiś powód, ale większość rozczaruje się krótkim czasem pracy na akumulatorze. No niestety, albo rybki albo …
Na koniec dodam że nie mam nic przeciwko tzw. trybom TURBO. W końcu „pobicie” jasności też czasem przydatne gdy mamy duży teren do podświetlenia. Idealny przykład mega mocnego światła, w małej obudowie, to Astrolux MF01s
Markowe latarki o wyjątkowo małej mocy
Podejrzewam że nie jest to przypadek, bądź celowe działanie, że czołowi producenci latarek wrzucają jako najmocniejszy tryb 500 lumenów w czasie gdy Convoy s2+ daje prawie 2x więcej i za połowę ceny. Obie latarki są tej samej wielkości, bądź porównywalne. Mało kto patrzy że Convoy po kilkunastu minutach, na trybie max, nie będzie możliwy do utrzymania w dłoni. W najgorszym wypadku może nagrzać się nawet do 83 stopni ! (test tutaj). U konkurencji połowa mocy Convoya, ale po nagrzaniu się nie ma problemu z jej utrzymaniem. Latarka podczas działania jest ciepła, ale nie parzy. Tajemnica mniejszej ilości lumenów wyjaśniona. Gdyby jednak zmienić sterownik i pozwolić diodzie wypluwać światła „ile fabryka dała”, to dział reklamacji pewnie by się załamał.
I mamy kolejny powód do narzekań – Convoy za bardzo się grzeje. A skoro się grzeje to trzeba go poprawić, bo jest wadliwy. I tak oto maszyna modowania latarek się nakręca…
Convoy s2+ – hit czy bubel do poprawy ?
Przykładowy dialog :
Czemu ta latarka to taki badziew ?
Że co proszę ?
No Convoy s2+, czemu to taki złom że trzeba go poprawiać ?
Przecież nie trzeba…
No jak to, co chwila gdzieś piszą że trzeba go modować bo fabryczna wersja to lipa. Najlepiej kupić modowaną bo jest najlepsza
…
Tak mniej więcej wygląda dużo moich rozmów o s2+, i nie tylko. Ogółem słowo „Convoy” oraz „modowanie” czy „poprawianie” to już niemal małżeństwo. Te frazy rzadko występują osobno. Nie wiem czemu jest taki pęd do poprawiania tej latarki. Oczywiście modyfikacje mają swoje zalety, ale nie są niezbędne !
Nie dajcie sobie wciskać kitu że fabryczny Convoy to szmelc. Nie jest szmelcem, a powiem więcej, jest bardzo udaną latarką patrząc na stosunek ceny do jakości. Pewnie że do wielu markowych latarek, pod niektórymi względami, daleko mu, ale kurczę, pamiętajcie ile on kosztuje w Chinach. Tak więc zapamiętajcie sobie – modyfikowanie latarki Convoy to opcja ! Nie kupujcie bajek że trzeba tą latarkę modyfikować. Jest to dobry zabieg, poprawia on konstrukcję całości, ale w niektórych przypadkach mija się z celem. Czasem warto kupić Convoya z Chin a za różnicę dokupić ładowarkę, ogniwa czy coś dla siebie bądź bliskich (drugiego Convoya :)). Jak nie wiecie od czego zacząć, co szukać itp. proponuję lekturę wpisu o kompletowaniu zestawu na start.
Na dobrą sprawę jedyną rzeczą którą naprawdę warto zrobić w tej latarce to wymiana pasty termoprzewodzącej pod podłożem z diodą. Fabrycznie bieda aż piszczy, widać to na moich filmach na kanale YT gdzie rozbieram „eski”.
Teraz pewnie zacznie się marudzenie że nie, trzeba jeszcze koniecznie przewody wymienić, zmostkować sprężynę (tutaj się zgodzę że warto), i ogólnie to sterownik do wymiany bo nie ma zabezpieczenia termicznego… Super, jest tylko jedno ale, o czym mowa za chwilę.
Nawet nie chcę myśleć ile tysięcy ludzi kupiło s2+ i nawet jej nie rozkręcało aby poprawić to czy tamto. Używają fabrycznej wersji i są zadowoleni… Można ? Można.
Kiedy NIE warto kupować modowanego Convoya ?
Gdy planujemy go kupić i planujemy aby służył nam jako oświetlenie na rowerze. Pęd powietrza skutecznie będzie chłodzić latarkę, a co za tym idzie, nie potrzeba tutaj cudów i modyfikacji. Druga rzecz, nie każdy jeździ na pełnej mocy latarki, w szczególności w mieście, co dodatkowo jest zachętą do kupna wersji fabrycznej z Chin za kilkanaście złotych. Przerabiając ją na rowerowe oświetlenie możecie wymienić reflektor OP na kolimator 20×60 / 30×60 i to w zasadzie wszystko. No chyba że stawiacie na zasięg, nie szerokość, to zostańcie przy wersji fabrycznej. Opcjonalnie możecie zakupić dwie latarki na rower.
Mimo że fabryczna wersja nadaje się na rower, to z całego serca zalecam chociaż wymianę pasty pod diodą. Nie jest to trudna rzecz, a zabieg zajmie Wam kilka minut. Wszystko co musicie zrobić to wyjąć pigułę z diodą i sterownikiem (jak to zrobić przeczytacie we wpisie dotyczących wymiany reflektora na kolimator), odlutować przewody od podłoża diody, oczyścić pigułę i podłoże z resztek pasty termoprzewodzącej, dać nową pastę na pigułę, rozsmarować ją cienko i na nowo zalutować przewody. Nie jest to duża filozofia, więc i lutownica nie musi być jakaś wyższych lotów, każdą marketówką da się to zrobić. Podciągając powyższy zabieg pod druciarstwo jakich mało, po wykręceniu piguły oczyśćcie podłoże (podważając i podnosząc je np. śrubokrętem (spokojnie, dacie rade)) używając np. patyczków do uszu z „resztki” fabrycznej pasty. Następnie musicie rozsmarować nową pastę, wiadomo, wszędzie się nie dostaniecie, ale jak wypełnicie większość środka to po dociśnięciu podłoża ona i tak „się rozpłynie” na boki. Inwazyjnie jest najmniejsza szansa na uszkodzenie czegokolwiek, jednak takie roboty to kompletna amatorka. A gdyby ktoś nie miał sprzętu, to w zasadzie nie ma innego wyjścia jak takie kombinacje.
Wymiana przewodów czy mostkowanie też nie jest filozofią jakąś, jednak weźcie pod uwagę że nie każdy ma smykałkę do majsterkowania i musi umieć takie rzeczy. O tym że potrzeba też do tego jakiegoś sprzętu nawet nie wspominam.
Kiedy warto dopłacić do modowanej wersji tej latarki ?
Gdy mamy przysłowiowego lenia bądź brak czasu. Deficyt obeznania z elektroniką oraz brak sprzętu też jest dobrym wykrętem 🙂 Jeżeli policzymy że aby zmodyfikować latarkę musimy kupić smar, lutownicę, cynę itp. bo nie używamy ich na co dzień, to faktycznie modyfikacja we własnym zakresie jest nieopłacalna. Finalnie taniej wyjdzie komuś zlecić usługę przerobienia bądź kupić gotowca.
Kolejny argument to gwarancja. Chyba każdy sprzedający daje jakąś gwarancję na latarkę (jak nie daje żadnej, to odpuśćcie go sobie). I nie mówię tutaj o „gwarancji rozruchowej”, na tydzień czy inne cudaczne terminy, ale o normalnej gwarancji na rok czy dwa (pomijam kwestie prawne).
Następny powód to czas. W przypadku przerobienia całej latarki zbieranie części może być dość czasochłonne. Mała szansa że kupimy wszystko u jednego sprzedawcy. Gdy celujemy w ściąganie części do modyfikacji z Chin to czas dostawy może wynieść nawet 2 miesiące przy listach nierejestrowanych. Pod warunkiem że tą paczkę kiedykolwiek dostaniemy… Dodatkowo musimy poświęcić czas na przeczytanie poradników jak się do tego zabrać (ale spokojnie, staram się sukcesywnie budować FAQ :)). W wielu przypadkach jest też tak że coś podczas modyfikacji może jeszcze pójść nie halo i mamy problem. Z pomocą mogą przyjść fora czy blogi, ale i tam odpowiedzi nie dostaniemy od ręki. W końcu userzy to ludzie udzielający się bezpłatnie, i nie siedzą 24/7 na forach by odpowiadać po raz n-ty na to samo pytanie 😉 Fatalnie będzie gdy okaże się że usterka jest mechaniczna i powstała z naszej winy. No cóż, bywa.
Kolejny powód to niestandardowe projekty. Tutaj mamy sumę braku czasu na naukę modyfikacji oraz części wraz z niechęcią do oczekiwania na towar z Chin. Chodzi mi głównie o mody typu wymiana sterownika w body c8 czy s2+ i dorzucenie do tego diody na podłożu wraz z jej zalutowaniem. Niby cudów tutaj nie ma, ale lewa i prawa ręka z cierpliwością i jakąś wiedzą jak to ugryźć, musi być. Inny popularny mix dioda XHP 50 w obudowie c8 (w s2+ też wciskają). Przykłady można mnożyć w nieskończoność, to co podałem to kropla w morzu. Tak naprawdę większość to po prostu klony już gotowych rozwiązań (abstrahując kto od kogo odgapił), ale bywają i nieszablonowe projekty które zdobywają mniejszą, bądź większą, rzeszę fanów. Wtedy osoby nie znające się na latarkach, mają naprawdę duży orzech do zgryzienia. Na forum BLF jest ciekawy wątek z własnymi modami różnych latarek, można podpatrzyć i samemu coś pokombinować. Osobiście polecam wątek do szukania natchnienia na własny projekt świecidełka.
Aby była jasność (taka tekstowa, nie lumenowa)
Nie oczekuję że teraz każdy rzuci się na latarki i będzie kupować tylko i wyłącznie modowane bo są najlepsze. Nie, nie są najlepsze, a przynajmniej nie dla każdego. Grono z Was zapewne kupi jakąś latarkę i będzie jej używać od czasu do czasu, więc zakup przerobionej to w zasadzie strata gotówki. Osoby używające Convoya, czy inną latarkę, tylko na rowerze też nie mają potrzeby kupna wypasionego bajeru po zmianach. Pęd wiatru wystarczająco skutecznie chłodzi nawet fabryczne wersje. W zasadzie to coraz więcej latarek ma te zabezpieczenia wbudowane, więc czekać teraz na kroki moderów co tam można nowego wymyślić (pomijając UI (ilość trybów, jak się je ustawia itp.)). Jeżeli jednak chcemy mocno uniwersalną latarkę do wszystkiego, o dużej mocy, niestandardowej konfiguracji, czy chociażby z gwarancją to już warto pokusić się o modyfikację u kogoś, kupić zmodyfikowaną bądź zainwestować w jakiś markowy sprzęt z wyższej półki.
Tekst ten jest moim luźnym przemyśleniem na temat tego co się dzieje aktualnie na rynku. Zapewne nie jeden z Was będzie mieć z goła inne zdanie w tej kwestii i ja to bardzo szanuję. Zapraszam do dyskusji, tylko proszę bez nerwów i wycieczek osobistych. W sieci wystarczająco dużo jest przemocy, wyzwisk itp. a tego typu komentarze tutaj nie przejdą, gwarantuję to osobiście.