Zgodnie z tym co powiedziałem jakiś czas temu, zapraszam na test tańszych przedłużaczy USB-A w standardzie USB 3.0. Test pokaże czy warto oszczędzić a jeżeli tak, to ile na tym realnie zyskamy. Test ten też pokazuje że oszczędność może się zemścić.
Wstęp
Zawartość opakowania
Testy
Podsumowanie
W teście wezmą udział 3 przedłużacze:
O ile w przypadku dwóch pierwszych jest informacja o standardzie USB 3.0, tak trzecia sztuka nie wróży dobrze, patrząc na informację na przewodzie.
Sprawdzałem opis produktu, i jest tam jak wół oznaczenie że to standard 3.0. Kolor też może to sugerować, ale z tymi kolorami to różnie bywa. Typowo chińskie produkty mają to do siebie że żadne standardy tam nie obowiązują.
Dwa, z trzech, przedstawionych tutaj modeli są zapakowane w folię z zamknięciem strunowym. Wyjątkiem jest Esperanza która, prawdopodobnie, ma tylko „zaczep” z informacją o produkcie. Sugeruje się tutaj zdjęciami w sieci, model do testów dostałem po znajomości.
Poza metką z podstawowymi informacjami nie ma nic. Przewód ma delikatne uszkodzenia, ale jest to używka którą dostałem, więc ciężko zaliczyć to do wad. W stosunku do ostatniego kandydata jest niemal nienaganny „wyglądem”.
Pierwsze co się rzuca w oczy to dobre wykonanie przewodu. Chwilę później „dociera do nas” zapach, dość popularny dla kabelków. Na szczęście że nie ma tragedii, ale polecam go przewietrzyć. Widać że jest to produkt gdzie producent postawił ja jakość. Jest wykonany naprawdę nienaganne patrząc z perspektywy ceny.
Na przewodzie jest doklejona metka z modelem i marką przewodu a po jego długości jest oznaczenie że mamy styczność z produktem który wspiera USB 3.0.
Paskudnie pachnący przewód zaraz po wyjęciu z opakowania. I nie to że ma swój „charakterystyczny zapach”, ale daje po nosie równo. Optycznie jest nieco po przejściach i jak na nową sztukę, wygląda mocno średnio. Mam podejrzenia że kupiłem jakąś sztukę ze zwrotu, ale to tylko domysły. Wykonanie to typowo chińska masówka.
Na przewodzie jest naklejka z informacją o modelu, importerze ale ani słowa o producencie. Wskazuje to dobitnie że mamy styczność z masówką gdzie model czy marka produktu to wybór sprzedającego, w sensie co tam będzie umieszczone. Nie twierdzę że takie masówki to zło, testy adapterów USB-A do USB-C idealnie pokazuje że tanie nie zawsze jest złe. Tutaj coś nie pyrgło 😉 Najbardziej boli mnie paskudny wygląd gniazda USB. Porażka!
Wszystkie modele są stosunkowo sztywne, jednak po wygięciu nie pozostają w poprzedniej postaci.
Esperanza EB157
Lanberg CE-US3E-10CC-0030-B
Spectrue KB-4767
I testy praktyczne
Zwracam honor marce Esperanza i obwieszczam że model EB157 spełnił pokrywane w przewodzie nadzieje. Miałem jeden niuans gdy rozłączył się podczas testu ATTO, lecz jako że mam używkę, nie potwierdzę że to nie jest „zmęczenie materiału”. Wychodzi na to że sztuka którą kiedyś miałem była felerna. Cóż, bywa. W teście zajął drugie miejsce, chociaż ciężko mówić tutaj o testach „łeb w łeb” skoro odbiega on długością od pozostałej dwójki a w testach z ISO pokazał się z niezbyt dobrej strony 😉
Przedłużacz USB Lanberg CE-US3E-10CC-0030-B wypada tutaj bardzo dobrze. Jakość wykonania i dobre transfery są godne polecenia. Od tej marki składałem jakiś czas temu taką szafę rackową i za takie pieniądze, to naprawdę fajna rzecz, polecam. Ten przedłużacz USB polecam zakupić na allegro.
Tanie nie zawsze jest złe, jednak jak pokazuje przykład Spectrue KB-4767,są wyjątki które utwierdzają nas w przekonaniu że coś jest na rzeczy. Kolor sugeruje jedno, napis na przewodzie drugie. Szczęście że testy praktyczne nie wypadają tragicznie. Jednak wygląd całościowy, jak dla mnie, to fatalna sprawa. Z całej trójki to jedyny model którego nie polecam. Chyba że idziecie na sztukę i musicie mieć jakiś przedłużacz USB, bądź jest to zapchajdziura do SMART-a czy innej darmowej wysyłki.
Tani czytnik kart 5w1 to sprzęt który dobrze pokazuje ile można dostać w niskiej cenie. Duża funkcjonalność, wysokie transfery i niska cena jest mieszanka którą może zaskoczyć, i zaskoczyła. Może nie tak jak bym tego chciał, ale zaskoczyła.
Ten model czytnika nie ma konkretnego modelu. Jest to typowo chiński produkt który można zakupić na chińskich portalach sprzedażowych i po dogadaniu się z hurtownią umieścić tam swoje logo. Przeglądając „rodzime” allegro sami zresztą to zobaczycie.
Namacalnie, za te pieniądze, nie jest źle. Tworzywo sztuczne z którego jest wykonany (ponoć ABS), nie powala wytrzymałością bo jest podatny na zgięcia, ale koszt produktu to uzasadnia. Nie przypadła mi gustu ślizga obudowa, chociaż tragedii nie ma. Nikt nie będzie miał problemu aby zdjąć zakrywki od wtyków USB, trzymając za środek urządzenia.
Patrząc na specyfikację, jest to całkiem ciekawy sprzęt. Dziwne tylko czemu nazywają go 5w1, skoro jest to ewidentnie 6w1, ale się to wytnie.
W zależności u jakiego sprzedającego sprawdzicie opis, tak dowiecie się że wtyk USB-A jest w standardzie USB 2.0/3.0. Tak, tam jest umieszczony ukośnik. Jak widać, niektórzy sprzedający sami są nie pewni co w trawie piszczy więc wpisują obie wersje USB. Szkoda że różnica w szybkości między nimi jest na tyle duża, że ten parametr ma ogromne znaczenie. Porównujemy 480Mb/s vs 5Gb/s, czyli różnica 10 krotna, ale kto by się zagłębiał w takie „detale”.
Opakowanie produktu to woreczek foliowy z zamknięciem strunowym i informacją na temat importera. Made in P.R.C. w fabryce Meishang.
Jak się przyjrzycie urządzeniu, widać ewidentnie niebieski wtyk USB-A, który sugeruje że mamy styczność z USB 3.x. I tak jest, ale tylko dla USB-C. Wg. podanych parametrów jest to USB-C 3.1 czyli mamy zagwarantowane 5GB/s.
Niestety, jak pisałem wcześniej, co sprzedający to inny opis. I tak, w całym tym zamieszaniu, nie wiadomo w końcu jakimi parametrami dysponuje to urządzenie. Szczęście że na jednej aukcji znalazłem chyba najdokładniejszy opis wydajności – „Transmisja danych prędkość USB 2.0, kompatybilność z USB 3.0 oraz 2.0,”, co już mówi nam wszystko, chociaż to nic dobrego, ale to testy powiedzą ostatnie słowo.
* by włożyć kartę microSD (TF) należy ją odwrócić. Ten „ząbek” na karcie musi być po lewo gdy wkładamy ją do urządzenia, nie po prawo jak widać na grafice.
Czytnik ten współpracuje z USB OTG. Jako że mam telefony pod USB-C, nie omieszkałem sprawdzić tej funkcji. I działa. WOW 😉
Aby sprawdzić jego wydajność w najlepszej możliwej opcji, testy wykonałem podłączając sprzęt do portu USB-C i USB-A o wydajności 10Gb/s.
Do testu użyłem pendriva Samsung FIT, pendriva innej marki, którego test będzie za jakiś czas, oraz karty microSD i SD. Wydajności które osiągają te sprzęty dla wartości SEQ1M Q8T1, opisałem pod zdjęciami. Kolejno będzie to odczyt/zapis.
Pendrive Samsung FIT 256GB (wtyk USB-C)
Karta pamięci microSD i SD (wtyk USB-C)
Nadzieja umiera ostatnia, więc dałem szansę wtykowi USB-A z Samsungiem FIT i…

… to na tyle. Nie widzę sensu robić dokładniejszych testów. Jeżeli z USB-C 3.1 osiągamy takie niskie wyniki, to na USB-A nie wiem na co liczyłem, chyba cud.
Aby nie było tak źle, czytnik ponoć obsługuje karty do 128GB, ja przetestowałem kartę SD o pojemności 256GB i obyło się bez problemu. Tyle dobrego tutaj.
Tanio, nie tak źle z wykonaniem ale tragicznie wolno. Jeżeli chcecie mieć cokolwiek do odczytu danych z najpopularniejszych portów USB, ten czytnik będzie dobry. Gdy przerzucacie większe pliki i częściej korzystacie ze sprzętu, polecam zerknąć na UGREEN 50541. Po prostu szkoda czasu na ten wynalazek. Jest to typowy Chińczyk, gdzie parametry na papierze mijają się z tymi w praktyce. I to mocno. Kolor niebieski zrobił nadzieję, ale na niej się skończyło.
Czytnik dostaniecie na allegro. W zależności od tego na co patrzycie do wyboru macie najniższą cenę bądź najpopularniejszą ofertę.
Od dawna do kopiowania danych między dyskami używałem różnych mostków, z lepszym lub gorszym skutkiem. Ostatni nabytek służy mi najdłużej – mostek UNITEK Y3324. Jednak czas robi swoje i trzeba oswajać się już z dyskami NVMe które robią się standardem. Do tej pory kopiowanie danych robiłem z pomocą komputera czy obudowy zewnętrznej, ale po zobaczeniu mojego poprzedniego wpisu o Y3324, marka UNITEK udostępniła mi do testów model UNITEK S1222A, który jest niejako następcą tamtego modelu, wzbogaconą o nowsze złącza i z funkcją klonowania dysków bez użycia komputera.
Zawartość opakowania
Funkcjonalność S1222B w praktyce
Testy wraz z opisem ustawień mostka
Podsumowanie
W skład opakowania wchodzi:
Jest on wykonany w większości z tworzywa sztucznego, wyjątkiem jest tutaj przykrywka do dysku NVMe wykonana z aluminium. Podczas nagrzewania się dysku będzie ona nieco lepiej odprowadzać ciepło niż obudowa, ale nie jest to typowy radiator, co warto mieć na uwadze. Dodatkowo znajdują się na niej oznaczenia aktualnego statusu urządzenia.
Na obudowie znajdziemy diody informujące o tym czy:
Mostek wspiera technologię UASP i TRIM co pomaga w przyspieszeniu operacji na dyskach.
W urządzeniu, ogółem, znajdują się 3 gniazda:
Pierwsze 2 gniazda służą do podłączenia dysków i klonowania ich, w jedną z dwóch stron. Port USB-C użyjemy jedynie w przypadku chęci podpięcia urządzenia do komputera i transferu plików w obie strony. W przypadku transferu plików, podłączenie zasilacza nie jest wymagane jeżeli podłączone są dyski 2,5 cala.
Zamknięcia/zakrywka od gniazda SATA ma zaczep z obu stron. Nie musicie zwracać uwagi na jej nakładanie, i tak Wam się to uda zamknąć za pierwszym razem 😉
Standardowy zasilacz sieciowy z wtykiem DC i mocą 24W (12V*2A).
Przewód ten będzie potrzebny wyłącznie przy pracy mostka z komputerem. Dodatkowy adapter USB-A jest przytwierdzony na stałe do wtyku USB-C, więc manewrowanie nim jest nieco ograniczone. Pocieszeniem też nie będzie długość przewodu USB, wynosi ona jedynie ~32 cm. licząc od jednego do drugiego końca wtyczki USB-C. Przy laptopach jeszcze to przejdzie, ale w stacjonarkach, czy na serwisie, polecam dobrać jak najlepszy przedłużacz USB do kompletu. Nie ukrywam że sam się nim posiłkowałem bo pracuję na stacjonarce i komfort pracy jest dzień do nocy.
Klasyczny zestaw chłodzenia do zamontowania na dysku NVMe aby można było lepiej odprowadzać ciepło z niego. W przypadku tego mostka, moim zdaniem, jest to rzecz mocno opcjonalna. Taki mostek to nie obudowa do dysku że wrzucacie w nią nośnik pamięci i przenosicie podpinając tu czy tam. A przynajmniej nie jest nim w zamyśle. Tak więc jeden kpl. chłodzenia, dodawany do zestawu, na długo Wam nie starczy jeżeli chcecie często zmieniać dyski. Nawet nie widzę wtedy sensu jego mocowania, lepiej trzymać na czarną godzinę gdy trafi się jakaś gorąca sztuka na serwis 😉
Z drugiej strony, jeżeli ktoś ma nośnik „matkę”, a na nim skonfigurowany system z jakimś oprogramowaniem który musi często klonować na inne dyski, to taki termopad ma już sens aby go zamontować.
Tutaj będzie się działo. Testy wykonam na dysku Lexar NM620, oraz ADATA SP550 480GB. Testy zrobiłem przy zamkniętej obudowie bez nakładania radiatora.
Dyski możemy klonować w dwie strony SSD -> NVMe lub NVMe -> SSD. Aby wybrać dysk źródłowy musimy posłużyć się przełącznikiem znajdującym się z tyłu obudowy, po prawej stronie. Pokazuje on dokładnie jak będzie wyglądało klonowanie dysku tzn. który jest źródłem a który miejscem docelowym. To bardzo ważny etap, więc zwróćcie na to uwagę 2 razy!
Aby rozpocząć cały proces musicie nacisnąć guzik przez 3-4 sekundy aż niebieskie diody, znajdujące się na panelu, zaczną migać. Następnie zwalniamy guzik i naciskamy go raz jeszcze. Kopiowanie powinno się rozpocząć. Jego status jest podzielony na 4 części – 25%-50%-75%-100% i jest pokazany poprzez miganie konkretnej diody LED.
Klonowanie dysku offline z pomocą mostka UNITEK S1222A w telegraficznym skrócie 😉
Kopiowanie, zgodnie z tym co jest omawiane na filmie reklamowym produktu, jest posektorowe, więc ułatwi Wam to klonowanie dysków z systemem. Innymi słowy, klon będzie działał bez zabawy z naprawą rozruchu jak ma to miejsce podczas klasycznego klonowania dysków niektórymi programami. W teście dysk docelowy był sformatowany i nie sformatowany przed klonowaniem. Różnicą jedynie był czas potrzebny na przekopiowanie. Na sformatowanym dysku było to nieznacznie krócej, ale to bym traktował jako ciekawostkę niż zasadę, chociaż nie robiłem dokładniejszych testów.
Kopia którą wykonałem odbyła się z dysku SSD (ADATA) na dysk NVMe (Lexar NM620). Znajdował się tam systemem Windows 10 z oprogramowaniem i plikami. Czas który był potrzebny na przekopiowanie dysku to niecałe 17 minut. Zrobiłem innego dnia ten sam test i wynik wyszedł nieco ponad 15 minut.
Przyjmując bardziej optymistyczną wersję, mamy transfer z SATA do NVMe na poziomie 222 MB/s. W sieci widziałem testy gdzie podawanie wydajności testowanego kopiowania (ale na innych urządzeniach) była podstawą do wyliczenia czasu potrzebnego na skopiowanie dysków o różnych pojemnościach. Niestety to bardzo błędne założenie. Przykładowe powody to:
Wracając do „klonów”. Jak widzicie niżej, dysk został sklonowany zgodnie z ustawieniami partycji na dysku źródłowym. Różnica w wielkości dysku nie została w żaden sposób zagospodarowana, musicie przydzielić to miejsce wg. własnych potrzeb.
Po włożeniu dysku źródłowego do nowego komputera, system uruchomił się bez problemu. Obie płyty główne na których dokonałem testu były oparte o UEFI. A tak wygląda dysk źródłowy (G) i docelowy po klonowaniu (E).
Podłączacie dyski do obudowy, wpinacie się kablem USB-C do komputera (zasilacz jest zbędny jeżeli używacie dysków 2,5 cala) i uruchamiacie mostek przełącznikiem ON/OFF. Dysk źródłowy w systemie (był on z Windows 10), widniał jako OFFLINE. Dopiero zmiana tego parametru spowodowała że zacznie być widoczny w systemie. Aby zmienić ten parametr musicie uruchomić ZARZĄDZANIE KOMPUTEREM -> kliknąć na dysk Offline (ma czerwoną strzałkę skierowaną w dół) prawym przyciskiem myszki i wybieracie parametr Online.
Jeżeli ustawicie dysk na Online, to przy ponownym podpięciu dysku do komputera w którym był jako dysk systemowy, bardzo prawdopodobne że wyspie Wam się rozruch z niego i będzie trzeba to naprawić! Przywrócenie go w tryb Offline, nic już nie da.
Za to dysk docelowy otworzył się w eksploratorze plików bez problemu i był Online. Bootowanie z niego odbyło się bez problemu.
Dyski w mostku zostały podłączone do portu USB-C o wydajności 10Gb/s. Jak widać po testach, odczyty z pamięci są zadowalające. Mostek z powodzeniem może robić za obudowę zewnętrzną / stację dokującą do dysków.
Przyznaję że nie doceniłem urządzenia dopóki sam go nie użyłem. Niecałe 20 minut na sklonowanie dysku wliczając w to podłączanie wszystkiego ze sobą. Świetny mostek dzięki któremu możecie klonować dyski o różnych złączach bez użycia komputera. Dodatkowo pełni funkcję zewnętrznej obudowy dla dysku NVMe i/lub mostka USB dla dysków ze złączem SATA. Mały, ale wariat 😉
Mostek ten polecam kupić w najwygodniejszym dla Was miejscu.
UNITEK C14100BK to wisienka na torcie jeżeli chodzi o wydajność przewodów USB. Posiada on wszystko co powinien posiadać wysokiej jakości przewód USB. Kupując ten produkt dziś, otrzymujecie mocno przyszłościowy sprzęt. I dla mnie do testów, on też taki będzie 🙂
Wstęp
Opakowanie i zawartość
Testy
Podsumowanie
Przewód który Wam dziś przedstawię jest certyfikowanym przewodem USB-C. USB-IF Forum (USB Implementers Forum) nadaje certyfikaty produktom które spełniają normy środowiskowe, elektryczne czy mechaniczne. Aby mieć pewność że produkt który nabywacie spełnia normy USB-IF, szukajcie kolorowego znaczka na opakowaniach, jak ten poniżej.
Logo, które jest całe na czarno, to nowe oznaczenie dla portu USB o takiej wydajności.

Klasyka – czerwono-białe pudełeczko z wytłoczką skrywającą obiekt pożądania nie jednego fana wysokich transferów. Do opakowania dołączona jest także krótka instrukcja.
Przewód jest dość gruby, ale mimo to w miarę elastyczny. Waży nieco więcej niż 1m przedłużacza USB-C (43g), co daje mały pogląd na jego „zawartość”.
Jego długość wynosi jedynie 80 centymetrów. Dla wielu może być to utrudnieniem, lecz nie ma tutaj innego wyjścia. Certyfikowany przewód USB4 nie może być dłuższy. Wynika to z odgórnej specyfikacji, więc wszelkiej maści przewody które są dostępne w sprzedaży jako USB4, o długości większej niż 80 cm (2,6 stopy), nie są certyfikowane.
Specyfikacja tego przewodu przedstawia się następująco:
Dla zobrazowania, 40Gb/s = 8GB/s. Najszybsze dyski NVMe osiągają wydajność właśnie w okolicy 7-8GB/s czyli są „na styk” z wydajnością portu. Szybkość kopiowania jest też uzależniona od wielu czynników, co warto mieć na uwadze.
Poza szybkością transferu, mamy dużą moc ładowania. W tym przypadku jest to aż 100W, czyli mocno na zapas dla znacznej większości dzisiejszych smartfonów. Bliżej mu do zasilania laptopów, ale lepiej mieć zapas, niż działać na styk.
Jeżeli lubicie wysoką rozdzielczość i dysponujecie odpowiednim sprzętem, to przewód ten ma zadeklarowane wsparcie dla rozdzielczości 8K60Hz i 4K120Hz.
Wbudowany Chip E-mark zapewnia dodatkowe bezpieczeństwo, choćby przy ładowaniu wysoką mocą. Nie dopuści on do poboru mocy większej niż jest dopuszczalna dla przewodu, bez względu na to co „ustalą” urządzenia podpięte do siebie.

Ponadto, jest on kompatybilny z Thunderbolt 3.
Na chwilę obecną syntetyki i praktyczne testy ograniczę do 10Gb/s bo sprzęt na więcej nie pozwala. W miarę możliwości będę aktualizować wpis.
Zestaw testowy to obudowa NVMe UNITEK S1204B i dysk Lexmar NM620 1TB.
Testy syntetyczne
Testy praktyczne
Test kamerą termowizyjną
Tak nagrzał się przewód po obciążeniu go maksymalną mocą jak się dało przez nieco ponad godzinę.
Jeżeli chcecie coś uniwersalnego – do ładowania dużą mocą i szybkiego transferu, to jest bardzo dobra propozycja. Jeżeli macie sprzęt który obsługuje wysokie rozdzielczości, to nawet nie ma co się zastanawiać 😉
W skrócie, kupując ten przewód macie gwarancję że nic Was nie zaskoczy. Od szybkości transferu, poprzez przesył audio i video w wysokiej rozdzielczości a na szybkim ładowaniu sprzętów kończąc.
Kabel UNITEK C14100BK-0.8M polecam kupić w najwygodniejszym dla Was miejscu.
Kolejny przewód USB na testach. W tym wpisie przedstawię Wam ORICO ACC32-10-BK-BP czyli kabelek w standardzie USB-C o szybkości maksymalnej 20Gb/s z adapterem do USB-A który nie do końca działa jak byśmy tego chcieli 🙂
Wstęp
Zawartość opakowania
Testy
Podłączenie adaptera a spadek wydajności
Podsumowanie
Przewód który dziś Wam przedstawiam jest bardzo uniwersalny. Dzięki niemu możecie przesłać dane z szybkością do 20Gb/s, ładować urządzenia z mocą do 100W a także przesłać audio i video w rozdzielczości 4K@60Hz.
Dodatkowo posiada on adapter do gniazda USB-A który zwiększa możliwości przewodu, powodując nieco stratę na jego wydajności. Ale o tym wszystkim dowiecie się z dalszej części wpisu.
Biało niebieskie opakowanie, z wytłoczką w środku, skrywa wyłącznie przewód z adapterem. Najważniejsze informacje dotyczące przewodu znajdują się na opakowaniu. A dowiem się z nich o tym że:
Wykonanie, tak samo jak w przedłużaczach/adapterach ORICO, jest naprawdę wysokiej jakości. Nie widać żadnych niedociągnięć czy wad materiału. Jak na oplot z siatki, jest on przyjemny w dotyku. Pozłacane końcówki podkreślają wrażenie że mamy styczność z produktem bardzo dobrej jakości. Końcówki przewodu, gdzie się je łapie, są wykonane z aluminium. Na jednej z końcówek jest logo producenta a na drugiej logo + informacja o maksymalnej szybkości przewodu – 20Gb/s.
Adapter dołączony do przewodu, niestety, jest przytwierdzony na stałe. Z jednej strony to zaleta, bo go nie zgubimy. Z drugiej strony, będzie nam zawadzać gdybyśmy używali wyłącznie wtyczki USB-C. Myślę że wystarczyło by nieco naciąć zaczep, i już mamy zdejmowany adapter. Pozostaje tylko pytanie ile ten plastik wytrzyma takiego wkładania i zdejmowania i jak wkładanie wpłynie to na oplot, w sensie wizualnie…
Dodatkowo na adapterze USB-A znajduje się informacja o maksymalnej przepustowości wynoszącej 10Gb/s, czyli będzie on wąskim gardłem dla całego przewodu. Jednak nie jest to żadna wada produktu. Standard tego wtyku to USB 3.2 gen2 i jest to ostatnia wersja USB-A obsługująca szybkość 10Gb/s. Nie istnieje możliwość abyście uzyskali większą prędkość na tym rodzaju złącza. Prędkości 20Gb/s, i wyżej, są „zarezerwowana” dla wtyku USB-C / Thunderbolt.
Klasycznie podzielę je na syntetyczne, praktyczne oraz test kamerą termowizyjną.
Syntetyczne to wyłącznie pogląd jak ładnie przedstawić produkt za pomocą cyfr 😉 Praktyczny test odbędzie się z kopiowaniem plików ISO (115GB), Zdjęć (10000 słit foci o rozmiarze 18,1 GB) oraz tworzeniem sejfu 15GB za pomocą programu VeraCrypt. Testowanym nośnikiem jest Lexmar NM620 w obudowie UNITEK S1204B. Na koniec zobaczycie jak nagrzał się przewód po obciążeniu go maksymalną mocą przez godzinę.
Wydajność na 10Gb/s jest bardzo zbliżona do testów obudowy UNITEK S1204B, co szczególnie dziwić nie powinno. Pytanie jak będzie z 20Gb/s co deklaruje producent. Niestety z racji aktualnych ograniczeń sprzętowych nie mam możliwości sprawdzenia pełnej wydajności jeżeli chodzi o szybkość. Dysk mam, karta pod PCI jest w drodze ale do szczęścia potrzebuję jeszcze jakąś obudowę 20Gb/s, a jeszcze lepiej 40GB/s (będzie przyszłościowo). Gdy wszystko uzbieram, uzupełnię ten wpis aby przedstawić Wam możliwie najrzetelniej testowany produkt. Dla chwilowego zobrazowania sprawy, przedstawiam Wam wykres pochodzący z tamtego wpisu.
Po godzinie wygrzewania go niemal maksymalną mocą którą producent deklaruje że jest w stanie wytrzymać, a ja mogłem uzyskać. W sumie mamy mały grzejniczek na końcówkach, konkretnie przy ładowarce.
Wysokie temperatury, konkretnie nagrzewanie się wtyku widocznego na powyższym zdjęciu, to zasługa znajdującego się tam aluminium. Przewód nie nagrzewa się za bardzo, i dobrze.
Znaleziony i test potwierdzony.
Taka ciekawostka, zależnie jak nałożycie adapter na USB-C, tak przewód możecie zachwalać lub przeklinać. Poniżej, na zdjęciu, pokazane jest jak prawidłowo umieścić wtyk USB-C w adapterze USB-A.
Przewód USB-C przekazuje większą szybkość do mniejszej i wszystko śmiga (żartuje, ale jak przeczytacie dalej, to coś w tym jest :]).
Jeżeli jednak podłączycie adapter odwrotnie (zwróćcie uwagę na wtyk USB-C, jest tam logo producenta a nie podana szybkość 20Gb/s), to czeka Was niespodzianka…
…i to nie najmilsza.
Transfer leci w dół, aż do wydajności portu USB 2.0. Nie jest to nowość, ponieważ pendrive Samsung DUO Plus 256GB ma identyczną sytuacje, o czym zresztą pisałem we wpisie.
Zrobiłem małe poszukiwania w sieci, lecz nie doszukałem się konkretnie o co chodzi ani skąd takie posunięcie producenta. O ile w przypadku Samsunga jest informacja na pudełku jak go podłączyć (ale nie ma podane czemu), tak tutaj nie ma o tym ani słowa. W sieci nie znalazłem opinii o tym przewodzie, w zasadzie moja recenzja będzie pierwszą opinią, co utrudnia mi nieco ocenę o otrzymanie felernej sztuki.
UPDATE: Informacja o tym ma zostać dodana do instrukcji, tak więc jestem odkrywcą, bo ta funkcjonalność została pominięta :]
Podejrzewam że myk jest w przewodzie, a konkretnie jego budowie. Za wcześnie jednak na konkretne wnioski bo planuję zacząć testy w wolnych chwilach i wyjdzie co w trawie piszczy. Miałem jedną teorię, ale kilka testów i poszła w siną dal.
Co do tego konkretnego modelu, pojęcia nie mam czy to „błąd w sztuce”, czy ten typ tak ma. Niemniej jednak, nie fajny jest skok z 10Gb/s do 480Mb/s, czyli 20x mniej. Gdyby chociaż była jakaś informacja na opakowaniu o tym, albo wspomnienie że adapter od nas podłączcie w ten czy ten sposób…
Patrząc na parametr maksymalnej wydajności – 20Gb/s, adapter jest tutaj ewidentnym dodatkiem, który ma małą szansę na użycie gdy będzie ktoś używać przewodu do szybszych obudów NVMe czy transferu danych na poziomie 20Gb/s.
Pozostaje wysłać zapytanie do ORICO i czekać na ich ustosunkowanie się do sprawy.
Wysokiej jakości przewód z dobrymi parametrami. Dodatkowy adapter w zestawie zwiększa jego możliwości pod względem wpięcia urządzeń pod USB typu A. Przy szybkości do 10Gb/s nie można mu nic zarzucić. Dla 20GB/s wypowiem się po testach, by nie rzucać słów na wiatr.
Solą w oku jest adapter którym musimy manewrować, jednak czy tak ma być, dowiem się za jakiś czas.
Gwiazdki przyznam jak przetestuję i potwierdzę wydajność na porcie 20Gb/s. Na chwilę obecną, poza adapterem, przewodowi nie mogę nic zarzucić.
Sprzęt do testu dostarczyła marka ORICO.
Produkt polecam kupić w sklepie który Wam najbardziej odpowiada.
Bohaterem tego wpisu będzie obudowa UNITEK S1204B na dysk NVMe. Tego typu obudowy powoli wypierają już klasyczne kieszenie dla dysków 2,5 cala z SSD na pokładzie. SATA już dawno osiągnęła maksimum swoich możliwości i nic nie zanosi się aby coś drgnęło w tym temacie. Były kiedyś plany dla SATA 4 z szybkością 12Gb/s, ale temat umarł gdyż wymagał za dużo zmian w specyfikacji, a teraz mija się to już z celem. Stąd też pojawiały się zapowiedzi że SATA III będzie wyłącznie „dopieszczane” w celu jak największej stabilności i niezawodności.
Wstęp
Po co komu obudowa NVMe?
Zawartość opakowania
Aktualizacja oprogramowania w obudowie UNITEK S1204B
Testy praktyczne
Podsumowanie
Recenzja tej obudowy na YouTube
Nawiązując do początku, to że SATA III jest przestarzałym (wydajnościowo) standardem niech świadczy choćby fakt że w listopadzie br. firma SEAGATE pokazała dysk talerzowy dorównujący wydajnością dyskom SSD! Maksimum udało się uzyskać 554 MB/s, a średnia, dla ciągłego odczytu, wynosi 524 MB/s. To już w zasadzie maksimum dla tego portu. Dysk o którym mowa to Seagates Exos 2X18 i jest on co prawda przeznaczony dla korporacji, ale daje to już pewien pogląd na sprawę jak to złącze już się zestarzało.
Mimo wszystko, klasyczne 2,5 calowe SSD mają się całkiem dobrze patrząc po sprzedawanych ilościach, choćby na allegro. I wcale mnie to nie dziwi. Aktualnie dyski te są stosunkowo szybkie i względnie tanie. Jeżeli trzeba wskrzesić jakiegoś złomka (stary PC) to SSD gra tutaj główną rolę w przyspieszeniu takiej maszyny.
Wyjątkiem na tym polu będą maszyny z nieśmiertelnym Windows XP który jeszcze najbardziej współpracuje z jakimś archaicznym oprogramowaniem którym tryb zgodności nic nie daje. Brak wsparcia Windows XP dla TRIM powoduje że SSD będzie szybko „zajeżdżany”, ale z drugiej strony mamy opcję o nazwie Wear Leveling… I zdania są podzielone. Jak ma się to w praktyce, nie wiem, zdania w sieci też są podzielone. Osobiście SSD na XP ostatnia raz stawiałem raz dawno temu i nie znam losów tego sprzętu. Z Windows XP + SSD jest trochę jak z Hackintosh-ami, nie powinno się tego robić bo stabilność jest loteryjna a problemów może być naprawdę wiele, ale skoro można, to czemu nie zaryzykować? 🙂
Dodam że kubłem zimnej wody, dla Hackintosha, jest rezygnacja z procesorów Intel na rzecz własnych chipów M1/M2, co w konsekwencji zmienia architekturę sprzętu Apple. Coraz nowsze systemy tej marki nie będą już wspierać procesorów „niebieskich”, więc instalacja Hackintosha będzie coraz bardziej upierdliwa. Znając życie zapaleńcy to obejdą, ale będzie to wymagało takiego wysiłku, że większość „amatorów” sobie odpuści. Legalność tego zabiegu została celowo przemilczana :]
Model który Wam przedstawiam w tym wpisie jest, prawdopodobnie, następcą S1203ABK która zastąpiła wcześniej, chyba, model S1201A. Po krótce ewolucja polegała na zmianie obudowy – użebrowanie, montażu beznarzędziowym zamiast 2 śrubek i został dodany przewód USB-A. To tak z grubsza i na marginesie :> A teraz wróćmy do głównego wątku.
Obudowy NVMe, szczególnie te z szybkością 10Gb/s, służą dość często za duże pendrivy. Sytuacja jest analogiczna do dysków i obudów SSD. Często zakup takiej obudowy jest podyktowany zmianą starego nośnika na coś szybszego i większego, z naciskiem na to drugie. Patrząc jednak na specyfikację nowoczesnych NVMe, te dwie właściwości dość często idą w parze.
Niestety, znaczna większość obudów niejednokrotnie zwalniają wydajność dość szybkiego dysku NVMe który tam umieścimy. Jednak decydując się na taki krok, musimy być tego świadomi. Niby nic nie stoi na przeszkodzie aby kupić obudowę obsługującą większą szybkość i wykorzystać pełen potencjał dysku, jednak ich cena jest o wiele wyższa i aspekty finansowe, w wielu przypadkach, będą grać tutaj pierwsze skrzypce.
Patrząc pozytywnie, znaczna większość osób i tak będzie bardzo zadowolona z wydajności takich obudów. Prędkości maksymalne które osiągają muszą mieć też pokrycie w wydajności dysku/komputera do którego podłączamy się później. Do tego dochodzi sprawa wielkości i ilości plików jakie kopiujemy. Należy liczyć się też z ewentualnym nagrzewaniem dysku i spadkiem transferów. Do czego dążę? Do tego że maksymalna wydajność dysku, którą widzicie w testach syntetycznych, nie odzwierciedla w 100% wydajności którą Wy osiągniecie w każdym przypadku. I nie ma co się tym martwić, ten typ tak ma.
Obudowa UNITEK S1204B dociera do nas w charakterystycznym dla tego producenta kartoniku z „okładką” pod którą można zobaczyć recenzowany produkt. Zestaw zawiera wszystko co potrzeba, aby cieszyć się przenośnym dyskiem „od zaraz”.
Na zawartość pudełka składa się:
Obudowa jest wykonana z aluminium i tworzywa sztucznego. Część gdzie znajduje się port USB, kontroler i mocowanie dysku jest z tworzywa sztucznego. Obudowa jest beznarzędziowa. Zamknięcie, otwarcie obudowy czy podmiana dysku, sprowadza się do naciśnięcia guzika, który widzicie na dolnym środkowym zdjęciu, i lekkiego odgięcia zaczepu na dysk.
Nakładka, tak to nazwijmy, będąca zamknięciem obudowy jest wykonana z aluminium. Na jednej stronie znajduje się logo UNITEK, a z drugiej znajdziecie informację o modelu i dyrektywach unijnych. Jest ona dwustronna, więc nie ma znaczenia jak ją nałożycie. Tak czy tak, zamkniecie obudowę gdyż miejsca na zatrzask są z obu stron.
Obudowa jest żeberkowana co sprzyjać ma oddawaniu ciepła. Dodatkowo posiada ona po obu stronach otwory służące lepszej cyrkulacji powietrza.
Na „górze” znajduj się dioda LED służąca sygnalizacji pracy dysku.
Niestety nie wiem dokładnie po jakim czasie przechodzi ona w stan uśpienia. Za to zauważyłem że przy dłuższym czasie bezczynności dioda przestała świecić, co by sugerowało że obudowa wyłączyła się całkowicie.
Jej waga, z zamontowanym dyskiem, bez jakiegokolwiek radiatora i przewodu, wynosi 52g, a wymiary to 14x40x118mm.
Obudowa ta wspiera ona funkcję TRIM i UASP. Można w niej zamontować dyski:
Całość jest bardzo dobrze spasowana i nie widać żadnych niedociągnięć.
W zestawie znajdziemy dwa przewodu. Pierwszy to USB-C – USB-C o długości całkowitej ~ 32 cm, drugi to USB-C – USB-A o długości całkowitej ~ 31,5 cm. Oba przewody są OEM, nie wiadomo kto jest ich producentem ani jaką mogą osiągnąć maksymalnie wydajność. Domyślać się można jedynie że są „skrojone na miarę” potrzeb tego dysku.
Jak wspominałem wcześniej, w opakowaniu znajdziecie radiator i termopad. Radiator to nic innego jak bardzo cienki kawałek aluminium o grubości 0,5mm i wymiarach ~ 7×2.2cm. Nie powinno to za specjalnie dziwić, on ma wspomóc jedynie oddawanie ciepła i zmieścić się do obudowy razem z dyskiem, a nie być głównym czynnikiem do obniżenia temperatury.
Termopad silikonowy ma wymiary 7x2cm, ale nie doszukałem się nic o jego wydajności termoprzewodzącej.
Znajdziecie w niej informację jak podłączyć dysk do obudowy, jak powinien wyglądać montaż termopada i radiatora. Ta część jest opisana po angielsku, ale są obrazki które mówią wiele i każdy sobie pewnie z tym poradzi.
Część instrukcji mówiąca o zawartości opakowania jest „pongliszem”, ale jest to nie istotny problem. Dość popularne to ostatnio u Uniteka 😉 Tak, teraz się czepiam 🙂
Czytając co nieco o tej obudowie, trafiłem na ciekawe wątki o tym że obudowa ta ma przypadłość do rozłączania się w czasie pracy. Niestety nie wiem na ile to wina firmware i której dokładnie wersji dotyczy. Faktem jednak jest, że coś na rzeczy było. I ja doświadczyłem czasem wyłączenia, ale przypadki te mogę policzyć na palcach jednej ręki przy kilku godzinach pracy z nią i wielu podłączeniach podczas testów. Garść osób, która doświadczyła to zjawisko, informowała o tym kilka miesięcy temu, więc z dużym prawdopodobieństwem aktualne wersje tej obudowy, które są w sprzedaży, mogą mieć już zaktualizowane oprogramowanie. Jeżeli chodzi o mnie, zrobiłem tą aktualizację. Nie tyle z potrzeby co dla testu i świętego spokoju. Obudowa od tego czasu nie odłączyła się ani razu, będąc podłączoną do komputera przez kilka godzin. Występująca wada została potwierdzona 🙁
UWAGA! Jeżeli macie jakiekolwiek ważne dane na dysku, koniecznie zróbcie ich kopię zapasową przed tym zabiegiem! Mimo iż nie ingerujemy w dysk, może się zdarzyć jakiś błąd którego skutkiem będzie uszkodzenie partycji znajdującej się na dysku!
Pod tym linkiem znajduje się archiwum ZIP z programem i instrukcją w formacie pliku PDF. Jest tam pokazane jak zrobić aktualizację krok po kroku. Gdyby link nie działał, to tutaj znajduje się kopia jego zawartości.
Cały proces jest bajecznie prosty. Podłączacie dysk, uruchamiacie program i klikacie Update Device w lewym górnym rogu. W instrukcji jest mowa aby pierw uruchomić program, jednak u mnie musiałem zrobić to od drugiej strony bo dysk nie był wykrywany przez ten soft. Proces aktualizacji, po uruchomieniu programu i w dużym skrócie, wygląda tak.
Gdybyście doświadczyli niespodziewanych rozłączeń z tą obudową, ale bali się zaktualizować oprogramowanie obudowy samemu, reklamujcie tą wadę u sprzedawcy. Mimo wszystko zachęcam do samodzielnej aktualizacji. Cały proces, z pobraniem archiwum, wypakowaniem, czytaniem instrukcji itp. zajmie Wam nie więcej jak 5 minut.
Poniższe testy były wykonywane na dysku Lexar NM620 mający wydajność grubo ponad to co oferuje obudowa. Dysk będzie zamontowany bez jakiegokolwiek radiatora. Dla konfrontacji porównuję go z dyskiem Samsung EVO i Obudową 2,5 ORICO. Pokaże to idealnie jaki dostaniecie przyrost wydajności przy przeskoku SSD -> NVMe, w przypadku obudowy zewnętrznej.
Testy wykonam wyłącznie na USB-C gdyż, jak pokazuje praktyka, różnice bywają niewielki jeżeli podepniemy się do gniazda o takiej samej szybkości. Tak więc, obudowa i port USB będą działały na pełnych obrotach
Na start zaczniemy od testów syntetycznych
Drugie podejście to kopiowanie znanych paczek wraz z pomiarem czasowym oraz stworzenie sejfu programem VeraCrypt 1.25.9. Dla przypomnienia:
Przy kopiowaniu małych plików i tworzeniu sejfu różnica jest, ale nie powala. Za to testy z kopiowania dużej ilości danych pokazują ogromną korzyść płynąca z NVMe. Różnica w prędkości sięga prawie 300%!
Na koniec test kamerą termowizyjną. Po przekopiowaniu 250GB obudowa nie nagrzała się za bardzo…
…czego nie można powiedzieć o dysku
Ale miejcie na uwadze że nie ma tutaj żadnego radiatora i powyższe powinno dać do zrozumienia że ten co jest dodawany do opakowania, nie jest tam przypadkiem.
Obudowa osiągała w zasadzie maksimum które da się wyciągnąć z portu USB-C o szybkości 10Gb/s. Dwa różne kabelki w zestawie pomogą podłączyć dysk do znacznej większości współczesnych urządzeń. Ich długość co prawda nie powala, ale to standard w takich obudowach. Gdybyście potrzebowali je przedłużyć, polecam zainwestować w solidny przedłużacz USB typu C.
Dotkliwą wadą tej obudowy jest błąd w firmware, którego trafienie jest loterią. Gdyby jednak padło i na Was, naprawa tego, na szczęście, jest bajecznie prosta.
Obudowę UNITEK S1204B polecam kupić w najlepszym dla Was miejscu.
Testowany dysk to Lexar NM620 1TB
Ostatnio dużo kabluję na blogu, ale pozytywnie 🙂 Pierw zrobiłem test przedłużaczy UNITEK USB-A, później ORICO USB-A i USB-C (czy to przedłużacz, czy adapter z przewodem, to już dyskusyjne), a teraz przyszedł czas na test przedłużacza USB-C marki UNITEK. Produkty od tej recenzji otrzymałem od Unitek Polska, za co bardzo dziękuję.
Kilka zdań o przedłużaczach USB-C UNITEK
Testy praktyczne przedłużaczy USB-C UNITEK
Podsumowanie
Przedłużacze USB które tutaj przedstawiam występują w 3 długościach:
W opakowaniu, poza samymi przedłużaczami, znajdziemy instrukcję/kartę informacyjną do nich. Nieco kuleje jej spolszczenie i błędy w druku (pierwsza kropka w zawartości opakowania), ale to jest ta część produktu, którą mało kto przegląda więc nie zdziwię się gdyby okazało się że nikt tego nie wyłapał i nie zgłosił 😉
W przeciwieństwie do przedłużaczy UNITEK USB-A, zapakowanych w folię – tzw. woreczek strunowy, te są schowane w kartonikach z plastikową wytłoczką w środku.
Organoleptycznie przewody są bez jakichkolwiek zarzutów. Przewód łączący oba końce jest dość gruby. Wykonany jest z jakiegoś tworzywa sztucznego, niestety nie doszukałem się co to jest konkretnie. Końcówki przewodu są też wykonane z tworzywa sztucznego. Na wtyczkach i gniazdach jest umieszczone logo producenta.
Ich waga przedstawia się następująco (w zaokrągleniu):
O ile w poprzednim wpisie miałem styczność z przedłużaczami USB, dosłownie, gdyż nie miały żadnych „dodatkowych opcji”, tak teraz mamy pełną gamę funkcjonalności w takim przewodzie. Przesył danych czy ładowanie to tylko część z tego co potrafi ten produkt. Taki wachlarz możliwości zawdzięczamy standardowi USB typu C, który od wersji 3, bardzo zyskało na użyteczności. Więcej o wersjach USB możecie przeczytać w poniższym wpisie.
Taka wysoka szybkość transferu jest możliwa dzięki USB 3.2 Gen2.
Ładowanie maksymalną mocą 100W uzyskamy dzięki Power Delivery bądź protokołowi Thunderbolt 3. W pierwszym przypadku, na szczęście, jest to tak popularny protokół ładowania że niemal każda ładowarka o mocy 100W, i więcej, będzie w stanie go obsłużyć.
Technologia Power Delivery ciągle ewoluuje i dziś, w standardzie PD 3.1, możemy osiągnąć moc ładowania na poziomie 240W. Drobny szczegół że nie ma jeszcze za dużego pola manewru do wykorzystania tego potencjału, ale to tylko kwestia czasu.
Dzięki USB-C Display Port jest możliwy przesył sygnału w rozdzielczości 4K. Obsługuje też urządzenia wyposażone w port Thunderbolt 3 lub porty USB-C wspierające tryb DisplayPort Alternate Mode (DP Alt Mode). Tryb ten jest kompatybilny z HDMI 2.0a.
Chip E-mark ma za zadanie poinformowanie hosta o możliwościach jakie ma przewód – jaki obsługuje maksymalnie transfer, jaką ma moc ładowania itp.. Jest to dodatkowe zabezpieczenie które ma zagwarantować nam że dostajemy przewód najwyższej jakości zgodny z parametrami deklarowanymi przez producenta. Niestety jego długości są ograniczone, ale o tym napiszę w innym wpisie.
Producent ostrzega w instrukcji o nie przekraczaniu 2m długość przewodu. Składa się na to przedłużacz + kabelek np. od dysku twardego. Po przekroczeniu tej wartości możliwy jest spadek wydajności.
Na start zaczniemy od testu transferów. Dysk SSD działał z pełną prędkością, nie zauważyłem strat w transferze. Niestety SSD dla tego przewodu to pikuś, więc na pociechę zaktualizuję ten wpis o testy z wydajności dysku NVMe, w obudowie tej samej marki. Postaram się zrobić to na dniach, gdy przetestuję już tą obudowę i opublikuję o niej wpis.
Testy praktyczne zostały wykonane z użyciem dysku SSD Samsung EVO i obudowy ORICO. Na chwile obecną one będą odniesieniem czy dysk zwolnił z przedłużaczami czy nie.
Drugi test będzie z ładowania. Maksymalna moc jaką udało mi się osiągnąć to 90W, w tym momencie ładowarka ciągnęła 100-101W z sieci. Przekroczenie tej wartości skutkowało przerywaniem testu w różnych momentach. Pomiaru temperatury dokonam po godzinie. Jak widać, najcieplej jest w okolicy wtyczek, a to z racji metalowych wtyków USB, jednak temperatura mimo że wydaje się wysoka, nie była taka tragiczna. Przewody bez problemu można było wyjąć.
Przesył video i audio odbył się bez problemu. Wykorzystałem do tego „pstryczka”, HUB-a z USB-C, przewód HDMI i monitor EIZO. Tak, lekko na około, ale model mojego monitora nie ma USB-C i trzeba sobie jakoś radzić. Najważniejsze że cel został osiągnięty 🙂
Chip E-mark, w modelu C14086BK, jest obecny i zostało to potwierdzone
Tak więc wszystkie funkcje przedłużaczy zostały potwierdzone na miarę możliwości technicznych które posiadam. Tak samo jak poprzednio, długość przedłużacza USB marki UNITEK nie ma większego znaczenia. Straty między 0,5 a 1 metra są na granicy błędu pomiarowego. Przy wersji 1,5 metrowej jest ciut gorzej, ale o fatalnym wyniku ciężko powiedzieć. Jednak jak powtarzałem nie raz, testy dają tylko ogólny pogląd na sprzęt, realne użytkowanie to już inna bajka.
Standard USB typu C dodał wiele istotnych funkcji w przewodach i myślę, że już w niedalekiej przyszłości, wzrośnie ich popularności. Tak więc jeżeli macie jakiś dobry kabelek typu C, i chcecie wydłużyć jego długość nie tracąc za bardzo na jego możliwościach, macie już odpowiedź jak to zrobić z głową 😉
Przedłużacze zachęcam kupić w najlepszym dla Was miejscu:
Ładowarki USB to urządzenia bez którego, znaczna większość z nas nie wyobraża sobie dnia. Ładujemy telefony, latarki, tablety i inne elektroniczne gadżety. Niestety, wraz ze wzrostem mocy urządzenia, rósł też ich gabaryt. Potrzeba było jakiś zmian. W przypadku ładowarek, rozwiązaniem okazał się azotek galu (GaN). Dzięki niemu mamy teraz ładowarki mniejsze i o większej mocy. Przykładem takiej ładowarki jest produkt marki UNITEK który otrzymałem do testów od Unitek Polska.
Wstęp
Opakowanie i zawartość
Pierwsze wrażenie
O ładowarce UNITEK P1108ABK (P265B) słów kilka
Idealna ładowarka dla turysty
Montaż adapterów
Testy praktyczne UNITEK P1108ABK
Hot in Here
Podsumowanie
Co to jest GaN?
GaN jest nieco przemilczaną sprawą w ładowarkach USB, a szkoda. Ta technologia wniosła bardzo dużo i jest w zasadzie krokiem milowym w tych urządzeniach. Dzięki niej dzisiejsze sprzęty są mniejsze, bezpieczniejsze i mają większą moc.
Aby nie powielać tego co niedawno napisałem, zapraszam do wpisu opisującego ten temat. Bez obaw, jest krótki i wyjaśnia w dużym uproszczeniu czym różni się klasyczna ładowarka krzemowa od tej z azotkiem galu.
Ładowarka, klasycznie już dla marki UNITEK, jest zapakowana w kartonik z biało czerwoną barwą. Wyróżnia ją zamykana, na magnes, klapka na froncie. Po jej otworzeniu ukazuje się nam okienko z obiektem do moich testów 🙂

Na opakowaniu znajdziecie naprawdę dużo informacji o tym produkcie. Skupmy się jednak na najważniejszych:
Szczerz przyznam że po pierwszym spotkaniu z tą ładowarką byłem zaskoczony jej wagą. Mały kwadracik o wymiarach niewiele przekraczających 5cm x 5cm x 2,5cm był odczuwalnie ciężki. Technologia GaN powinna nieco zmniejszać wagę i zwiększać moc, ale tutaj jakby coś poszło nie tak.

Ciut ponad 125 g., a jakaś taka cegiełka się wydaje. Na szybko sprawdziłem ładowarkę od telefonu ASUS, której wydajność max. to 30W. Waga wskazuje 82g. A jakaś taka o wiele lżejsza się wydaje. Łącząc jednak kropki, mamy obraz sytuacji.
UNITEK P1108ABK jest ładowarką 100% mocniejszą i posiadającą 3 porty USB (vs 1 USB-C w ASUS-ie), a jest jedynie o 40% cięższa. Dla porównania jeszcze Green Cell 75W (218 g. bez przewodu (dołączony jest tam kabelek tzw. radiowy)), i już w zasadzie jest po zawodach „wagowych”. Teraz elegancko widać że azotek galu „robi robotę”.
Aby nieco oddać sprawiedliwości, Power Source 75W to ładowarka oparta o technologię krzemową. Posiada też 4 porty USB, ale dodatkowy port aż tyle nie waży, więc widać idealnie jak technologia GaN pomogła w zmniejszeniu gabarytów i wagi urządzenia. Zwracam honor dla UNITEKA, ale wrażenie małego i ciężkiego urządzenia ciągle pozostaje. Szczęście że to tylko wrażenie.
I nie jest to żaden przytyk do żadnej z powyższych marek, chodzi o to aby pokazać jak azotek galu wpłynął na ładowarki które są dziś w ofercie wielu sprzedających.
Tak na marginesie, jeżeli macie ciężką ładowarkę do telefonu czy laptopa, to też dobry znak. Tanie sprzęty elektroniczne mają tandetne ładowarki w których elektroniki jest bardzo mało, albo jest fatalnej jakości. Przekłada się to na duże niebezpieczeństwo dla ich użytkowników. Pisałem o tym przy okazji mini recenzji mostka USB UNITEK Y3324.
Spasowanie jest bardzo dobre. Bolce nie odstają od urządzenia, a twardo się go „trzymają”. Po nałożeniu adapterów nie ma żadnych luzów itp..
Obudowa urządzenia jest wykonana, prawdopodobnie, z poliwęglanu czyli sztucznego tworzywa o bardzo dobrych własnościach mechanicznych. Jako że poliwęglan jest przeźroczysty, występuje tutaj zapewne jakaś domieszka, którą producent przedstawia jako Polycarbonate Plastic – Plastik poliwęglanowy (?). Nie jestem chemikiem i nie będę tutaj strzelać ani gdybać. Grunt aby produkt był odporny na temperatury i uszkodzenia mechaniczne.
Nad portami USB umieszczona jest dioda informująca o stanie ładowarki. Komplikacji tutaj żadnej nie ma, świeci – jest podłączona do prądu / działa, nie świeci – nie działa. Przekaz prosty do bólu 😉

Ładowarkę USB marki UNITEK cechuje moc maksymalna wynosząca 66W, przy czym na pojedynczym porcie USB-C osiągniemy aż 65W, czyli praktycznie tyle co fabryka dała. Dla portu USB-A maksimum to 36W.
Wraz z dodawaniem kolejnego urządzenia do ładowania maksymalna moc portów się zmienia. Dla zobrazowania tego zerknijcie na grafikę producenta oraz rozpiskę z urządzenia w formie tabeli.
Powyższe jest dużym uproszczeniem, gdyż maksymalna moc jaka popłynie z konkretnego portu USB jest uzależniona nie tylko od ładowarki, ale też od produktu który pod nią podepniecie.
Przewód tutaj też gra ogromną rolę, ale głównie przy nieco wyższych wartościach ładowania, powiedzmy powyżej 10-15W, chociaż i od tej reguły trafiają się niechlubne wyjątki gdzie osiągnięcie 10W graniczyło z cudem przy niektórych „wynalazkach kablopodobnych”.
UWAGA! Jeżeli podłączycie do ładowarki urządzenie pobierające bardzo dużą moc np. z portu USB-C, następnie dołożycie coś do drugiego portu, ładowarka „zrestartuje się” i zacznie po chwili ładować podłączone urządzenia na nowo. Jest to zabezpieczenie które ma na celu dobranie najlepszych możliwych parametrów ładowania dla każdego podłączonego urządzenia. I nie tylko UNITEK tak ma, to cecha ładowarek opartych o GaN.
TRAVEKL TRI, czyli ta ładowarka, występuje fabrycznie z wtykiem dostosowanym do gniazdek w USA. Są to dwa płaskie bolce. W tym urządzeniu służą one dodatkowo jako styki dla nakładanych końcówek.
Ich wybór nie jest przypadkowy. Po złożeniu ich, ładowarka jest niewielką kostką na którą możemy nakładać adaptery do innych gniazdek.
W zestawie mamy 3 adaptery:
Adapter EU – adapter dostosowany do naszych gniazdek
Adapter UK – dla Zjednoczonego Królestwa (Wielka Brytania)
Adapter AU – Australia
Wszystkie powyższe „przejściówki” są bez bolca uziemiającego. W adapterze UK co prawda jest wtyk z widocznym bolcem, lecz to atrapa. Bolec ten jest wykonany z tworzywa sztucznego. Gdyby ktoś zastanawiał się po co jest tam ta atrapa, to informuję że „ichne” gniazdka są tak skonstruowane, że bez tego bolca nie włożycie nic do gniazdka. Jest on swego rodzaju „kluczem” umożliwiającym włożenie wtyczki. Jest to też takie zabezpieczenie, że bez problemu można obejść je wykałaczką…
Brak zacisku ochronnego (EU) czy bolca dla UK, w żadnym wypadku, nie świadczy o jakiekolwiek wadzie tego produktu. Posiada on bowiem 2 klasę ochronności, która gwarantuje grubą, nierzadko podwójną, izolację chroniącą nas przed tzw. „przebiciem”. Jest o tym nawet informacja na obudowie(takie dwa kwadraciki, jeden w drugim).
Ładowarka ta jest przystosowana wyłącznie do użytku wewnątrz pomieszczeń (ikona domku). Ponadto sprzęt ten posiada stosowne certyfikaty potwierdzające jakość i zgodność z dyrektywami Unijnymi.
Montaż i demontaż adapterów jest bajecznie prosty. Wystarczy nałożyć go od góry na bolce/wtyk US aby cieszyć się urządzeniem. W przypadku wymiany adaptera, wystarczy go wysunąć ku górze.
Jeżeli chcemy użyć ładowarki w gnieździe przystosowanym do wtyku US, musimy pociągnąć za bolce w celu ich opuszczenia. Opadają one z lekkim oporem, jednak jest to gwarancją przed ich przypadkowym otwarciem, co w następstwie, może spowodować szkody/rozdarcia w torbie czy plecaku.
Czyli to co tygryski lubią najbardziej.
Używałem tej ładowarki kilka dni i nie powiem abym miał z nią jakikolwiek problem. Skończyło się to jak pisałem wcześniej, ładowarka wpięta do gniazdka, podłączone przewody i leżała sobie czekając na chwilę gdy będzie potrzebna.
Podczas spoczynku, trybu stand-by, czy jak wolicie podczas bezczynności, jej pobór prądu wynosił średnio 0.7W.
A jak wygląda sprawa temperatur? Przekonamy się gdy zrobię z niej piecyk przez godzinę na pojedynczym porcie USB-C, obciążając urządzenie maksymalną mocą jaką uda mi się z niej „wyciągnąć”.
Jest naprawdę gorąco. W najcieplejszym miejscu temperatura jest bardzo wysoka. Dla porównania przetestowałem ładowarkę Green Cell 75W, też ciągnąc ile fabryka dała.
No cóż, mam mieszane uczucia, ale mam też pewne tezy, jednak zostawiam je na koniec.
Sprawność przetwornicy jest na poziomie 89,5%. Nie jest źle. Z drugiej strony, GaN „potrafi”, teoretycznie, osiągnąć wyższe wartości, ale specjalnie testowałem też inną ładowarkę (innej marki) z azotkiem galu, i wynik sprawności przetwornicy jest tam bardzo zbliżony. Tak więc nie jest źle na tym polu. Zaryzykuję też stwierdzenie że 95% to wynik w dużym zaokrągleniu i wychodzi one jedynie w testach laboratoryjnych, więc w praktyce jest nieosiągalny dla przeciętnego Kowalskiego. Możemy je porównać ze spalaniem które podają producenci aut, piękne cyfry, szkoda że głównie na papierze 😉
Miejcie też na uwadze że ładowarki/zasilacze największą sprawność osiągają pod największym obciążeniem. Aby też nie szerzyć czarnych scenariuszy, uspokajam że różnice w wydajności przetwornicy napięcia nie mają kosmicznych różnic przy niskim i wysokim poborze mocy, ale warto zdawać sobie sprawę że coś takiego istnieje (OFF TOP – swoją drogą ciekawy materiał na wpis. Może kiedyś…).
Doczepiając się do temperatury która panuje w urządzeniu – jak na technologie GaN, jest ona faktycznie wysoka, przynajmniej w stosunku do tego co można o niej wyczytać. Jednak uważam że powinniśmy wziąć pod uwagę pewne rzeczy – gabaryt i waga GreenCell-a. Jest ona co prawda wykonana w „starszej technologii”, jednak jest ona też większa. Co za tym idzie, elektronika jest pewnie „ułożona” luźniej, dzięki czemu ma lepszą cyrkulację powietrza w odbudowie (o ile można mówić o jakiejkolwiek cyrkulacji). UNITEK jest bardzo mały i jestem niemal pewny, że w środku elektronika jest ściśnięta jak tylko się da, a to mocno utrudnia oddawanie ciepła.
Ładowarka Power Source 75W jest też cięższa. I to niemal 2 razy. Tak więc masa robiąca za radiator jest tutaj nie mała, co może być też kolejną rzeczą decydującą o takim a nie innym wyniku pomiaru temperatury.
Powyższe stwierdzenia to jedynie moje domysły. Jak pojawi się na testach jakaś ładowarka wykonana w technologii GaN, o mocy ~65W, i zbliżonych gabarytach, będzie idealny pogląd na sprawę.
PS. Pamiętajcie że te ładowarki mało kiedy dotykacie podczas pracy i możecie nawet nie dostrzec tej temperatury. Wieloportowe ładowarki mają to do siebie że od momentu gdy podłączmy je do gniazdka i wsadzimy im odpowiednie kabelki USB, to zakończą się nam „spotkania” z jej obudową. Piszę to z praktyki 2-óch takich urządzeń. Tak, wiem, to model ładowarki podróżnej, jednak musicie przyznać że jest trochę racji w tym co wyżej napisałem.
Świetna ładowarka, o wystarczającej mocy do większości zadań, w kompaktowych wymiarach. Cenowo nie odstaje od konkurencji, a w zestawie mamy dodatkowo adaptery do różnych gniazdek. Jeżeli podróżujemy po świecie, jest to produkt must have. Gdyby na Waszym wyposażeniu był jakiś mocniejszy laptop czy coś bardziej energochłonnego, to chyba kierował bym się w stronę wersji 100W – UNITEK P1112ABK. Ma jedno USB-C więcej i pewnie jest zbliżona jakościowo z tym modelem. W popularnym sklepie komputerowym, w momencie publikacji tego wpisu, wersja 100W ma 6 gwiazdek na 6 możliwych (w 6 komentarzach). O czymś to świadczy.

Ładowarkę UNITEK P1108ABK 66W GaN polecam kupić w najwygodniejszym dla Was miejscu. Gdybyście zechcieli zainwestować w wersję 100W, zerknijcie na CENEO aby wyłapać najlepszą okazję na UNITEK P1112ABK.
Poprzedni wpis dotyczący testu przedłużaczy odnosił się do marki UNITEK i tyczył się tylko standardu USB-A. Teraz dzięki uprzejmości ORICO Polska, mam możliwość przetestowania przedłużaczy/adapterów ich marki, w standardzie USB-A i USB-C.
Wstęp
Opakowanie i zawartość
Kilka zdań na temat przedłużaczy/adapterów ORICO
Test praktyczny przedłużaczy ORICO
Podsumowanie
Przedstawię Wam w tym wpisie przedłużacze USB które są ciut nietypowe. Charakteryzują się innym rodzajem gniazda niż wtyku. Modele które będę tym razem testować to:
Adapter/przedłużacz o długości 1 metra. Posiada wtyk USB-A lecz gniazdo ma standard USB-C.
Adapter/przedłużacz o długości 1 metra. Ten model cechuje wtyk USB-C a gniazdo jest w standardzie USB-A.
Aby jakoś zapamiętać który jest który, proponuję „klucz” w postaci oznaczenia początkowego modelu CAF31 (USB-C) / ACF31 (USB-A) na wtyku. Gniazdo będzie w „przeciwnym” standardzie. Mocne uproszczenie całości, ale u mnie się sprawdziło 🙂
Oba przewody są zapakowane w charakterystyczne, dla tego producenta, niebiesko-białe opakowanie. Na obu sztukach opakowań przedłużacza USB ORICO znajdziecie informacje o:
Z tyłu jest tabela ze specyfikacją. Jest tam:
Oba są w kolorze czarnym. Maksymalne natężenie ładowania dla każdego z nich to 3A, co przy deklarowanych 60W, daje nam maksymalne napięcie 20V.
Produkty znajdują się w plastikowych wytłoczkach, z których producent powoli rezygnuje. Pisałem o tym przy okazji testu ich obudowy do dysków – ORICO 2518C3-G2-GY. Nie ukrywam że cieszy mnie fakt rezygnacji z plastików. Jak dla tak niedużego gabarytami produktu, jest go naprawdę za dużo.
Model adaptera ORICO CAF31-10-BK-BP posiada dodatkowo kapturek ochronny na wtyku USB-C (co widać na zdjęciu wyżej) oraz ma wsparcie dla OTG.
Przedłużacze nie zaliczają się do najcięższych…
Siatka ochronna/otulina przewodów wykonana jest z polipropylenu. Jest to tworzywo lekkie, posiadające wysoką odporność chemiczną, małą absorpcję wody oraz ma dobrą izolację elektryczną.
Co najważniejsze, ma też wysoką odporność na uszkodzenia. Przewody zastosowane w tych produktach są wykonane z ocynowanej miedzi. Pozłacane końcówki dają nie tylko lepsze wrażenia wizualne, lecz zapewniają też lepszy kontakt oraz podnoszą odporność na korozję.
Na wtykach obu przewodów znajdziemy informację o ich szybkości, maksymalnej mocy ładowania a także logo producenta. W obu przypadkach jest identycznie:
Końcówki przewodów, w miejscu wtyku/gniazda, są wykonane z aluminium.
Żyły przedłużaczy nie są zbytnio sztywne, ale giętkimi ich nie da się nazwać. Skutkiem czego zachowują częściowo kształt po wygięciu go w którąś stronę. W przypadku mocnych wygięć przewód będzie nieco „wracać” do poprzedniej formy.
Jakości wykonania nie można nic zarzucić. Adaptery prezentują się bardzo ładnie. Nie widać żadnych niedociągnięć, zadziorów czy coś w tym stylu. Wszystko jest spasowane i dobrze wykończone. Przy nie najniższej cenie produktu (tyczy się to głównie modelu ACF31-10-BK-BP), mamy prawo wymagać jakości. A skoro cena wskazuje na klasę premium, to w tej lidze nie ma miejsca na kompromisy.
Gniazda w komputerze USB-C oraz USB-A (USB 3.2 Gen 2) osiągają maksymalną szybkość transferu wynoszącą 10Gb/s.
Test syntetyczny
Na start zmierzę, ewentualny, spadek transferu. Do adapterów podłączę obudowę do dysków 2,5 cala tej samej marki. Dysk testowy to SSD Samsung 860 EVO 250GB, ten sam który był w recenzji obudowy. Wyniki jego wydajność, podłączonego bezpośrednio do USB w komputerze, widzicie niżej.
ORICO ACF31-10-BK-BP
ORICO ACF31-10-BK-BP
Strat związanych z transferem w zasadzie nie widać na benchmarkach. Minimalne różnice w testach zawsze będą i nie ma co się nimi przejmować. Nawet w niektórych wynikach jest lepiej jak na dysku podłączonym bezpośrednio, jednak pamiętajcie, to syntetyki i wyniki takich testów nie będą idealnie powtarzalne, ale dają nam już jasność że strat transferu tutaj nie widać.
Test na kopiowanie plików oraz tworzenie sejfu
Kopiowanie to test na przerzucenie 10000 zdjęć (18,1 GB) oraz folderu z plikami ISO o łącznej wadze 115GB.
Tworzenie sejfu jest testem w którym stworzę plik-sejf o wielkości 15GB zaszyfrowanym za pomocą algorytmu Kuznyechik(Serpent(Camellia)). Format plików to NTFS.
Powyższy test nie odbiega zbytnio wynikami od dysku podłączonego bezpośrednio. Różnice w czasie sięgają max. 5 sekund dla kopiowania ISO i 3 sekund dla tworzenia sejfu czy kopiowania zdjęć. Daje nam to różnice na poziomie 1%, dla dużej ilości danych, i różnicę 4-5% na mniejszej próbce. Różnice te są raz na plus przedłużacza, a raz na jego niekorzyść.
Test obciążenia maksymalną mocą
Sprawdzę teraz jak bardzo nagrzeje się przewód po godzinie. W tym czasie zostanie on obciążony maksymalną deklarowaną mocą 60W
Obciążenie w praktyce wyszło 3.16A * 19V, jednak finalnie moc końcowa się zgadza. Przewody były ledwo ciepłe, najbardziej z całości nagrzały się końcówki. Nie powinno to nikogo dziwić, w końcu są z aluminium.
Test OTG (CAF31-10-BK-BP)
Wynik zaliczony pozytywnie. Do telefonu podpiąłem znanego z poprzednich testów pendrive Samsung FIT 256GB
Odpuściłem test spadku napięcia, który znacie z poprzednich testów przedłużaczy, gdyż gniazdo USB-C które mam w komputerze jest tak niefortunnie umiejscowione, że nie ma opcji aby umieścić tam mój miernik. Można by użyć adapterów USB, ale to przekłamie wyniki.
Wynik nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem. Cena która przyjdzie nam zapłacić za ten przewód ma uzasadnienie. Produkt jest wysokiej jakości i gwarantuje wysokie transfery. W zasadzie jest to też niezbyt popularny produkt jeżeli mówimy o przedłużaczu USB mającym inny rodzaj wtyku i gniazda. Stąd bliżej im do adaptera aniżeli do przedłużacza, chociaż, jak by nie patrzeć, przewód mają. Chyba najbardziej trafnym stwierdzeniem było by powiedzenie o nich że są adapterem USB z przedłużaczem.
Zachęcam do zakupu produktów w oficjalnym sklepie na Allegro: